Czy będziesz dla mnie walczył?

Czy będziesz dla mnie walczył?

 

Wraz z upływem czasu mój blog pnie się powoli w wyszukiwarkach, a to oznacza, że trafia na niego coraz więcej przypadkowych osób. Zaraz po „wampirach emocjonalnych” i rozmaitych wersjach frazy „jak być seksowną kobietą”, bardzo często trafiacie do mnie poszukując informacji o związkach. W taki oto sposób dostaję coraz więcej wiadomości i komentarzy od panów przyciągniętych tu tekstami o poczuciu bezpieczeństwa (tak!) i kobiecych decyzjach. Muszę przyznać, że ich treść i ton wypowiedzi wprawiają mnie czasem w zakłopotanie. Staram się pisać teksty odważne, poruszające takie aspekty kobiecości, o których nikt inny nie mówi, otwierające oczy i dające do myślenia. Czasem polega to na poruszeniu jakiegoś tabu. Czasem takim tabu okazują się różnice pomiędzy kobietami a mężczyznami i prawo do tego, aby wymagać od siebie trochę innych rzeczy. Co ciekawe, to właśnie teksty o tym, co męskie i o tym, co kobiece budzą największy sprzeciw piszących do mnie panów.

 

Ja niby wiem, że tak jest. Że kobiety swobodnie posługujące się kobiecością budzą w mężczyznach lęk i pytanie o własną męskość.  Straszny jest ten męski strach. O ile my, dziewczyny, możemy sobie pogadać o kobiecości, potrafimy przyznać się do tego, że wciąż jej szukamy i że przeszłyśmy w tym celu jakąś drogę – o tyle mężczyźni nie dają sobie takiego prawa. Męskość zdaje się być wartością zero-jedynkową, a jej deficyty są w wielu środowiskach mocno napiętnowane. Wszyscy pamiętamy kpiny z „facetów w rurkach”, które jakiś czas temu przetoczyły się przez internet. A to i tak ciągle dość łagodna forma ostracyzmu.

A może wcale nie? Może nawet taki kamyczek, wrzucony do męskiego ogródka, ma szansę przepełnić czarę goryczy? Może gdzieś w tle czai się jeszcze nieudany związek, spektakularne sukcesy kolegi z pracy i film z supermęskim Stevenem Seagalem obejrzany przy wieczornym piwie?  Tyle wystarczy, aby bufor męskiej frustracji się wyczerpał i znalazł ujście na jakimś kobiecym blogu, bo przecież internet przyjmie wszystko. W ten właśnie sposób ja dowiaduję się, co niektórych panów uwiera i boli. A bynajmniej nie są to za ciasne rurki.

 

Zazwyczaj boli ich to, że my, kobiety gloryfikujemy tylko jeden wzorzec męskości i wszystkich panów przykładamy do prostego szablonu, oceniając z kim chcemy być, a z kim nie. Podobno chodzi nam o mięśnie. O kipiący testosteron, zarośniętą klatę i władcze spojrzenie prawdziwego macho, które natychmiast rzuca nas na kolana. A ponadto oczywiście o kasę i pozycję, o to żeby zostać ładnym dodatkiem do czyjegoś prestiżowego życia, leżeć, pachnieć i niczym się nie martwić, chyba że wyborem kiecki na wieczór. Nie przesadzam, tak postrzegają nas mężczyźni i tak wyobrażają sobie nasze priorytety odnośnie związków.

Fakt, jest wiele tekstów, w których namawiam dziewczyny do stawiania wymagań ale szczerze mówiąc, nigdy nie przyszło mi do głowy, że można je interpretować w ten sposób. I nie sądzę, abyście Wy tak to odbierały. Dlatego jestem przekonana, że jest to problem panów, którzy patrzą na kobiety i związki poprzez optykę swoich własnych kompleksów. Zwłaszcza takich, z którymi przez długie lata nic nie potrafili zrobić.

