bajki o kobietach i dla kobiet

bajki o kobietach

 

Lubimy bajki, nigdy do końca z nich nie wyrastamy. Nawet w dorosłym życiu sięgamy po historie, które wabią nas baśniową scenerią i niesamowitymi przygodami. Jednak z biegiem czasu uczymy się wsłuchiwać w ukryte mądrości, zapisane w tych opowieściach. I może właśnie one przyciągają nas najbardziej, może są odpowiedziami na nieustannie zadawane przez nas pytania?

Dziś pokażę Wam, jak wiele w bajkach jest prawdy o kobietach. Są historie, w których możemy przeglądać  się jak w lustrach. A przez to, że osadzone w baśniowych realiach, stają się uniwersalne i aktualne dla każdej z nas. Przesłania te nie są jednak oczywiste, tak jak nie są oczywiste bajki, które wybrałam. Mam nadzieję, że trochę Was zaskoczę 🙂

 

Penelope (2006), reż. Mark Palansky

 

penelope 1

 

 „Penelope” to historia osadzona w realiach współczesnej brytyjskiej arystokracji. Bajkowo jest już od samego początku, gdy dowiadujemy się o klątwie rzuconej na rodzinę Wilhern przez mściwą czarownicę. Pierwsza dziewczynka, która przyjdzie w niej na świat będzie miała świński ryjek. Będzie go nosiła do końca życia, chyba, że „pokocha ją ktoś równy jej stanem”. I rzeczywiście, przepowiednia spełnia się przy narodzinach Penelope, która ku rozpaczy i niedowierzaniu całej rodziny, przychodzi na świat z nosem bardziej przypominającym świński niż ludzki. 

Dziewczynka wychowywana jest w głębokim ukryciu, a z chwilą osiągnięcia pełnoletności wszystkie starania jej rodziców skupiają się na znalezieniu kandydata na męża. Odpowiedniego kandydata, równego jej stanem, mężczyznę, którego miłość zdejmie klątwę i przywróci jej ludzki wygląd. 

Jak się pewnie domyślacie, Penelope od najwcześniejszych lat utwierdzana jest w przekonaniu, że coś jest z nią coś nie tak. Nadopiekuńcza i ambitna matka pielęgnuje w niej pragnienie odmiany swojego losu, znalezienia księcia z bajki, dzięki któremu stanie się w końcu piękna i szczęśliwa.  To ona jest nośnikiem całego bagażu przekonań i stereotypów, które narzuca córce: o pięknie, o życiowej roli kobiety, o najwłaściwszych życiowych schematach i o tym jak ważna jest opinia innych ludzi.

 

Nie spodobał mu się twój nos. Ale jesteś czymś więcej niż nosem. To nos twojego pra, pra, pra, pradziadka. Ze strony ojca. On ci to zrobił. Nam to zrobił… Ale nie jesteś swoim nosem. Ty to nie ty. Ty jesteś kimś innym, kimś kto za chwilę wyłoni się z ciebie.

 

Znamy to? To przekonanie, że kobieta, którą jestem, jest tylko jakimś żartem ślepego losu? Niezbyt śmiesznym. Że muszę zrobić wszystko, żeby się zmienić, ponaprawiać swoje wady, udoskonalić swój wygląd. Dopiero wtedy zacznę naprawdę żyć.  No i książę z bajki, koniecznie mi go trzeba,  aby odczarował mój los. Gdzieś z tyłu głowy majaczy nam prawda o samoakceptacji. Ale to co w środku, to co głęboko w sercu krzyczy najgłośniej i staje się największym życiowym prawem. Każda z nas jest bohaterką bajki, w której musi zdjąć sama z siebie czar kłamliwych przekonań.  

Jak dalej toczy się ta historia? Cóż, Penelope nie jest w ciemię bita, uwalnia się więc w końcu spod wpływu matki. Wychodzi do ludzi, pokazując im swoją prawdziwą twarz. I właśnie wtedy jej życie zaczyna się naprawdę, pomimo, że świński ryjek pozostaje na swoim miejscu. Ale to jeszcze nie jest szczęśliwe zakończenie, do niego wiedzie jeszcze sporo krętych dróg.

