5 największych kobiecych lęków

5 największych kobiecych lęków

 

Pamiętam, miałam kiedyś koleżankę. Bardzo ładną, inteligentną i w stałym, szczęśliwym związku. Pamiętam jej przepastne, brązowe oczy i  gładkie włosy, które nigdy się nie puszyły, czego szczerze jej zazdrościłam. Nie mówiąc już o obłędnej figurze. Pamiętam, że byłyśmy kiedyś razem na studenckiej imprezie. Jednej z tych, na których pije się na tyle dużo, aby zapomnieć o stresach całego tygodnia, ale na tyle mało, że raczej nikomu nie urywa się film. Ewa przyszła ze swoim chłopakiem, sympatycznym gościem, z którym była od lat. Ta dwójka z początku bawiła się razem ze wszystkimi, ale po pewnym czasie odsunęli się na bok, pogrążeni we własnej rozmowie. Ewa była coraz bardziej pijana i powoli przestawała kontrolować swoje zachowanie. Widziałam, jak jej chłopak bierze ją w objęcia i próbuje coś cierpliwie tłumaczyć. W pewnej chwili zobaczyłam łzy w jej ogromnych, smutnych oczach, którymi patrzyła błagalnie na swojego mężczyznę. I usłyszałam co mówi, szarpiąc gwałtownie jego koszulę. „Marek, czy ja jestem ładna? Ale powiedz mi… Czy ja jestem ładna? Jestem…?” Jego słów nie dosłyszałam, ale mieszanina czułości i zmęczenia w oczach mówiła mi, że nie pierwszy raz zmaga się z histerią swojej dziewczyny.

Scena z tamtej imprezy mocno wryła mi się w pamięć i od tamtej pory jest dla mnie symbolem jednego z największych kobiecych lęków.  

 

Kobiety boją się inaczej. I nie chodzi tu o strach, który jest wspólny wszystkim ludziom, jak ten przed śmiercią czy przed lataniem.  Istnieją rzeczy, których boimy się dlatego, że jesteśmy kobietami i przeżywamy je bardzo „po swojemu”. 

Dziś opowiem Wam o pięciu największych lękach, które dostrzegam u kobiet. I które sama również odczuwam. Spróbuję również pokazać Wam, jak wielki wpływ mają one na nasze życie. W jaki sposób podstępnie decydują za nas i trzymając nas w swoich kleszczach nie pozwalają w wolny sposób wybierać, działać, wyrażać i kochać. 

Zacznę od tego, który odbijał się w zapłakanych oczach mojej pięknej koleżanki.

 

Czy jestem piękna?

 

Zazwyczaj wszystko, co wiąże się z naszą urodą wywołuje w nas wstyd. Ponieważ przyjęło się, że troska o piękno jest oznaką próżności. Nauczyłyśmy się więc krążyć wokół tematu. Rozmawiamy o zdrowych włosach, pielęgnacji cery, o tym jak stylowo się ubierać. Ale w głębi serca chodzi nam zawsze o jedno: chcemy być ładne. 

Pragniemy tego od wczesnych lat dzieciństwa, od czasu kiedy zaczęłyśmy domagać się różowych kokard we włosach i tiulowych spódniczek. A jeśli nam tego nie dano – pragniemy równie mocno, lecz w ukryciu. Wstydząc się i zastanawiając, czy w ogóle mamy prawo do takich pragnień. To właśnie na tym najwcześniejszym etapie życia mała dziewczynka powinna dostać odpowiedź na swoje pytanie: tak, jesteś piękna, wszystko z tobą w porządku. Jesteś ważna i wyjątkowa. Wszystkie wiemy, że najcenniejsza odpowiedź to taka, która pada z ust zakochanego w swojej córce ojca. I wszystkie wiemy, jak rzadko ojciec jest na tyle obecny i świadomy, aby na to pytanie odpowiedzieć. 

Dopóki pytanie o piękno pozostaje bez odpowiedzi – my pozostajemy niespokojne. Próbujemy więc odpowiedzieć sobie same. Albo zadajemy je całemu światu. 

Jest wiele kobiet, które tak boją się odpowiedzi na to pytanie, że na wszelki wypadek same odmawiają sobie wszelkiej urody. To boli mniej niż kolejne rozczarowania. Na pewno nie raz zwróciłyście uwagę na dziewczyny, które robią wszystko, żeby ukryć własną kobiecość. Wyzywająca fryzura z wygolonym bokiem. Męskie, obszerne ubrania. Kolczyki i tatuaże. Wszystko to krzyczy: nie jestem ładna i nawet nie próbuję być, mam to gdzieś. Ale w oczach widać bunt. I ból.

Na drugim biegunie znajdują się te kobiety, które robią wszystko, żeby udowodnić sobie, że są piękne. Obsesyjne dbanie o ciało, ciuchy, kosmetyki i zabiegi to tylko jeden sposób. Kolejny to potwierdzanie swojej urody w oczach kogoś innego. Porównać się z koleżanką, wzbudzić podziw mężczyzny. A potem kolejnego, bo to nigdy nie wystarcza na długo.  