 

Próbuję im wtedy tłumaczyć, że męskość to i owszem, cenimy sobie wysoko. Ale nie taką z reklamy odżywek na przyrost mięśni ani z hollywoodzkich filmów akcji z lat 90′. Próbuję pisać o odpowiedzialności, poczuciu bezpieczeństwa i o takim rodzaju męskiej zaradności, która pozwoli nam żyć w spokoju, nie koniecznie w luksusie. Doceniam męską czułość i wrażliwość, ale tłumaczę, że nie ma ona nic wspólnego ze ślamazarnością i życiowym rozmemłaniem. I tak dalej. Na pewno doskonale czujecie o co chodzi.

 

Czujecie, prawda? Bo nawet jeśli mężczyźni gubią się w rozumieniu swojej męskości, my nie możemy pogubić się w naszych potrzebach. I powinnyśmy wiedzieć, na czym tak po kobiecemu nam zależy. Porozmawiajmy o tym przez chwilę.

Niejedna z Was spotka na swojej drodze mężczyznę, który być może nie będzie pasował do klasycznego szablonu męskości. Nie będzie miał kwadratowej szczeny, trzydniowego zarostu, władczego spojrzenia ani kariery wypełnionej sukcesami. Ale będzie miał coś, co sprawi, że szybciej zabije Wam serce i zaczniecie zastanawiać się, jakim on byłby partnerem. Jaki byłby w sypialni, w domu, w małżeństwie, w podróży, w kryzysach, w dniu trzydziestej rocznicy ślubu? Jak poradziłby sobie z tymi wszystkimi sprawdzianami męskości, która jest czymś więcej niż masą wypracowaną na siłowni?

Drogie Dziewczyny, istnieje jedno proste pytanie, które należy zadać potencjalnemu mężczyźnie Waszego życia.

Drodzy Panowie, istnieje jedna rzecz, którą kobiety chcą wiedzieć, aby czuć się przy Was kobieco i bezpiecznie.

 

Czy będziesz dla mnie walczył?

 

Wbrew pozorom wciąż potrzeba nam książąt na białych koniach, choć dziś kobiety marzące o takich mężczyznach uważa się za infantylne „księżniczki”. Wbrew pozorom ciągle chcemy mieć pewność, że mężczyzna naszego życia będzie rycerski, odważny i w razie potrzeby chwyci za broń, aby walczyć z przeciwnościami tego świata. Tyle, że nasz świat bardzo się zmienił. Zmieniły się więc również rodzaje niebezpieczeństw zagrażających kobietom, a przede wszystkim zagrażających związkom.

Dlatego miarą męskości nie jest dziś miecz i lśniąca zbroja, ale zdecydowanie i spokojna pewność siebie.

Bogactwem nie jest klucz do skarbca ze złotem, ale umiejętności i życiowa zaradność.

Natomiast wsiąść na białego rumaka i pognać na spotkanie ze smokiem to po prostu zaangażować się w życie. A więc też podjąć wszelkie wyzwania i trudności, które niesie ze sobą bycie w związku. Spróbować i nie uciec przy pierwszych problemach.

.

W takim kontekście pytanie, kierowane niegdyś  do walecznych rycerzy, jest bardzo aktualnym pytaniem większości dzisiejszych kobiet, które szukają życiowej siły u swoich partnerów.

Czy będziesz dla mnie walczył?

Czy będziesz dla mnie walczył, gdy ktoś spróbuje mnie skrzywdzić, poniżyć i odebrać mi dobre imię? Czy staniesz za mną murem, gdy ktoś nazwie mnie dziwką albo głupią wariatką?

Czy będziesz walczył o nas równie mocno, jak ja potrafię walczyć? Czy będziesz razem ze mną rozwiązywał problemy, rozmawiał ze mną o tym, co trudne i równie mocno jak ja pracował nad dobrym związkiem? Czy zawalczymy o to, aby nie był byle jaki?

Czy będziesz dla mnie walczył z tym, co w Tobie złe, głupie i niedojrzałe? Ze swoimi słabościami, z lenistwem, z czwartym piwem podczas jednego wieczoru i pokusą spędzenia nocy poza domem? A jeśli ci powiem, że coś mnie rani i boli, czy powalczysz ze sobą, aby to zmienić?