Czy jest tam jakiś książę z bajki? Oczywiście, że tak. Problem polega na tym, że książę nie dorasta do swojej roli.  I bardziej niż ratowaniem księżniczki musi zająć się ratowaniem samego siebie. Ze zgubnych nałogów. Ale Penelope w pewien sposób pomaga mu w tej przemianie. Ta rozmowa odbywa się, gdy dziewczyna wciąż jeszcze ma twarz świnki. 

 

– Wow, udało ci się. Wyglądasz wspaniale, widać, że jesteś szczęśliwa. 

– Dzięki. 

– Wiesz, zainspirowałaś mnie… Tym, jak sobie z tym wszystkim radziłaś. Ja nie…

– Muszę już iść.

– Tak. Oczywiście…

 

Ten właśnie wątek zawiera kolejną mądrość o kobietach, którą chcę przed Tobą odkryć, moja droga Czytelniczko. Jeżeli chcesz zmienić swojego mężczyznę, bądź zatrzymać go przy sobie, najlepsze co możesz zrobić, to zająć się swoim własnym życiem. Posiadasz niezwykłą moc inspirowania swoim pięknem i siłą, ale nie posiadasz mocy panowania nad drugim człowiekiem. Bądź szczęśliwa, bądź sobą do głębi serca, a wokół ciebie zaczną dziać się cuda. 

Nie zdradzę Wam zakończenia tej bajki, choć, jak to w bajkach, możecie spodziewać się happy endu. Jednak muszę powiedzieć, że sama byłam zaskoczona w jaki sposób do niego doszło i co oznaczały naprawdę słowa przepowiedni. 

Jako ciekawostkę zdradzę Wam, że wspaniałą rolę zagrał tu Peter Dinklage, niezapomniany karzeł Tyrion Lannister z „Gry o tron”. Prawdziwy smaczek, dla którego też warto sięgnąć po ten film 🙂

 

Gwiezdny Pył (2007), reż. Matthew Vaughn

 

Stardust

 

Scenerią tej baśni jest również Anglia, jednak czasów wiktoriańskich. W miejscowości Mur mieszka młodzieniec imieniem Tristan. Nazwa miasteczka nie jest przypadkowa, gdyż w tym miejscu przebiega mur, odgraniczający zwykły świat od tajemniczego królestwa magii. Mur, którego nikomu nie wolno przekraczać. Jednak to właśnie po stronie tajemniczego królestwa spada gwiazda, którą Tristan bardzo chce zdobyć. Będąc odważnym marzycielem, wyrusza więc on w podróż w nieznane, której celem jest odnalezienie gwiazdy. A gdy ją odnajduje, ze zdziwieniem odkrywa, że gwiazda nie jest kawałkiem połyskującej skały, lecz piękną dziewczyną o imieniu Yvaine. To oczywiście dopiero początek przygód tej pary. 

Na pierwszy rzut oka jest to opowieść o odważnym młodzieńcu, spełniającym swoje marzenia. Lecz, gdy na scenie pojawia się Yvaine, historia nabiera rozpędu; to jej postać zaczyna przykuwać wzrok. Ich wspólna wędrówka w stronę miasteczka Mur staje się tłem przemiany tej pary, od zaskoczenia i wzajemnej niechęci, aż do miłości. Zmienia się również sama Yvaine, ponieważ w końcu dane jest jej wziąć udział w prawdziwym, ziemskim życiu, które do tej pory tylko obserwowała z wysokości nieba. 

Gdy patrzę na Yvaine, kobietę-gwiazdę, która spadła na ziemię, myślę o każdej kobiecie, która odkrywa swoje głębokie pragnienia i uczy się żyć pełnią życia. Na jej przykładzie tak doskonale widać to wszystko, co nosimy w sercach. Pragnienia, które są głęboko wpisane w naszą istotę i dochodzą do głosu, gdy zanurzamy się w prawdziwym życiu ze wszystkimi jego cudami i niebezpieczeństwami. Jak bowiem mówi mądra książka, każda kobieta marzy o trzech rzeczach: 

Wziąć udział w przygodzie.  Przygoda Ivaine rozpoczyna się już w chwili, gdy spada w nieba na ziemię. Przestaje być obserwatorem wydarzeń, zaczyna brać w nich udział. Jednak dopiero spotkanie z Tristanem jest początkiem prawdziwej drogi pełnej niebezpieczeństw i zaskakujących zwrotów akcji. Wtedy właśnie dochodzi do głosu prawdziwy temperament Yvaine, jej zdolność do ryzyka i poświęceń. Staje się cenną i dzielną towarzyszką drogi, zaczyna pomagać Tristanowi w osiągnięciu celu, a przez to nareszcie żyć pełnią życia, do którego została przeznaczona.