Akceptacja wyglądu i fizyczności u niektórych kobiet przychodzi z czasem. A wraz z nią spokój, nowe priorytety pielęgnacji ciała, własny styl, lepsze związki i relacje z ludźmi. Tłuczemy wtedy krzywe zwierciadła naszych lęków i uśmiechamy się do prawdziwego odbicia. Ale nie wszystkie kobiety do tego dorastają. Niektóre powtarzają swoje pytania z uporem złej królowej z bajki o Królewnie Śnieżce. 

 

Nie chcę być samotna

 

Samotnej kobiecie znacznie trudniej poradzić sobie w życiu niż samotnemu mężczyźnie. Wiem, że żyjemy w epoce równouprawnienia, kobiet robiących zawrotne kariery i wykonujących wszystkie męskie zawody. Wiem, że doskonale radzimy sobie jako samotne matki albo singielki z wyboru. Ale mi chodzi o coś innego. Jako kobiety mamy znacznie silniejszą potrzebę przynależności i tworzenia więzi. 

Jest w nas jakiś pierwotny instynkt szukania stada. Kiedy znajdujemy się w bezpiecznych strukturach rodziny, wspólnoty, znanej społeczności – dopiero wtedy zaczynamy się rozwijać. W przeciwnym wypadku lęk przed samotnością hamuje nas i podcina nam skrzydła. 

Dobrze pamiętam okres mojego życia, w którym czułam się najbardziej samotna. Było to po śmieci mojej mamy, kiedy uświadomiłam sobie, że nie mam już rodziców, ale nie mam też rodziny, którą sama założyłam. Poczułam się wtedy zawieszona w życiowej próżni i w pewnym momencie uczucie osamotnienia dosłownie ścięło mnie z nóg. Nie chodzi o to, że nie miałam bliskich osób wokół siebie, bo miałam. Nie chodzi też o to, że nie radziłam sobie sama, bo radziłam całkiem nieźle. Bałam się po prostu tego, że nigdzie tak naprawdę nie przynależę i że jestem sama na świecie. 

Ze strachem przed samotnością można poradzić sobie samemu – ale tylko do pewnego stopnia. Bo owszem, ważną życiową umiejętnością jest poczuć się dobrze ze sobą i nie szukać towarzystwa na siłę. Ale pragnienie przynależności jest już czymś, czego nie zaspokoimy w pojedynkę. Dlaczego uważam, że u kobiet jest ono silniejsze? Zajdźcie czasem do kościoła, odwiedźcie dowolny uniwersytet trzeciego wieku. Spotkacie tam znacznie więcej kobiet. Takich które zostały same w pustych mieszkaniach ale nie chcą w nich siedzieć, bo pragnienie przynależności każe im szukać wspólnot i pcha w stronę ludzi. Samotny mężczyzna najczęściej po prostu włączy telewizor albo pójdzie na ryby.

Lęk przed samotnością to również strach przed tym, że nie znajdę mężczyzny mojego życia i będę musiała przejść przez życie samotnie. O ile nasze społeczeństwo jest pobłażliwe dla samotnych mężczyzn, o tyle napiętnuje singielki. Odczuwamy to. Ale czujemy również, że to nasze własne, osobiste pragnienie – mieć kogoś przy sobie. 

 

Jestem niepotrzebna

 

Każdy z nas ma głęboką potrzebę bycia kimś ważnym i znaczącym dla innych ludzi. Mężczyźni realizują ją na swój męski sposób: gonią za sukcesami i pieniędzmi, chcą mieć wpływy i władzę. Kobiety natomiast pragną odegrać w czyimś życiu niezastąpioną rolę. Desperacko chcą czuć się potrzebne. 

Ponieważ najlepiej odnajdujemy się w świecie relacji, tam właśnie dążymy do sukcesów i tam chcemy odgrywać najważniejsze role. Są kobiety, które budują poczucie wartości na byciu żoną, bo dopiero małżeństwo potwierdza ich tożsamość. Są takie, które uwielbiają pomagać swoim przyjaciółkom, a największą przyjemność sprawia udzielanie dobrych rad. Jednak najbardziej użyteczne i potrzebne czujemy się jako matki. To bezpieczna rola, która na długie lata daje poczucie bycia kimś niezastąpionym. Co z jednej strony jest zupełnie naturalne. Z drugiej jednak, silne wejście w rolę matki może brać się z przekonania, że tylko dla moich dzieci coś naprawdę znaczę. Tylko w odniesieniu do nich wiem kim jestem i tylko jako matka czuję się potrzebna. Pomyślcie o tych wszystkich babciach, ciociach i sąsiadkach, które po wyfrunięciu dzieci z domu odkryły, że nie mają własnego życia. Bo nie są już nikomu potrzebne.

