największe kłamstwo twojego życia

believe
Masz w życiu sytuacje, które powtarzają się jak refren piosenki. Są nieprzyjemnie znajome.
Za każdym razem trochę się dziwisz, że „znowu”, że „jak zwykle”. Ale sama przed sobą przyznajesz, że nie mogło być inaczej. Że twoja reakcja jest jak dobrze wytrenowany cios obronny.
Szybszy niż świadomość. Skuteczny, ale tylko na chwilę.
Bronisz się tak szybko i rozpaczliwie, że nie jesteś w stanie dostrzec swojego przeciwnika.
Jaka będziesz zdziwiona, zrozumiawszy, że bronisz się sama przed sobą.
Ponieważ sama siebie oskarżasz i ranisz.
Nieustannie szepczesz sobie do ucha największe kłamstwo swojego życia. 
Jest coś, o czym przekonał cię świat, rodzice, źli ludzie, wydarzenia, brak miłości.
Jest coś, w co uwierzyłaś i uczyniłaś motywem przewodnim swojego życia. Twoje prywatne kłamstwo, uszyte na miarę, doskonale oszukujące twoje serce.

Contine reading

hummus – moja kreatywna wersja

hummus

Kreatywność jest córką potrzeby i matką wielu kuchennych eksperymentów. Kiedy bardzo czegoś chcesz, ale brakuje ci jednego elementu układanki – obudź kreatywność i wymyśl jak to obejść!
Zabrzmiało jak początek tekstu motywacyjnego 😉 A rzecz jest banalna, o hummus chodzi.

Nigdy dotąd nie jadłam i nigdy nie robiłam, ale od dawna miałam ochotę spróbować. Hummus kusił mnie egzotycznym pochodzeniem, prostotą wykonania i tajemnicą smaku, którego nie mogłam sobie wyobrazić. Ciecierzyca i sezam, jak to się ma do siebie?
Cieciorkę mam w kuchni zawsze na posterunku, namaczam, gotuję (czyli ambitnie, nie z puszki). Drugi niezbędny składnik, tajemnicza pasta tahini, okazała się większą zagwostką. Nigdzie nie mogłam jej upolować, pomimo uważnego przeczesywania półek działów orientalnych wszystkich większych marketów. Zawiodła mnie nawet Alma, która zawodzi rzadko, gdy szukam takich dziwnych rzeczy. Zaczęłam już rozważać opcję zamówienia tego maleństwa przez internet. Ale pomyślałam sobie, bez przesady, to tylko sezam i trochę oliwy. Bez problemu mogę zrobić sama.

Sezam należało uprażyć, a następnie zblendować. I tu ogarnęła mnie zaduma nad moim zwykłym, ręcznym blenderem o mocy 400 WAT. Czy się nadaje i czy podoła? Nie chciałam ryzykować utraty mojego kuchennego ulubieńca, ale przypomniałam sobie, że mam jeszcze jedno urządzenie, którego mogłabym użyć.

Stary dobry młynek do kawy. Naprawdę stary i naprawdę dobry. Wytwór epoki PRLu, służył kiedyś moim rodzicom do mielenia kawy w ziarnach, jeśli w ogóle udało im się taką dostać. Za lepszych czasów, w erze kaw rozpuszczalnych instant, przeszedł na emeryturę, dorabiając sobie czasem mieleniem cukru na puder.

młynek1młynek2

Do moich celów nadał się doskonale, uprażony z odrobiną soli sezam zmieliłam na drobny pył i w takiej formie połączyłam z oliwą z oliwek. Oryginalnej pasty nigdy na oczy nie widziałam i nie próbowałam, ale mam nadzieję, że udało mi się zbliżyć do ideału.

sezam w młynku
pasta

Kolejną inwencją własną było urozmaicenie hummusu pieczonym czosnkiem. Pomysł zaczerpnęłam z bloga Jagody i upiekłam czosnek zgodnie z jej metodą (15 minut w nagrzanym do 180 st piekarniku). Śmiało mogę powiedzieć, że pieczony czosnek zagości w mojej kuchni na stałe! Jest aromatyczny (chodź mniej ostry niż na surowo) i ma przyjemną miękką konsystencję.

pieczony czosnek

A zatem, podsumowując i skracając, hummus powstał tak:

  1. 3/4 szklanki cieciorki namoczyłam na noc i gotowałam ok 1h
  2. 1/2 szklanki sezamu uprażyłam na suchej patelni z odrobiną soli, następnie zmiksowałam i połączyłam z 3 łyżkami oliwy z oliwek
  3. Główkę czosnku, ściętą z jednej strony, piekłam 15 min w nagrzanym do 180 st piekarniku
  4. Całość zblendowałam już blenderem ręcznym.

Do mojego hummusu dodałam pół upieczonej główki czosnku. Chcę go jeść na śniadania w godzinach wczesnorannych i troszczę się o moje relacje z ludźmi 😉
Hummus nie jest fotogeniczny, więc końcowy efekt jest mało spektakularny. Nie miałam też pod ręką żadnej pietruszki ani innego figowego listka, aby przykryć jego nagą paćkowatość 😉

hummus
Hummus trafia na listę moich śniadaniowych ulubieńców! Lubi towarzystwo oliwek i rzodkiewek. Smak prażonego sezamu fajnie przebija się przez łagodną ciecierzycę, a nutka czosnku nadaje mu charakter.
Do powtórzenia. I polecam!
A może Wy polecicie mi jakieś godne uwagi hummusowe wariacje?

