życie we mgle i cudowne katastrofy

 

cudowne katastrofy

 

Na pewno znacie osoby, które idą przez życie tak gładko, jak nóż przez masło zostawione całą noc na kuchennej szafce. Osoby, którym trochę się zazdrości, a trochę się je podziwia, bo zdawać by się mogło, że nie ma dla nich rzeczy niemożliwych. Czego się nie dotkną, to zamieniają w złoto, po czym robiąc elegancki piruet, wypatrują kolejnych okazji do sukcesu. Przynajmniej tak to wygląda z zewnątrz.

Patrzyłam w ciemne oczy Weroniki, mojej dobrej koleżanki i rosło we mnie przekonanie, że tym razem coś jest nie tak. Nie błyszczały tak samo jak zawsze. Nie było w nich szelmowskiego blasku zadowolonej z życia trzydziestolatki, która wszystko ma pod kontrolą i gdy złapie wiatr w żagle, to zawsze dopływa tam, gdzie chce.

Chyba ostatnio nie wiało w jej stronę… Contine reading

szkatułka z linkami #5

szkatułka z linkami #5

 

Ostatnio przeczytałam gdzieś zdanie, że listopad to taki miesiąc, kiedy codziennie jest poniedziałek. Nie lubię siać jesiennego defetyzmu, ale tym razem pokiwałam głową z pełnym zrozumieniem. Daję słowo, że nie pamiętam równie deszczowej jesieni. Same szare dni, ledwo rozjaśnione niemrawym światłem i nasiąknięte ciemnymi chmurami. Ciemne poranki, kiedy budzę się ledwo rozklejając powieki, które i tak będą cały dzień uparcie ciążyły ku ziemi. I wieczory, które zaczynają się już o godzinie szesnastej, a potem ciągną przez nieskończoną ilość godzin, odmierzanych kolejnymi herbatami… Całe szczęście, że lubię herbatę i mam sporo pomysłów na spędzanie takiego ponurego czasu. I przyznaję się bez bicia, że szperanie w sieci jest jednym z nich. Co przeczytam, to moje. A teraz także i Wasze, bo najciekawszymi z jesiennych linków dzielę się niżej. Wyobrażam sobie, że Wy również spędzacie takie wieczory pod kocem z kubkiem gorącej herbaty. Ja popijam właśnie imbirową Wasze zdrowie, dosłownie. A Wy zaparzcie sobie świeżą i gorącą, bo dziś znów dużo dobrego czytania. Contine reading

związek bez żadnych wątpliwości

bez żadnych wątpliwości

 

Jeśli rolą blogera jest pisać o tym, co najbardziej porusza jego serce, co jest treścią jego życia i szczęściem, którym chciałby dzielić się z innymi  – to ja jestem właśnie w tym miejscu. Chciałam pisać o kobiecości i chciałam, żeby były to myśli zebrane z samego centrum kobiecego przeżywania rzeczywistości, poruszające wspólne nam wszystkim struny. I tak właśnie jest – widzę, że to co siedzi we mnie, porusza także i was. Że się przydaje, aby tę nieujarzmioną kobiecość lepiej sobie wytłumaczyć i przeżywać jeszcze piękniej. I jeszcze pełniej.

Ale chciałam też pisać o miłości. O dobrych związkach. Chciałam dzielić się z Wami wiarą w mądrą i dobrą miłość. Nie taką pełną dramatów, szarpaniny i wątpliwości, nie tą zbudowaną na romantycznych porywach serca, które jak silny wiatr, najpierw zapierają człowiekowi dech, a potem zostawiają go na ziemi ze stłuczonym kolanem. Chciałam dzielić się wiarą, a także i wiedzą o tym, jak budować miłość piękną, silną i spokojną. Taką na zawsze i na co dzień, bez żadnych wątpliwości.

I ponownie – jestem dokładnie w tym miejscu. Piszę do Was z samego środka bardzo dobrego związku, który napełnia mnie niesamowitym szczęściem i chęcią mówienia o nim. Więc jeśli literki w blogowych postach mają być odbiciem poruszeń serca – w tym tekście podaję Wam moje na dłoni. Contine reading

przestań ciągle dawać

 

przestań ciągle dawać

 

Czy zdarza Wam się wracać wspomnieniami do jakiegoś okresu czasu i nadawać mu nazwę? Może na przykład mieliście kiedyś „czas dobrej formy”, kiedy nogi same rwały się do regularnego biegania, a energia pozwalała robić wszystko ze zdwojoną prędkością i siłą? A może komuś przydarzył się „czas rozstań”, bo kilka bliskich osób w krótkim okresie wyjechało, odeszło lub zniknęło z pola widzenia?

Wspominając jesień zeszłego roku, nazywam ją „czasem dawania”, kiedy to hojnie rozdawałam swoją obecność, energię i zaangażowanie. Dużo się wtedy działo. A ja towarzyszyłam bliskim mi ludziom w przełomowych momentach ich życia: ktoś brał ślub, a ktoś inny bronił doktorat, gdzieś obok urodziło się dziecko, ale również ktoś płakał po swojej stracie. I choć żadna z tych rzeczy nie dotyczyła mnie bezpośrednio, to w jakimś stopniu przeżywałam je wszystkie. Z miłości. Ze współczucia. Z kobiecej solidarności. A czasem w naturalnej odpowiedzi na prośbę kogoś, kto akurat wtedy mnie potrzebował.

Na swój sposób była to piękna jesień. Aż w pewnym momencie dostrzegłam kątem oka migającą na czerwono lampkę ostrzegawczą. Kończy ci się paliwo! Przestań ciągle dawać.  Contine reading

tylko smutne kobiety pragną ideałów

ideał

 

Dziewczyno, blogerko, youtuberko oraz Ty, posiadaczko publicznego profilu na Facebooku! Gdy oświadczasz światu, jaki powinien być Twój idealny facet – NICZEGO w ten sposób nie zyskujesz. Przed Twoimi drzwiami nie pojawi się nagle sznureczek mężczyzn, gotowych spełnić Twoje wymagania. Faceci w Twoim otoczeniu nie zaczną prężyć muskułów i masowo zamieniać rurek na bojówki. Ba, nie przyczynisz się ani trochę do tego, żeby męski gatunek stał się bardziej dojrzały i ogarnięty, proporcjonalnie do wymagań dojrzałych i ogarniętych kobiet. Na przykład takich, jak Ty i lajkujące Cię koleżanki. I prawdę mówiąc jest to jedyna rzecz, jaką możesz zyskać w ten sposób: poklask podobnie jak Ty rozczarowanych facetami lasek. Lub jeśli zrobiłaś to w sposób dowcipny, kilka zabawnych komentarzy i kciuków w górę. Oraz jednorazową poprawę samopoczucia.

Co jakiś czas natykam się w sieci na wypowiedzi kobiet, które recytują jak z nut wymagania wobec swojego idealnego mężczyzny. Wśród licznych głosów krytyki i poklasku, jeden na pewno jest słuszny: wolno im. Ale dlaczego właściwie to robią? I czemu uważam, że to wyjątkowo smutne desperatki – wyjaśniam niżej.

 

Contine reading