Ale pomyślcie też o swoich koleżankach i przyjaciółkach, które zawsze i w każdej chwili są gotowe do pomocy. Tych, które zgłaszają się jako pierwsze do każdego zadania, nawet jeśli nie chce go wziąć nikt inny. Pod taką aktywnością często kryje się desperacka potrzeba bycia potrzebną. Serce takiej kobiety woła: zauważ mnie, chcę być dla ciebie ważna. Poczucie bycia niezastąpioną odwraca uwagę kobiety od wielkiego strachu, który przepełnia jej wnętrze. I daje złudną odpowiedź na odwieczne pytanie: czy jestem wystarczająco dobra? Czy już zasłużyłam na to, aby mnie kochano?

 

Przemijam

 

Usłyszałam kiedyś zdanie, którego długo nie mogłam zrozumieć: kobieta po pięćdziesiątce staje się niewidzialna. Ale jak to – myślałam wtedy? Czy kobieta musi koniecznie być dostrzegana i rzucać się w oczy, żeby mieć jakąś wartość? Dziś dużo lepiej rozumiem kobiecą potrzebą bycia atrakcyjną i zauważaną. To mocno wpisane w naszą naturę pragnienie, które z wiekiem staje się przyczyną coraz większego niepokoju.

Wspomniana „kobieta po pięćdziesiątce” jest symbolem przemijającej atrakcyjności, starzejącego się ciała, które w pewnym wieku przestaje już być piękne. Z każdą zmarszczką i dodatkowym kilogramem rośnie w nas lęk i świadomość, że to naprawdę się dzieje. I jest nieodwracalne. Nie stajemy się przez to mniej wartościowe – w dosłownym znaczeniu. Nadal pociągamy intelektem, wiedzą, doświadczeniem, pewnego rodzaju zmysłowością. Ale nasza atrakcyjność przestaje być tak oczywista, jak u apetycznej młodej dziewczyny. Obserwowanie tego procesu budzi w nas lęk. 

Strach przed przemijaniem ma jeszcze jedną ważną przyczynę. Na pewno pamiętacie kampanię Fundacji Mamy i Taty, która niedawno odbiła się w mediach tak szerokim echem. Wiele kobiet zabolała ona tak mocno, gdyż poruszyła bardzo wrażliwą strunę: lęk przed tym, że nie zdążę urodzić dziecka. Większość kobiet słyszy bardzo wyraźnie tykanie zegara biologicznego i czuje zmiany w organizmie pod wpływem upływającego czasu. Gdy czas mija, a sprzyjające okoliczności nie nadchodzą, lęk przed tym, że nie zdążę być matką wysuwa się na pierwsze miejsce wśród wszystkich kobiecych niepokojów.

My, kobiety, dużo szybciej niż mężczyźni tracimy zarówno atrakcyjność, jak i biologiczną płodność. Dlatego tempo przemijania dotyka nas tak mocno.  

 

Nie mogę być słaba

 

To być może najmniej oczywisty ze wszystkich kobiecych lęków, ale dlatego właśnie bardzo chcę o nim napisać. 

Wiele kobiet całkowicie nie godzi się na to, że słabość jest elementem kobiecości. Słabość, czyli wrażliwość i podatność na zranienia. Słabość, czyli zależność od kogoś, komu się zaufało. Słabość, czyli możliwość popełniania błędów. Czyli intymność, odsłonięcie przed kimś swojego prawdziwego wnętrza. Słabość, czyli łzy.

Wszystko to, co czyni kobietę tak wyjątkową może wydarzyć się tylko wtedy, gdy pozwala ona dojść do głosu swojej wrażliwości. Ale najpierw musi pokonać strach przed tym, że zostanie zraniona.

Ten rodzaj strachu bardzo często przejawia się potrzebą kontrolowania. Kontrola jest jak pancerz, który chroni przed wszystkim tym, co mogłoby kobietę zaskoczyć i naprawdę poruszyć jej serce. Kontrola daje poczucie bezpieczeństwa, które opiera się na samowystarczalności. Na pewno znacie kobiety, które przenigdy nie powierzą ważnego zadania nikomu innemu. W ten sposób nigdy się na nikim nie zawiodą. Brak możliwości rozczarowania się to świetne zabezpieczenie przed cierpieniem.

Kobietę, która zmaga się z tego rodzaju strachem poznasz po tym, że jest władcza, dominująca i perfekcyjna w każdym calu. Oraz po przerażeniu w oczach, gdy cokolwiek pójdzie nie po jej myśli. Bo kontrola zrodzona ze strachu jest jak domek z kart. Gdy popełnisz jeden mały błąd, wali Ci się na głowę cały świat.

 

.

Nie wstydzę się przyznać – wiele tych lęków jest moim własnym doświadczeniem. Dostrzegam tu moje kompleksy, porażki i zachowania, z których wcale nie jestem dumna. Każdy z tych lęków jest podstępnym gadem, który szepcze do ucha najgorsze rozwiązania. Ale gdy na niego spojrzysz i obejmiesz zrozumieniem, traci swoją moc i władzę nad Tobą. Dlatego niektóre udało mi się już poskromić. I dlatego o tym napisałam. Najlepszą bronią jest zawsze to samo: wiedzieć i rozumieć co się z Tobą dzieje. 