Czy będziesz o mnie walczył, gdy dopadnie mnie smutek, jesienna chandra albo całkiem poważna depresja bez poważnego powodu? Czy staniesz przy mnie na straży, kiedy się pogubię? Gdy siądę w piżamie pod kocem z pudełkiem lodów waniliowych, gotowa przesiedzieć tak całe życie, bo mi się nie udało i nie wiem co dalej? Czy będziesz wspierał moją wiarę we własne siły, gdy sił i wiary mi zabraknie?

Czy będziesz ze mną walczył ze wszystkimi przeciwnościami losu, które na nas spadną niesprawiedliwie i bez ostrzeżenia? Ze złymi ludźmi, którzy będą próbowali nas oszukać, z nagłymi potrzebami większymi od naszych możliwości… Z chorobą, stratą, a zwłaszcza  z tym co potem, z życiem, o życie trudniejsze, niż nam się wydawało?

Czy będziesz dla mnie walczył z podstępnymi niebezpieczeństwami zwykłej codzienności? Z nudą, zniechęceniem, złośliwą uwagą, niepościelonym łóżkiem, złym humorem i chęcią wyjścia z domu, kiedy masz już dosyć? Czy mimo wszystko wtedy zostaniesz…?

 

Te i milion innych pytań to właśnie kobiece marzenia o męskości.

Te i milion innych sytuacji to okazje, aby sprawdzić i udowodnić swoją męskość, nie tylko kobiecie ale przede wszystkim sobie. (Wraz z byciem w związku nie kończy się potrzeba potwierdzenia męskości. Wręcz przeciwnie, ona się tam dopiero zaczyna!)

Muszę przyznać, że napisałam ten tekst z  myślą o wszystkich panach kierujących do mnie swoje wątpliwości. I tych, którzy szukają dla siebie odpowiedzi po cichu w archiwach bloga. Potraktujcie go jako definicję męskości, wyznawaną przez normalne kobiety, szukające normalnych facetów i pragnące normalnych związków.

A jednak to do dziewczyn skieruję ostatnie, bardzo osobiste zdanie. Byłam kiedyś w związku, który zweryfikowałam tym jednym, tytułowym pytaniem. Wyszło mi na NIE. I wtedy zrozumiałam, że ja nie chcę być tą jedyną, walczącą o miłość i dobry związek stroną. Dziś mogę pogratulować sobie tej decyzji, a jak wiecie jestem nie tylko szczęśliwą mężatką, ale przede wszystkim kobietą, która czuje się dobrze i bezpiecznie u boku swojego mężczyzny. Dlatego powyższy tekst kieruję również do Was, mając nadzieję, że pomoże Wam w dobrych wyborach. Wam oraz innym kobietom, które tego potrzebują, dlatego nie wahajcie się podawać go dalej!

.

gosia

 

.

.

zdjęcie

.

  • Dziękuję Ci za ten tekst. Tak po prostu. Bo znów ubierasz w słowa wszystkie moje obawy i lęki. Dziękuję.

  • Gosiu tym wpisem obaliłaś wiele stereotypów. I dobrze! Bo wielu mężczyzn boi się, że nie sprosta wymaganiom kobiety, że nie jest „wystarczająco dobry”. Z drugiej strony wiele kobiet boi się mówić o swoich potrzebach i lękach i oczekiwaniach. Nic nie jest czarne lub białe, tak jak wielu z nas się wydaje. Warto rozmawiać. I warto czytać takie teksty. Jestem pewna, że wielu osobom dałaś nim do myślenia 🙂

    • A dziękuję! Myślę, że gdyby więcej mężczyzn żyło w rzeczywistym świecie i mocno stąpało po ziemi, dużo lepiej układałyby się ich relacje z kobietami. Strach przed kobiecymi wymaganiami często rodzi się z niewiedzy i wyobraźni.

