odwrotna strona szczęścia

odwrotna strona szczęścia

 

Rozpędziłam swoje plany w kierunku kolejnych tekstów, kobiecych, takich jakie lubicie i na jakie czekacie najbardziej. Zainspirowana odpowiedziami na ankietę, zaczęłam układać w myślach całe fragmenty postów i cieszyć się na samą myśl o ich publikacji. Dostałam skrzydeł, jeszcze większych niż zazwyczaj. Ale życie powiedziało „stop” i sprowadziło mnie na ziemię. Spróbujcie wybaczyć mi to, że jeszcze ten jeden tekst nie będzie o kobiecości. Nie będzie więc o tym, po co najchętniej tu zaglądacie. Pojawi się w nim miłość, będzie o pięknym związku i o szczęściu we dwoje, ale zupełnie inaczej niż pisałam do tej pory. Wydarzyło się bowiem coś, co bardzo mocno pokazało mi, że takie szczęście ma drugą stronę, wprost proporcjonalną do swojej wielkości. Pozwólcie mi o tym opowiedzieć. Również dlatego, że sama potrzebuję tej opowieści i chyba już po prostu nie potrafię nie pisać o tym, co szarpie moje serce. Contine reading

Alchemiczna ankieta – liczę na Was!

alchemiczna ankieta

 

Wygląda na to, że w moim przypadku doskonale sprawdza się zasada publicznego robienia postanowień. W ostatnim poście zapowiedziałam ankietę i chyba właśnie to dało mi motywacyjnego kopa, żeby ją wreszcie skonstruować. Nie żeby było to strasznie skomplikowane. Przeciwnie, Google Forms nie gryzie, wręcz intuicyjnie prowadzi cię za rączkę. Ale wiecie jak to jest: są rzeczy, które wydają się trudne dokładnie do momentu, w którym zaczniesz je robić. Contine reading

szkatułka z linkami #7

 

szkatułka z linkami #8

 

Odczuwacie już to, że dzień staje się coraz dłuższy? Ja tak. Ostatnio wyszłam z domu parę minut przed siódmą i z radością stwierdziłam, że nie muszę przedzierać się przez egipskie ciemności. Że już świta. Gdy wracam z pracy, zdarza mi się jeszcze zapalać światło na klatce schodowej. Ale odruchowo, bo tak naprawdę już nie trzeba. Popołudnie wydłużyło się o spory kawał jasnego dnia. Kocham ten czas! Nic, że jeszcze zima, tu sypnie śniegiem, tam zetnie mrozem. Zdecydowanie idzie ku dobremu. Oczekiwanie na wiosnę wisi w powietrzu jak pierwsze ptasie śpiewy – trudno w nie uwierzyć, ale już naprawdę rozbrzmiewają.

A tymczasem wieczory jeszcze w większości domowe. Pod kocem i z szaloną ilością kubków herbaty. I z dobrymi tekstami, którymi chcę się dziś z Wami podzielić. Mam nadzieję, że jesteście po sesji, jeśli sesja jeszcze wciąż Was dotyczy. Mam nadzieję, że jesteście zdrowi i przedwiosenne wirusy Wam nie straszne. I mam nadzieję, że znajdziecie tak dużo czasu, jak tylko się da, aby zajrzeć do tych wszystkich wspaniałości, które Wam przygotowałam 🙂 Contine reading

Kto pierwszy mówi KOCHAM?

kto pierwszy mówi kocham

 

Gdy zbliża się ten czas, luty i Święto Zakochanych, wracam myślami do mroźnej, zimowej nocy sprzed roku. Pamiętam, że choć zima nie była ostra, luty hojnie sypnął śniegiem i ściął powietrze mrozem, przez co walentynki rozgrywały się w pięknej, surowej scenerii. Pamiętam też, że w tamtych dniach miała miejsce premiera „50 twarzy Grey’a”, więc olsztyńskie kina pękały w szwach. A ja zachodziłam w głowę, czy na tego typu film idzie się dla żartu, czy też jest to po prostu najwygodniejsza opcja walentynkowej randki. Bo romantycznie spędzony czas pod osłoną kinowych ciemności przy tej produkcji jakoś zupełnie nie mieścił mi się w głowie.
Mówcie co chcecie, ale nie wierzę tym, którzy podchodzą do walentynek z nonszalancką obojętnością. To święto albo się uwielbia, albo przeżywa cichaczem, próbując nie myśleć o braku ukochanej osoby przy boku. Jeśli kochasz i wiesz, że tego wieczoru Twoje objęcia zostaną odwzajemnione, a Twoja dłoń ogrzana kochającą dłonią, to najzwyczajniej w świecie cieszysz się na ten wspólnie spędzony czas. Na wieczór trochę bardziej wyjątkowy niż wszystkie inne. A jeśli nie kochasz, to prawie na pewno za tym tęsknisz. I wtedy dzień poświęcony zakochanym jakoś Cię jednak uwiera i boli. Ale to dobrze, że boli. Ponieważ to oznacza, że nie znieczuliłaś swego serca, że pozwalasz mu czuć i wyrywać się do tego, co mu przeznaczone.

Contine reading

Kto odbiera Ci prawo do życiowej stabilizacji?

życiowa stabilizacja

 

Siedziałyśmy we dwie w małej kafejce niedaleko pracy, spędzając przerwę przy kawie i ciastku. Tu dało się przynajmniej spokojnie porozmawiać. Żadnego pukania co pięć minut do drzwi, żadnego uważania na to, co się mówi i kto ze znajomych słucha. Tak przynajmniej myślałam, rozrywając saszetkę z cukrem trzcinowym i słuchając Aśki, która z wypiekami na policzkach opowiadała mi o zbliżającym się wyjeździe w góry. W pewnym momencie jej wzrok powędrował jednak wysoko nad moją głową, a dłoń trzymająca łyżeczkę zamachała do kogoś energicznie. Odwróciłam się i zarejestrowałam już tylko plecy wychodzącego z kawiarni Leszka, naszego znajomego z pracy. Właściwie bardziej jej niż mojego.
– Wygląda na to, że nie chciał się do nas przyłączyć – stwierdziłam, nie bez ukrytego zadowolenia. Nie przepadałam za Leszkiem, kilka lat starszym od nas przysadzistym blondynem o mentalności cwaniaczka, który większość swoich wypowiedzi kończył porozumiewawczym mrugnięciem. Wiedziałam jednak, że Aśce to nie przeszkadza i że się kumplują.
– Zapomnij – powiedziała. – Leszek ostatnio zupełnie bez humoru. Krążą słuchy, że już nie mieszka z Wiolką – dodała ciszej, nachylając się nad stolikiem w moim kierunku.

Contine reading