Musicie mi wybaczyć (znowu) tę długą formę 🙂 Wygląda na to, że nie umiem pisać krótko o ważnych rzeczach. A bardzo chciałam, żeby tym razem wszystko było w jednym miejscu. Jeśli przychodzi Wam do głowy jeszcze jakiś lęk, ważny i typowy dla kobiet, napiszcie o tym proszę w komentarzach. A jeśli uważacie, że są kobiety, które również powinny przeczytać ten tekst, podzielcie się nim na Facebooku.

Dzięki i do następnego przeczytania! 

.

gosia 

 

.

zdjęcie: SplitShire

.

  • myślę, że wszystkie lęki, które wymieniałaś dotyczą ludzi w ogóle….natomiast ten pierwszy lęk tego, czy jestem piękna dotyczy bezpośrednio kobiet…i to jest sama prawda w prawdziwe co napisałaś. Takie właśnie jesteśmy my kobiety. I niezależnie jak piękne byśmy były ten lęk w nas siedzi.

    • O właśnie, celne spostrzeżenie. Nawet najpiękniejsze modelki patrzą z niepewnością w lustro i mają kompleksy. Tak głęboko len lęk w nas tkwi.

  • pannaM

    Ten lęk związany z przemijaniem najbardziej zmusił mnie do refleksji.
    Kiedyś rozmawiałam z J. o Clincie Eastwoodzie, pamiętam, że rzucił jakimś określeniem, że „wraz z wiekiem rysy twarzy mu szlachetnieją”.
    Czy tak jest z nami, kobietami? Raczej nie i to jest takie przykre, smutne, stąd się bierze popularność operacji plastycznych itd., bo nie da się ukryć, że po menopauzie kobiece rysy raczej „nie szlachetnieją”.
    Chociaż może to tylko taka półprawda?
    Często, gdy jeździłam na uczelnie widywałam w autobusie pewną starszą panią. Nie wiem ile mogła mieć lat, z 60 parę? No powiedzmy, ale za każdym razem nie mogłam przestać na nią patrzeć.
    Było w niej coś intrygującego. Była taka zadbana, zawsze dobrze ubrana, miała ładny delikatny makijaż, aż czasami chciałam do niej szepnąć: jest pani taka piękna.
    Bo naprawdę była piękna! Mimo zmarszczek, rzadszych włosów.
    To jest cudowne i nie wiąże się tylko z jej wyglądem, zapewne w sercu też pogodziła się z tym, że coś już w jej życiu przeminęło, ale ona chyba już to „przetrawiła”, pogodziła się z tym i to jest takie dobre i kojące.
    Nic tylko życzyć, by każda kobieta wyglądała i była, jak ta Pani z autobusu numer 64 😉
    Serdeczne pozdrowienia :*

    • Ja bym powiedziała to samo o Georgu Clooney. Im starszy tym lepszy 😉
      Chciałabym się tak szlachetnie zestarzeć i każdej kobiecie tego życzę. Myślę że to trochę kwestia genów, dbania o siebie, ale również pogodzenia się z upływem czasu. Masz rację, przyjemnie się patrzy na takie piękne starsze panie 🙂
      Uściski :*

  • Ja tam lubię długie teksty 🙂
    A co do kobiecych lęków to w 100% zgadzam się z punktem pierwszym czyli „czy jestem ładna?”.
    Większy strach przed samotnością u kobiet też już kiedyś zauważyłam, bo zauważ, że choćby taki banalny przykład z toaletą: facet pójdzie sam, kobieta z grupką koleżanek, albo na przykładzie mojej babci, która po śmierci dziadka dużo częsciej się udziela, wychodzi na jakieś grille, wyjeżdża na wycieczki z kuzynką, częściej gada z innymi emerytkami 😉
    Natomiast co do słabości, to myślę, że to zależy od charakteru kobiety, bo na pewno są też takie, które tylko udają słabe, żeby ktoś je wyręczył 😉

    • Wiem co masz na myśli 🙂 I wydaje mi się że takie udawanie słabości ma na celu zwrócenie na siebie i uwagi. O tak, są kobiety, które to robią.

  • Długi czy nie długi, za to rzeczowy. I na prawdę dobry! Zgodzę się z każdym punktem. Też staram się zwalczać takie toksyczne lęki. Często nie mają one żadnych podstaw, ale w naszych umysłach rosną do niebotycznych rozmiarów. Ostatni punkt ugryzłabym trochę inaczej. Kobiety często nie okazują uczuć, boją się okazywać swoją wrażliwą stronę by nie zostać skrzywdzoną. Dlatego rzadko okazują słabość, co może przejawiać się nadmierną kontrolą wszystkiego, pokazywaniu jak zaradną się jest. Idąc dalej może się skończyć na braku jakiejkolwiek empatii. Widzę trochę starych moich lęków i trochę aktualnych, które staram się rozpracowywać.

    • Chyba myślimy podobnie, tylko używamy innych słów 🙂
      I właśnie tracąc empatię kobieta wyzbywa się ważnej części swojej kobiecości, stając się zimna i nieczuła.
      Ja też, cały czas 🙂 Bo to jest dłuższy proces.