Ukazać swoje piękno.  Yvaine jest piękną kobietą, to w końcu gwiazda, nie może być inaczej. Jednak jej piękno było do tej pory podziwiane z oddali, jako coś oczywistego. Gdy spada na ziemię, blask gwiazdy, który zawsze od niej bił, zanika. Na początku swojej ziemskiej przygodny czuje się ona bowiem niepewna, zagubiona i samotna. I tu odkrywamy kolejną tajemnicą kobiecego serca. Kiedy kobieta jest piękna, kiedy bije od niej wewnętrzny blask? Wtedy, gdy czuje się spełniona i szczęśliwa. Gdy w jej  życiu dzieją się niezwykłe rzeczy. I nade wszystko wtedy, kiedy kocha. Z biegiem czasu Yvaine zakochuje się w Tristanie i wtedy zaczyna lśnić szczególnie mocno. Zanim jeszcze dowie się o jego uczuciach, zanim wszystko szczęśliwie się zakończy. Ona już kocha i to sprawia, że błyszczy swoim najprawdziwszym wewnętrznym blaskiem. 

Przeżyć romans. Żywot gwiazdy, która patrzy na świat z oddali, pomimo pewnego romantyzmu, jest jednak pozbawiony całej palety ludzkich przeżyć. Gdy Yvaine spada na ziemię, zna miłość tylko z obserwacji, nie z doświadczenia. I choć z początku trudno jej się do tego przyznać, choć trochę ze sobą walczy, pragnie przeżyć najprawdziwszy romans. Dużo się napatrzyła, zna wiele ludzkich historii, ale prawdziwa miłość zaskakuje ją swą intensywnością. A mimo to wchodzi w nią całą gwałtownością kobiecego serca. Ponieważ do tego właśnie jest ono przeznaczone, żeby kochać i żeby walczyć o miłość tam, gdzie wymaga ona odwagi i poświęceń. W pewnym momencie Tristan zostaje zaklęty w mysz przez złą czarownicę. Yvaine, przekonana, że ukochany jej nie słyszy, mówi mu (a bardziej samej sobie), o tym wszystkim, co dzieje się w jej sercu. To długi cytat, ale koniecznie muszę przytoczyć go Wam w całości, bo szkoda każdego słowa. 

 

Wiesz, gdy ci powiedziałam, że mało wiem o miłości, to nie była prawda. Dużo o niej wiem. Dużo widziałam. Przez całe wieki tylko ona sprawia, że warto patrzeć na wasz świat. Wszystkie te wojny. Cierpienie i kłamstwa. Nienawiść. Chciałoby się odwrócić i nigdy więcej na to nie patrzeć. Ale to, jak ludzie kochają… w całym wszechświecie nie ma nic piękniejszego.

Wiem… miłość jest bezwarunkowa. Ale wiem też, że jest nieprzewidywalna, nieoczekiwana, nie do opanowania i nieznośna. I dziwnie łatwa do pomylenia z nienawiścią.

Myślę… Próbuję powiedzieć, że… myślę, że cię kocham. Moje serce… wydaje mi się, że ledwie się mieści w mojej piersi. Jakby już do mnie nie należało. Jakby należało do ciebie. I jeślibyś go zapragnął, nie chciałabym nic w zamian. Żadnych prezentów, majątku, dowodów miłości. Nic, prócz świadomości, że odwzajemniasz moją miłość. Po prostu twoje serce w zamian za moje. 

 

Czy Tristan usłyszał jej słowa i  jak dalej potoczyła się historia tej miłości – tego dowiecie się z filmu. Zachęcam bardzo, ponieważ to jedna z najbardziej baśniowych historii, jakie widziałam. Zrealizowana z olbrzymim rozmachem, epicka i pełna zaskakujących gagów. Dwie godziny fantastycznej zabawy!