short note: są takie dni

przed lustrem

 źródło

Są takie dni, kiedy czujesz, że życie ostro pikuje w dół.
Patrzysz rano w lustro i już wiesz, że będzie ciężko.
Cera nie taka, cienie pod oczami pozostają uparcie widoczne. Włosy nie chcą współpracować, chociaż robisz wszystko jak zawsze.
Z garderoby wieje nudą.
Czujesz napięcie w różnych dziwnych miejscach ciała. I mgiełkę gdzieś za oczami. Czujesz się dziwnie rozsypana i amorficzna w środku. Jakbyś tak naprawdę przebywała gdzie indziej.
Może to hormony, nieprzespana noc, zła pogoda. Może katar sienny, ciśnienie albo nie wiadomo co (hormony to jednak wygodna wymówka).
Bierzesz się w garść i wychodzisz z domu. Możesz marzyć o kubku lodów czekoladowych wieczorem, ale wiesz że najpierw trzeba przeżyć ten dzień. Tak jak zawsze, jak wiele innych.
Idziesz więc w świat taka potłuczona. W autobusie siada koło ciebie jakaś dziewczyna. Nic o niej nie wiesz, ale być może one też ma jeden z takich dni. Anonimowo, jak każda z nas. Solidarnie z tysiącami kobiet.

jestem katoliczką, myślę po swojemu

Dziś kanonizacja Jana Pawła II, czy robi to na Was wrażenie? Jako świadoma katoliczka zadałam sobie to pytanie. I odpowiedziałam, że nie bardzo. Jasne, cieszę się, jestem w jakiś sposób dumna i rozumiem, że to duża rzecz. Ale nie oglądałam transmisji z Watykanu, ani nie zamierzam w jakiś szczególny sposób świętować tego dnia.

I po raz kolejny pomyślałam, że moja religijność jest dziwna. Bardzo „moja” i trochę niestandardowa.
Jestem zadeklarowaną i świadomą katoliczką, od tego zacznijmy. Nie urodziłam się z tym i  nie wyniosłam tego z domu (w sposób tradycyjny-jasne, ale to wszystko). Doszłam do wiary drogą wielu życiowych zakrętów, zwątpień, prób i błędów. Nie żałuję niczego, wszystko spełniło swoje zadanie. Zawsze zadawałam sobie pytania i byłam otwarta na różne możliwości. Nigdy nie wystarczało mi to, co na lekcjach religii (często kiepskich) i niedzielnej mszy. Szukałam więc, czytałam, rozmawiałam z ludźmi, należałam do wspólnot. Miałam w życiu okresy bardzo gorliwej religijności.

 

Contine reading

kobieto, jesteś twórcza!

Twórczość jest nieodłączną częścią twojej istoty. Urodziłaś się z tym darem. W głębi serca jesteś artystką, nie możesz temu zaprzeczyć, nie możesz odciąć się od swojego twórczego potencjału. On wiernie ci towarzyszy, nawet jeśli zepchnęłaś go do podświadomości. Przejawia się w twoich decyzjach i wyborach, przemienia twoją codzienność. Twoja twórczość jest ogromną siłą, narzędziem, którym możesz zmieniać świat.

 

Contine reading

ta, dla której spadają anioły

meg ryan
Anioł, który zakochał się w kobiecie. Ten obraz działa na wyobraźnię.
Co takiego ma w sobie kobieta, dla której anioł porzuca wieczność? Czym fascynuje i przyciąga, właśnie ona, spośród tysiąca innych?

„Miasto aniołów” to głośny, hollywoodzki film sprzed lat. Znamy, oglądamy i  niezmiennie wzruszamy się pięknem historii o miłości niemożliwej do spełnienia.
A gdyby spojrzeć na ten film z trochę innej perspektywy? Gdyby zatrzymać się dłużej nad postacią Maggie Rice, pięknej lekarki, która skradła anielskie serce? Czym przyciągnęła do siebie nieśmiertelną istotę, w jaki sposób obudziła w niej męskie instynkty? Zrobiła coś niezwykłego, czy po prostu ukazała pełnię swej kobiecości?
Jaka naprawdę jest kobieta, w której zakochują się anioły? Contine reading

trzy piosenki

Jak bardzo wsłuchujecie się w teksty piosenek? Czy są w nich takie słowa, które Was poruszają, przywołują wspomnienia albo mówią o Waszych najskrytszych pragnieniach? Czy zdarza Wam się usłyszeć w piosence to, co chciałybyście słyszeć w życiu. A może to, czego same nie umiecie wyrazić słowami?
Podzielę się z Wami trzeba utworami, które do mnie, jako kobiety, trafiają najbardziej.
To nieco zakurzone przeboje sprzed kilkunastu lat. Wzruszały mnie już wtedy, wzruszają i teraz 🙂

Contine reading

poradzę sobie

poradzę sobie
.
Poradzę sobie – mówią usta, rozum chce w to wierzyć, a serce czuje zupełnie co innego. Znacie to? Tak często odrzucamy ofiarowaną nam pomoc, której potrzebujemy, pokazując światu, że jesteśmy samowystarczalne. Jeszcze częściej, nie chcąc w ogóle o nic prosić, unosimy się kobiecą dumą. Poradzę sobie ze wszystkim sama, powtarzamy te słowa jak zaklęcie, przekonując same siebie i nasze spragnione troski serca. I radzimy sobie, lepiej lub gorzej, kosztem nerwów, nieprzespanych nocy i gorzkiego żalu do wszystkich wokół. Dlaczego tak usilnie zamykamy się w naszych kruchych skorupkach? Skąd biorą się w nas mechanizmy samowystarczalności? W jakich sytuacjach jest to naszą słabością, a w jakich okazuje się być siłą?

Contine reading