  • Zgadzam się z tym co piszesz- najczęściej zauważam lęk „czy jestem piękna”. Moim zdaniem warto być pewną siebie, odrzucić kompleksy, bo każdy z nas ma w sobie piękno tylko trzeba je wydobyć czy odpowiednio zaakcentować 🙂

    • Ach, żeby każda kobieta miała tak zdrowe podejście jak Ty 🙂

  • Ja sobie tak myślę, że kwestia wyglądu fizycznego jest dla każdej kobiety istotną sprawą, nawet jeżeli przez pół życia budujesz samoświadomość i jesteś już pewna swojego piękna, to wystarczy jedna mała rzecz, aby to wszystko przekreślić. Ten lęk niewątpliwie może połączyć każdą kobietę, ma on ścisłe powiązanie z lękiem przed zdradą. Bardzo zgadzam się z tym, że często lęki to nasze kompleksy. Piękny temat, można o tym pisać i pisać, ale ja czuję, że potrzebuję się z tym przespać 🙂 Pozdrawiam!

    • Tak to właśnie wygląda, rozwijamy się, stajemy coraz bardziej pewne siebie i wyzwolone ale kwestia wyglądu pozostaje naszym słabym punktem.
      A to prawda, na ten temat mogłabym pisać jeszcze długo. A myślę też, że każda kobieta mogłaby napisać tekst o lękach ze swojego punktu widzenia. I każdy byłby tak samo prawdziwy.

      • Inspirujesz, to pewne. Trochę czuję Twoje słowa jak wyzwanie, jeżeli dojrzeję do tego, to opiszę to ze swojego punktu widzenia.

  • Poruszyłaś ważny temat. Ja zauważyłam (również po sobie), że często staramy się niektóre z tych lęków wyprzeć ze świadomości i udawać, że ich nie ma. Ale one są – siedzą gdzieś głęboko i w gorszych chwilach wychodzą z ukrycia…

    • Jasne, uciekamy od tego co nieprzyjemne i chowamy to w ciemnych zakamarkach podświadomości. Bardzo wiele lęków tam właśnie się ukrywa.

  • Ten tekst powinny przeczytać wszystkie kobiety na świecie, bo z jednej strony wiemy podświadomie, że to wszystko jest prawdą, a z drugiej strony oszukujemy się, że może nie, że może znowu przesadzamy i wszystko wyolbrzymiamy. Nie wiem ile razy miałam łzy w oczach czytając Twój tekst. Nigdy nie przeszkadza mi u Ciebie długość. Wręcz przeciwnie. A kiedy ominę jakiś tekst z braku czasu to czuję, że ominęło mnie coś ważnego i wracam do niego jak najszybciej. Wracając jednak do tematu… ja wzruszyłam się dlatego, że jestem w trakcie walki, walki z samą sobą i chociaż z niektórymi lękami się wręcz zaprzyjaźniłam rozumiejąc je, to niektóre niestety są moją zmorą. Jednak wiem, że gdybym nie one to nie byłabym prawdziwą sobą. Strach to nie jest coś czego trzeba się pozbyć z życia, strach to coś co trzeba zrozumieć. I pewnie znalazłoby się jeszcze kilka, które dopisałabym do tej listy, ale ja jeszcze nie potrafię o nich mówić. Może kiedyś pójdę Twoim śladem i sama o tym napiszę.

    • Dziękuję. I mam nadzieję że to dobre łzy.
      Bardzo się z Tobą zgadzam. Strach to również informacja, mówi o tym co się w nas dzieje i które miejsce trzeba uleczyć. Więc nie warto z nim walczyć, lepiej go po prostu posłuchać.
      Napisz, to pozwala uporządkować myśli 🙂

  • Myślałam, że te lęki nie tylko nie są mi obce, ale że je nieco oswoilam. Ale punkt o słabości dotknął mnie do żywego. To bardzo trudne wywazyc swoją „słabość” tak, by nikim się zbytnio nie wyręczac a jednocześnie nie stać się „samowystarczalna”. Ostatnio włącza mi się tez taka kontrola, o której piszesz, chciałabym ogarnąć myślami każda ze sfer, zwłaszcza teraz przed najdłuższym z wyjazdów, wydaje mi się, że muszę wszystkiego dopilnować, bo kto jak nie ja 😉 A tu proszę, więcej wrażliwości daje lepsze efekty, a i kobiecość dokarmiona 🙂
    Piękny tekst, będę polecać!

    • Tak, to trudne, bo dzisiejszy świat wymaga od nas, żebyśmy były silne, dobrze zorganizowane i ogarniały tysiąc spraw na raz. Dlatego tak się gubimy i wchodzimy w role, których wcale nie chcemy odgrywać.
      Aniu, kiedy Ty wyjeżdżasz? I kiedy wracasz? Niedługo odezwę się w sprawie naszego wypadu do Gdyni 🙂

  • U Ciebie im dłuższy tekst, tym lepiej:) Staram się oswajać te wszystkie lęki, nie ukrywam jednak, że gdzieś tam z tyłu głowy pojawiają się obawy, wątpliwości…Cudownie się to czytało!