Ach i jeszcze perełka! Zwróćcie uwagę na herszta pirackiej załogi podniebnego statku – Kapitana Szekspira. Zagrał go sam Robert De Niro. To kapitan-transwestyta, udający twardziela przed całą swoją załogą. Zdarza Wam się oglądać sceny, przy których śmiejecie się na cały głos? Kapitan Szekspir sprawił, że płakałam ze śmiechu 🙂 

A gdybym jeszcze kogoś (jakimś cudem) nie zafascynowała tym filmem, podrzucam piosenkę, która genialnie oddaje jego klimat.

 

 

 

Merida Waleczna (2012), reż. Mark Andrews, Brenda Chapman

 

merida-waleczna

 

Jestem pewna, że nie muszę jej szczegółowo przedstawiać. Merida, niepokorna księżniczka, która kocha wiatr we włosach i strzelanie z łuku, a unika wszelkich nauk, przygotowujących ja do szlachetnego zamążpójścia. Nawiasem mówiąc, to jedna z niewielu bajek, w których książę nie jest obiektem pożądania i niewiele wnosi do całej historii 😉

Gdy oglądałam ją po raz pierwszy, od razu rzucił mi się w oczy konflikt między matką i córką. Zarówno konflikt, jak i silna więź, która je łączy i pogłębia się jeszcze bardziej w miarę rozwoju akcji. Ponieważ obie są zupełnie różne, ale łączy je upór i silny charakter. Królowa Eleonor, to władczyni z prawdziwego zdarzenia, świadoma swojego wpływu na rodzinę, roli w królestwie i w podtrzymywaniu odwiecznych tradycji. Nie jest jednak zakładniczką tych swoich ról, lecz oddaną całym sercem mężowi i poddanym królową.

Jej córka Merida, również z całego serca pragnie być sobą. Jednak ona znajduje szczęście w nieograniczonej wolności i swobodnym obcowaniu z przyrodą. Do konfliktu dochodzi w momencie, gdy zamążpójście księżniczki staje się coraz szybciej zbliżającym się faktem.

– Ja rozumiem, że to wszystko wydaje ci się niesprawiedliwe. Też miałam obiekcje, gdy wydawano mnie za mąż. Ale nie można zawsze tylko uciekać od życia.

– Nie chcę się w tym wieku w coś takiego pakować. Chcę być wolna!

– A jesteś gotowa ponieść koszty tej wymarzonej wolności?

– Nie chodzi o to, że chcę ci zrobić na złość…

– Postaraj się zrozumieć, że ja robię to wszystko tylko dla twojego dobra…

– Ale tu chodzi o moje życie, a ja… jestem jeszcze za młoda…

– Wyjaśnię ci to, musisz tylko zacząć…

– Jakoś bym ci to wytłumaczyła, ale ty mnie nie chcesz…

– Słuchać!

– Słuchać!

Dwie silne kobiety, dwa zupełnie różne sposoby patrzenia na świat i nieśmiertelny konflikt pokoleń. Obie chcą dobrze, kochają się i w jakiś sposób są sobie bliskie, ale zupełnie nie potrafią się zrozumieć. Ostatecznie łączy je magia i wspólna przygoda, w której jedna musi nauczyć się polegać na drugiej. W prawdziwym życiu też tak jest, najbardziej oburzają nas decyzje i postawy osób nam najbliższych, zwłaszcza kobiet, z którymi wiele nas łączy. Oraz tych,  którymi się utożsamiamy i porównujemy. W prawdziwym życiu nie możemy liczyć na magię, ale niezwykłym cudem jest zmiana punktu widzenia, która pomaga zrozumieć, wybaczyć i zaakceptować to, do tej pory nie mieściło nam się w głowie. 

„Merida” to również historia o dzikiej stronie kobiecej natury. Przy czym dzikość nie oznacza rycia w ziemi i pożerania surowego mięsa 😉 Dzika, nieokiełznana cząstka serca kobiety sprawia, że pragnie ona wolności i życia zgodnego z rytmem przyrody. Ciągnie ją piękno świata, słyszy wołanie gór i lasów, doskonale czuje się w otoczeniu zwierząt. Zamknięcie w pałacowych murach jest dla niej męczarnią, gdyż instynktownie wie, że prawdziwe życie toczy się poza nimi i musi być z nim w kontakcie, aby żyć naprawdę. 

