o złamanym sercu na chłodno

serce z lodu
 .
Czasem naprawdę trzeba komuś złamać serce. Po to, żeby nie zrobić mu większej krzywdy. Po to, żeby nie zrobić sobie większej krzywdy.

Trzeba wziąć odpowiedzialność nie tylko za swoje uczucia, ale także za te, które budzimy w innych. Gdy ktoś przynosi Ci na dłoni całe swoje serce, nie ma miejsca na „być może” albo „jeszcze nie wiem”. To jest czas i miejsce na szczerość. Najpierw szczerość ze sobą, a potem z właścicielem tego daru, który nie może być przyjęty.
Lecz nawet najszczersze „nie” wcale nie jest lekkie i bezbolesne. Ono również rani, ono dobiera nadzieję i pozostawia z niczym. Ale tylko taka odpowiedź uwalnia. Zdejmuje ciężar oczekiwań i pozwala wyruszyć w nową drogę. Nie czekaj, idź, ja nic dla ciebie nie mam. Contine reading

zupa na ciążowe zachcianki

zupa na ciążowe zachcianki

W mojej rodzinie urodzi się dziecko. To bardzo dobra wiadomość:)

Czekam na to wydarzenie jak na przełamanie złej passy, ciągu chorób, śmierci, rozstań i konfliktów, które do pewnego czasu ciążą nad nami. Czekam na zwycięstwo życia, na nowy początek, odwrócenie karty i  napisanie nowego rozdziału 🙂
Mała istotka przebiera nóżkami w brzuchu mojej siostry. Przeżywam to razem z nią. Słucham o porannych mdłościach, oglądam zdjęcia USG i chłonę informacje o każdym kolejnym centymetrze i gramie. Cieszę się i oczekuję 🙂 Contine reading

stawiam granice

granice
Czy potrafisz stawiać granice? Ja wciąż się tego uczę.
Nie ze strachu, nie żeby się przed czymś bronić.
Nie po to, żeby okopać się w bezpiecznej strefie komfortu.
Na pewno nie po to, żeby ustrzec się bliskości.
Stawiam granice z szacunku i miłości do siebie samej. Po to, żeby się lepiej określić. Poczuć się dobrze we własnej skórze.
Stawiam granice, bo już trochę siebie poznałam. I ciągle poznaję.
Badam miejsca, w których zaczyna się moja wrażliwość, gdzie już boli przy najlżejszym dotknięciu, a gdzie śmiało mogę otworzyć drzwi i serce.
Stawiam granice, żeby pozostać sobą, tam gdzie świat krzyczy jaka powinnam być. Nie wierzę wszystkiemu i wszystkim. Nie przyjmuję oczywistości sprzedawanych w reklamach, jak kolorowe cukierki. Kwestionuję autorytety.
Stawiam granice ludziom, którzy wiedzą lepiej. Ludziom, którzy chcą za dużo. I tym, którzy dają to, czego nie mogę przyjąć.
Stawiam granice, bo jestem zbyt cenna, żeby się rozpłynąć. Zbyt niepowtarzalna, żeby się rozmyć w zwyczajności i banałach. Jestem odpowiedzialna za to kim jestem i po co żyję. Stawiam granice, żeby tego nie stracić.
Nie potrzebuję strefy Schengen, żeby poznawać świat. Nie muszę burzyć murów, żeby kochać.
Mam mnóstwo paszportów z zieloną pieczątką zaufania.
Mogę je hojnie rozdawać każdemu, kogo jestem ciekawa.
Mogę otwierać się na wszystko, co nowe i niepoznane.
Mogę dotykać, smakować, pytać i słuchać.
Mogę całować do utraty tchu.
A potem spokojnie i bezpiecznie wrócić do siebie.
Bo znam swoje granice.

pozytywny lifestyle jest niebezpieczny

pozytywny lifestyle

Nie chcę, żeby moje życie było pozytywne. Chcę, żeby było szczęśliwe.
Czy mi się to udaje? W dużym stopniu, ale nie zawsze. Wiele jeszcze przede mną.
Czy potrafiłabym dać komuś receptę na szczęśliwe życie? W żadnym wypadku. Nie wierzę w takie recepty.

Ale one istnieją i wielu ludzi szasta nimi na prawo i lewo, jak niedouczony lekarz, któremu niezbyt zależy na zdrowiu pacjenta. Przyjmują formę książkowych poradników, a w sieci mnożą się w postaci blogów rozwojowo-lifestylowych.
Je też czytam takie blogi. Subskrybuję, śledzę, mam swoje ulubione. A jednocześnie przyglądam się z dużym dystansem zjawiskom pod tytułem „pozytywny lifestyle” i „rozwój osobisty”.
Z jednej strony nie mogę oprzeć się wrażeniu, że takie hasła są mocno przereklamowane. Z drugiej jednak, przy takiej podaży, musi istnieć na nie duży popyt.
Czego szukają ludzie na blogach rozwojowych? Dlaczego moim zdaniem pozytywny lifestyle może być niebezpieczny? Contine reading

ostatni wykład

Randy Pausch

Co dzieje się w głowie człowieka, któremu zostało już tylko parę miesięcy życia? 
Nigdy się nie dowiemy, nigdy nie zrozumiemy, dopóki nie stanie się to naszym własnym doświadczeniem.
Zmierzyłam się z tym pytaniem dwukrotnie, w obliczu choroby i śmierci obydwojga rodziców. Jedak zawsze stojąc z boku, obserwując i towarzysząc. I nadal nic nie wiem. Nadal nie potrafiłabym powiedzieć nic mądrego człowiekowi, który ma świadomość kończącego mu się czasu. Contine reading