    • Dziękuję 🙂 I chyba najważniejsze to po prostu wiedzieć że one są i skąd się biorą.

  • Trishiana7

    Bardzo dobry tekst 🙂 Szczególnie lęk przemijania i wyglądu są to lęki, z którymi trzeba walczyć. małym dziewczynkom trzeba mówić, że nie jest ważne jak się wygląda ale jakim jest się człowiekiem i jakie się ma życie, pasje.

    • Gdyby małe dziewczynki nauczono akceptować siebie, duże kobiety miałyby znacznie mniej lęków do pokonania 🙂

  • Kiedyś starałam się zwalczać te lęki i przez to czasami popadałam w skrajności, teraz wolę je oswoić, tak by mobilizowały mnie do działania a nie przytłaczały.

    • Ja wierzę, że każdy lęk można obrócić na swoją korzyść i użyć jako motywacji w zmianach na lepsze 🙂

  • Agnieszka Czubak

    No cóż, najgorszym lękiem z którym się borykam, jest lęk przed samotnością. Obecnie, jestem w dziwnym pkt swojego życia, a mam 24 lata ;). Ta świadomość, iż zostanę sama do końca życia jest straszna. Co, wg opinii niektórym ludzi może świadczyć o tym, że najzwyczajniej w świecie jestem mało zaradna. Bo nie potrafiłam stworzyć rodziny.

    Co do tekstu. Jest konkretny. Super Pani wszystko wyjaśniło. Szkoda tylko, ciężko wprowadzić te zmiany w życie.

    • Jesteś jeszcze naprawdę bardzo młoda i myślę że nie ma sensu bać się samotności do końca życia 🙂 Może ten „dziwaczny” punkt to właśnie punkt zwrotny? Nie przejmuj się opinią innych ludzi. Stworzenie rodziny nie zależy tylko do Ciebie, potrzeba do tego naprawdę dobrego partnera i wielu sprzyjających okoliczności. A na te rzeczy czasem trzeba poczekać. I warto poczekać, zamiast pchać się w coś niepewnego, tylko dlatego że wszyscy wokół oczekują tego od Ciebie.
      Wszystkiego dobrego, trzymam za Ciebie kciuki 🙂

  • Jak to pieknie ujelas, mamy potrzebe wiecznego bycia uzytecznymi, pozadanymi, boimy sie przemijania, to ludzkie, ale jeszcze bardziej kobiece, moze to troche wina wychowania, ze nam wiele rzeczy nie wolno, dziewczynie nie wypada, musi robic to czy tamto i okazuje sie to ciezarem, ktory nosimy cale zycie. Pozdrawiam serdecznie Beata

    • Myślę, że możesz mieć rację. Często wychowuje się dziewczynki tak, żeby te lęki umocnić, a nie pokonać.
      Pozdrawiam 🙂

  • Agnieszka

    Bardzo podobał mi się ten tekst, ale długo nie mogłam zabrać
    się za skomentowanie. Wszystkich tych lęków doświadczyłam, ale nie o tym chciałabym
    napisać. Nie jestem też na szczycie góry zwaną „zwycięstwo”, więc o pouczaniu
    nie może być mowy… Chociaż, dlaczego nie? Przecież rozwijamy się dzięki
    dzieleniu doświadczeniami. Zainspirowałaś mnie do przemyśleń na temat
    pokonywania naszych kobiecych lęków.

    Przypomina mi się taka scena z Muminków – przyszła Buka.
    Oczywiście wszyscy drżą ze strachu i chowają się po kątach. Tylko Mama Muminka –
    nieskończenie dobra i naiwna – podchodzi do Buki z miłością.

    Myślę, że nasz główny problem polega na tym, że czekamy aż
    ktoś swoich nasze lęki. Kobieta samotna pragnąca związku może liczy, że pojawi
    się ktoś dobry, otoczy ją miłością i wszystkie cienie znikną. Chodzi mi o to,
    że myślimy czasem, że ktoś może nam powiedzieć, że jesteśmy piękne, potrzebne,
    silne. Ale nikt za nas nie przestanie się bać. Myślę, że Twój tekst zrobił
    wiele dobrego – niejednej kobiecie otworzył oczy. Bo po pierwsze świadomość,
    dlaczego zachowuję się tak a nie inaczej i czy przyczyną tego jest lęk. Ale
    trzeba zabrać się w sobie, podejść do siebie trochę jak Mama Muminka czyli z
    miłością i może też naiwnością. Jeśli same siebie nie zaakceptujemy, nie
    przyjmiemy że jesteśmy piękne bo tak, a nie dlatego, że wyglądamy jak z
    okładki; że nasza pomoc i nasze zdanie wcale nie muszą być dla wszystkich na
    pierwszym miejscu; że żeby „przeminąć dobrze” trzeba dobrze wykorzystać czas
    obecny; że możemy być słabe i nie dać rady.