Gdzieś tam w górach wyniosłych, czy w mroku wiekowych drzew

I w głębinie wód jeziora słychać wciąż dawny śpiew.

Poznać chcę te opowieści, by sen mój własny śnić,

A ty mi daj swą siłę burzo, a ty orle za mną krzycz.

Tak więc, moja droga Czytelniczko, nie jest prawdą, że wyłącznie mężczyźni lubią obcować z naturą i przeżywać przygody. Kobiety są z nią związane równie mocno, choć może w bardziej naturalny, przyjazny sposób. Nie niszczą i nie zdobywają, lecz instynktownie wsłuchują się w jej rytm. Ile razy zdarzyło Ci się zapragnąć biegania boso po zroszonej łące, tyle razy odezwała się w tobie dzika część kobiecej natury. A zawsze, gdy sprzeciwiasz się narzuconym Tobie zewnętrznym regułom, dajesz przemawiać tym samym instynktom, które kazały Meridzie dosiadać konia, Penelope opuścić  złotą klatkę, a Yvaine wziąć udział w niebezpiecznej przygodzie. 

Muszę powiedzieć, że gdy przygotowywałam ten tekst, miałam dużo radości, przenosząc się na chwilę w świat bajek 🙂 Mam nadzieję, że i Was udało mi się na moment oderwać od szarej rzeczywistości. Jednak tylko na moment. Bajki bowiem paradoksalnie uczą nas mocniej stąpać po ziemi, pokazują prawdę o świecie i o naszych wnętrzach. Czuję, że to nie jest ostatni bajkowy post 🙂 Jeszcze tyle opowieści czeka na odkrycie…

A może Wy chcecie podzielić się ze mną bajkami, które przemawiają do Was szczególnie mocno? Czy jest w nich jakaś prawa o kobiecej naturze? I co sądzicie o bajkach, które ja Wam pokazałam, znałyście je wcześniej, dostrzegacie w nich to samo? Dajcie znać w komentarzach!

gosia

zdjęcie

  • Nie widziałam tylko Penelope… dwie pozostałe bajki bardzo zapadły mi w pamięć, szczególnie Gwiezdy Pył, do którego wrócę na pewno!

    • „Gwiezdny pył” nigdy mi się nie znudzi 🙂 Ale jednak czymś Cię zaskoczyłam 🙂

  • pannaM

    Nie widziałam żadnej z tych bajek, ale z pewnością muszę to nadrobić 😉
    Masz rację, bajki mimo, że przenoszą nas w beztroski świat zawsze mają w sobie jakąś mądrość i to jest w nich najpiękniejsze. Jedną z moich ulubionych bajek jest „Most do Terabithii”.
    W niej też można dostrzec to, o czym napisałaś – piękno inspiruje innych do zmiany. Tak samo było z Leslie, która odmieniła życie głównego bohatera, tylko będąc sobą 😉

    • Wiesz, że tego nie widziałam, a teraz z pewnością obejrzę? Zaintrygowałaś mnie 🙂
      Ściskam :*

  • ja uwielbiam Muminki, kiedy widzę tę ich krainę, ten ciepły, rodzinny dom to , aż chce mi się tam zostać:)

    • Ach, Muminki, bajka mojego dzieciństwa! Trochę już zakurzona, niestety… 🙂

  • Swietnie to Gosiu napisalas. Pierwszy film ze swinskim noskiem zaintrygowal mnie. To chyba kwestia odwagi i otrzasniecia sie z kompleksow, wtedy latwiej wyjsc do ludzi. Wiesz ja borykam sie z tym, tu na emigracji, bo jakies takie mam przekonanie, ze jestem gorsza, bo z biedniejszego kraju i kilka „zyczliwych” osob pomoglo mi w utrzymaniu sie w przekonaniu do tego stereotypu. Super piszesz. pozdrawiam serdecznie Beata

    • Tak, to zdecydowanie film pokonywaniu kompleksów. Tylko może w mniej dosłownej formie i trochę na wesoło 🙂 Ale przesłanie jest właśnie takie.
      Wiesz, a ja kiedy patrzę na Ciebie i czytam to, co piszesz, to zawsze mam wrażenie, że świetnie się odnajdujesz w tej emigracyjnej rzeczywistości 🙂 Robisz tyle fajnych rzeczy, ciągle się rozwijasz i idziesz do przodu, to jest super. No i stworzyłaś fantastyczną rodzinę, to jest coś wielkiego! Cieszę się, że znaleźli się dobrzy ludzie, którzy Ci pomagali, jednak takich dobrych dusz pełno jest na świecie 🙂
      Ściskam!