    Fajnie się pisze, ciężej wprowadzić w życie. Akceptacja
    siebie to chyba pierwszy punkt w walce z tymi lękami. Mi, wierzącej jest może o
    tyle łatwiej, że wiem, że mam Kogoś to chciał mnie właśnie taką i taką jest
    zachwycony. Ale i tak pierwszy krok zależy ode mnie. Dziewczyny, kobiety – siła
    drzemie w nas, nie w otoczeniu.

    • Dziękuję za Twój komentarz 🙂 Jest bardzo dobrym uzupełnieniem mojego tekstu.
      Ja również nie jestem na szczycie tej góry, wciąż się na nią wspinam i wiele lęków, które opisałam jest wciąż moim doświadczeniem.
      Tak, my kobiety często myślimy, że jeśli ktoś nas pokocha, wszystkie lęki miną i życie stanie się piękne. I dlatego tak bardzo podoba mi się to, co napisałaś o Mamie Muminka, która dlatego jest piękna, że sama pierwsza idzie kochać innych ludzi. Jest w tym pozornie pewna naiwność, ale tak naprawdę skrywa ona wielką mądrość. Samoakceptacja jest potężną siłą, która promienieje pięknem na innych ludzi i pozwala ich kochać. Więc pokochanie siebie to pierwsze zadanie każdej kobiety, którą zmaga się z lękiem o własne piękno. I z kompleksami, po prostu.
      Ja również w to wierzę: że Ktoś chciał abym była właśnie taka i się mną zachwyca.
      Dzięki za wszystkie dobre słowa i pozdrawiam 🙂

  • Tosia

    Wszystko się u mnie zgadza, może tylko z wyjątkiem lęku przed słabością, na którą sobie pozwalam.
    Z byciem potrzebną i potrzebą przynależności powoli zaczęłam sobie radzić albo na razie moje życie
    tak się układa, że te lęki pozostają uśpione.
    Natomiast obawy związane z tym czy jestem piękna, z przemijaniem mnie przytłaczają. Porównuję się
    z każdą kobietą, dowartościowuję się spojrzeniami na ulicy, moje poczucie bycia ładną jest ściśle z tymi spojrzeniami związane.Ciągle męczą mnie wątpliwości. Zauważam pierwsze zmarszczki, mam 25 lat i czuje się staro. Męczę się z niską samooceną, nad którą pracuję,ale tak naprawdę nie umiem wyobrazić sobie tego, że miałabym być z siebie zadowolona, nie będąc zadowolona z tego jak wyglądam. Zdarzają się dni, kiedy uważam się za ładną, ale przeważnie gryzę się z tym, że jednak nie jestem. Nie wiem jak mam oswajać te lęki, bo dla mnie niestety o tym czy jestem ładna, decydują inni ludzie, a szczególnie mężczyźni i ich zainteresowanie. Zdaję sobie sprawę, że nie powinno tak być, ale jest. Chciałabym pracować, nad tym lękiem, ale nie wiem jak się za to zabrać.
    Oczywiście, nie usłyszałam nigdy od własnego ojca, że jestem piękna, ważna i wyjątkowa. Jako dziecko czułam się przez niego lekceważona i czułam, że mu po prostu przeszkadzam.

    • To, co się wydarzyło w dzieciństwie może być powodem i pewnie rzeczywiście jest… Nie odzyskasz już tego czego nie dał Ci ojciec, nie nadrobisz jego braku zainteresowania. Ale to nie oznacza, że wszystko stracone.
      W pewnym momencie życia dystansujemy się do ocen naszych rodziców i zaczynamy patrzeć na siebie własnymi oczami. To się jednak nie dzieje z dnia na dzień, to jest proces. Chyba musisz przygotować się na to, że to trochę potrwa. Ale myślę że jesteś na dobrej drodze, bo dużo o sobie wiesz i jesteś świadoma wszystkich tych przyczyn.
      Kiedy czytałam Twój komentarz przypomniał mi się tekst, który bardzo chciałabym Ci polecić, bo całym sercem się pod nim podpisuję:
      http://www.riennahera.com/2015/07/kiedy-przestajemy-czuc-sie-brzydkie.html

      Myślę, że trafia w Twoje uczucia.
      Wszystkiego dobrego 🙂

  • Ania

    Gosiu,
    urodziłam się z wadą, która chociaż schowana pod ubraniem, ale jest…uczyłam się siebie od dzieciństwa i już wtedy wiedziałam, że to nie ze mną jest coś nie tak, ale z ludźmi, którzy patrzą na mnie krzywo, widząc moje nogi w malformacjach naczyniowych, cześć dekoltu, policzek, prawa ręka, jak zimno, najbardziej to widać, bo się robi sine…
    Jednak…nie uważałam się za brzydką kobietę…spotykałam się z wieloma mężczyznami, z paroma był
    poważniejszy związek, nikt mi nigdy nie powiedział, że jestem fe. Nie przeszkadzało to w pożyciu intymnym, fakt… nie paraduję nago przed nikim, bo mam świadomość tego jak to wygląda, ale generalnie mam gdzieś, jak mnie widzą…bo to ludzie są durni…
    Powinnam się poddać i być osobą niepełnosprawną, ale nie…nigdy nikt by nie powiedział, że nią jestem…
    Ja naprawdę kocham to co mam, dostałam takie, nie zmienie tego…i idąc dalej, dotyczy to również moich oczu, ust, włosów… itp. Wszystko jest mi dane w DNA.
    I jestem JEDYNA taka. Nikt mnie nie podrobi, nie może udawać, mieć to co ja mam.
    Jak znaczek z wadą ukrytą…drogocenny skarb.
    I tylko te kobiety mają ze sobą problem, które nie wiedzą, co to znaczy czegoś nie móc mieć…
    Jeżeli ktoś nie akceptuje mnie w 100% nie jest wart bycia ze mną KROPKA

    Ps. Nie byłam docenianym i kochanym dzieckiem, ojca nie znam, byłam umniejszana…i miałam nawet męża i mam nawet dziecko.

    • Aniu, wyróżniłam Twój komentarz, bo chciałabym żeby jak najwięcej osób, zwłaszcza kobiet go przeczytało. Bije od Ciebie niesamowita siła i przekonanie o swoim pięknie 🙂 I widać, że to jest zupełnie naturalne, niewymuszone Twoją trudną sytuacją – że po prostu to masz. Bardzo mi zaimponowałaś. Tak szczerze – pisząc ten tekst myślałam o dziewczynach, które nie mają widocznych defektów urody, a mimo nie mogą patrzeć na siebie w lustrze. Dlatego właśnie Twój głos jest tak mocny i szczery, a przez to mocno daje do myślenia. Bardzo Ci za niego dziękuję! Gratuluję przede wszystkim pięknej osobowości i siły, mam przeczucie że jesteś niesamowitą kobietą 🙂

      • Ania

        🙂 miłe to co piszesz 🙂 a ja mam nadzieję, że się kiedyś poznamy, napijemy herbaty i zjemy ciacho 🙂
        Pozdrawiam Gosiu 🙂

  • Pingback: #2 W Waszym rytmie | W rytmie slow()

  • Yolandi

    Lęku pt. ‚przemijanie’ nie mam kompletnie – nie chcę mieć dzieci, nigdy nie chciałam. Lęku ‚jestem niepotrzebna’ też nie doświadczyłam – odwrotnie, nie chcę, żeby ktoś był ode mnie zależny, nie chcę brać na siebie odpowiedzialności za kogokolwiek. Lubię być niezależna, nie znoszę, gdy ktoś na mnie ‚wisi’, czegoś ode mnie chce, gdy ja nie mam na to ochoty. Nie zgodzę się też co do kolczyków, tatuaży, fryzur – niektóre dziewczyny mają taki styl, krótkie włosy, dużo pięknych tatuaży, piercing – i wyglądają szalenie atrakcyjnie, są w stałych związkach. Fragment o ‚bólu i buncie w oczach’ aż mnie powalił – no bez przesady, nie każda kobieta musi chodzić w zwiewnych sukieneczkach i mieć falujące włosy do pasa, to tylko kwestia stylu i upodobań… Sama w innym artykule piszesz, że kobiecość to pewność siebie, wewnętrzna siła i tak dalej, więc trochę chyba cię poniosło z wytykaniem komuś ‚męskich ubrań’ i tatuaży :/

    • Jeśli tatuaże i kolczyki pozwalają kobiecie wyrazić siebie, to są jak najbardziej ok. Pewnie, istnieją kobiety, które potrafią je nosić i to jest spójne z ich osobowością. Ja natomiast poruszam problem tych, które celowo oszpecają swoje ciało, aby mieć jakąś namiastkę kontroli nad własnym wyglądem.

      • Yolandi

        Takich kobiet jeszcze nie spotkałam. A przynajmniej tak mi się wydaje. Bo jak je odróżnić od tych, które po prostu preferują taki styl? ‚Hej, masz tatuaże bo lubisz, czy dlatego, że jesteś niepewna swojej kobiecości i wolisz się nosić jak chłop?’ :’)

        • Są na przykład kobiety, która mają problemy z nałogami, narkotyzują się, spędzają większość życia w nocnych klubach albo na ulicy. Nie dlatego, że tak lubią, tylko mają problemy i w ten sposób próbują od nich uciec. Często to właśnie one robią sobie tatuaże, piercing albo w inny sposób „ozdabiają” swoje ciało, aby zwrócić na siebie uwagę. I wówczas nie jest to sposób wyrażania swojej osobowości, ale dramatyczny sposób zdobycia uwagi i akceptacji. Albo szokowania swoim wyglądem. O takie dziewczyny mi chodzi.

          Natomiast punkowy, czy rockowy styl to coś zupełnie innego. Sporo kobiet o silnych osobowościach albo oryginalnych zainteresowaniach tak się nosi i im to pasuje.

          • Yolandi

            To już są skrajne przypadki i inne historie. Myślę, że jak kobieta jest narkomanką czy alkoholiczką, to kwestia kobiecego wyglądu jest ostatnim z jej problemów.