  • No wstyd się przyznać, że ostatnio tylko oglądam „pingwiny z Madagaskaru”, ale tam żadnej prawdy o kobietach nie ma. A wstyd dlatego, że strasznie się opuściłam w oglądaniu bajek mimo tego, że lubię.

    • A tam zaraz wstyd, jest co nadrabiać 🙂

  • O dawno już nie oglądałam bajek, a żadnej z Twoich nie znam, ale zgodzę się z tym, że bajki zawsze czegoś nas nauczą i są nie tylko dla dzieci. No właśnie, a czy dzieci (starsze czy młodsze) jeszcze kochają bajki? Ostatnio zauważyłam fascynację lekturami fantasy, wampirami, czarodziejkami…

    • Nie za bardzo orientuję się co teraz oglądają dzieci 🙂 Ale myślę, że ta fascynacja fantasy, wampirami etc. to też tęsknota za bajkami. Z tym, że dzieci szukają w bajkach czegoś innego niż my.

  • Bardzo mnie ta Penelope (tak w ogóle imię z mitologii kojarzące się z pięknem) zaciekawiłas, zaraz namowie męża żeby mi jej poszukal. Niezwykłe porównania w Twoim poście, idealnie oddające bliskość tych bajek i zawilej kobiecej psychologii. Świetny wpis.

    • Ja sama nawet nie pamiętam jak trafiłam na Penelope 🙂
      Tak, masz rację, w niektórych bajkach można odnaleźć czystą kobiecą psychologię.

  • W taki sposób piszesz o tych bajkach, że mam ochotę zaraz je obejrzeć. Meridę już po raz 2, pozostałe po raz pierwszy. Dzięki za te inspirujące propozycje 🙂

    • One są naprawdę niesamowita, a wydaje mi się że mało popularne. Polecam 🙂

  • Jednak udało mi się przeczytać jeszcze w tym miesiącu! Skoro sama zaproponowałaś swój stary tekst, to skomentuję. A wszystko, co tu przedstawiłaś zapisuję na listę „do zrobienia” i biję się w piersi.
    UWIELBIAM bajki. Zauważam też u siebie tendencje do doszukiwania się drugiego dna, więc mam pole do popisu. Po obejrzeniu „Zaplątanych” walnęłam koleżance cały elaborat o tym, co tam było o relacjach damsko-męskich. Najpierw postukała się w czoło, ale za kilka dni przyznała mi, że faktycznie można to tak interpretować. O! Właśnie dowolność w interpretowaniu najbardziej mi się podoba 🙂 Szkoda tylko, że nie pamiętam o czym ja tak wtedy paplałam 😉
    Moją ulubioną bajką z dzieciństwa jest baśń o dwunastu braciach łabędziach. Widzę, że nie jest zbyt popularna (może to nawet lepiej), bo nie kojarzę żadnej ekranizacji. Natomiast wielkim filmowo-baśniowym rozczarowaniem była dla mnie „Królewna Śnieżka i Łowca” – zapowiadało się fajnie, wyszło mniej niż średnio.

    • Jesteś niesamowita, dzięki za przeczytanie i za komentarz 🙂
      Przyjrzę się Zaplątanym, zwłaszcza jeśli można się tam doszukać takich smaczków. A co do Śnieżki mam podobne odczucia, bardzo przebajerowana.
      Ja też właśnie za to bajki kocham, są świetnym materiałem do interpretacji 🙂

  • Ola

    Księżniczka Mononoke – tu pojawiają się dwie kobiety 🙂

    WIlcze Dzieci – o życiu matki 🙂

    Ruchomy Zamek Hauru – o magii i miłości 🙂

    jakoś tak wyszło, że tylko bajki i tylko japońskie 🙂

    Meridę uwielbiam! miałam gęsią skórkę przez cały film. a Gwiezdny Pył w planie na dziś wieczór 🙂 pozdrawiam

  • Penelopa to bardzo metaforyczna i piękna opowieść. Uniwersalna.