  • Według mnie grono kobiet, dla których liczą się tylko „mięśnie” i inne tego typu atrybuty, jest stosunkowo małe. Zdecydowana większość ceni w mężczyznach te cechy, o których Ty piszesz. Ja wszystkie Twoje teksty rozumiem i chyba z każdym się zgadzam, i w życiu nie powiedziałabym, że można z nich wyczytać, że kobietom zależy na „kipiącym testosteronie”, „kasie i pozycji”.
    Coś w tym jest, że poczucie męskości jest trochę zero-jedynkowe. Kobietom łatwiej mówić, że odkrywają swoją kobiecość, uczą się jej powoli, ta droga też jest swego rodzaju bardzo kobieca. O męskości nie mówi się w takich kategoriach, choć ona też wymaga swego rodzaju odkrycia i poznania.

    • Jasne. Ale bardzo niewielu mężczyzn potrafi przyznać, że czegoś im brakuje i muszą jeszcze nad sobą popracować. O wiele łatwiej jest zaatakować kobiety i ogłosić, ze są roszczeniowymi księżniczkami, którym zależy tylko na kasie. Myślę, że większość kobiet rzeczywiście rozumie moje teksty, a niektórzy mężczyźni CHCĄ rozumieć je po swojemu, z lenistwa i braku odwagi.

  • Te pytania o walkę w większości mógłby też zadać mężczyzna kobiecie, bo to takie ogólne podstawy dobrego związku.
    Nie wiem, jak można z Twoich tekstów wyczytać, że kobietom chodzi tylko o kasę, ale widocznie niektórzy panowie wszędzie szukają potwierdzeń swoich teorii i znajdują je nawet tam, gdzie ich nie ma.

    • Tak, wiem że to działa w obie strony. Związek to związek, angażować muszą się dwie osoby. Jednak kobietom zazwyczaj bardziej zależy i są w stanie więcej poświęcić, bardziej powalczyć o dobrą relację. Dlatego tak ważne jest pytanie, czy mój partner jest w stanie włożyć we wspólne życie tak samo wiele wysiłku ja jak.

  • „I wtedy zrozumiałam, że ja nie chcę być tą jedyną, walczącą o miłość i dobry związek stroną.” o tak, to zdanie sprawdza się nie tylko w związkach, ale także w zwykłych znajomościach. jeśli nie ma obustronnego zaangażowania – nie ma relacji. szkoda, że ludzie czasem pukają do nas po latach nieodzywania się i nieodwzajemniania kontaktu, a potem wychodzą z pretensjami, że już tego kontaktu nie potrzebujemy.

    • Tyle, że w związkach odczuwamy to o wiele mocniej, ponieważ są tymi najbardziej intensywnymi relacjami z naszym życiu.

  • Pytania z Twojego tekstu mogłyby być genialnym zamiennikiem ślubnych ” Czy przyrzekacie sobie?…”

    A tak z innej beczki… Steven Seagal totalnie nie w moim typie 😉

    Pozdrawiam Małgosiu i biję brawo za kolejny świetny tekst, jesteś wielka i naprawdę zmuszasz do myślenia 🙂

    • W moim też nie, ale był dla mnie pierwszym skojarzeniem typowego amerykańskiego macho 😉
      Jej, dzięki i pozdrawiam serdecznie :*

  • Muszę mamie podsunąć Twój tekst – prowadzi nauki przedmałżeńskie (i robi to świetnie :)), a to byłoby dodatkowe pytanie. Opowiada młodym o tym, czym jest miłość i oni jakby pierwszy raz słyszeli definicję – czasami po 6 latach mieszkania razem i 2-letnim dziecku! Pytanie o to, czy będziesz walczył, na równi ze mną, o związek, o miłość, o wszystko; czy będziesz walczył o mnie?, to pytania, które również powinny być im zadane 🙂
    Mężowi też je muszę zadać, bo o mnie i o dzieci zawalczy, ale problemem jest chęć poprawy samego związku i naszych w nim relacji (zawsze może być przecież lepiej :))

    • Ja myślę, że ludzie w ogóle dość rzadko zadają sobie takie wielkie i poważne pytania na początku związków. Albo na początku drogi małżeńskiej. To jest jakby wpisane w deklarację bycia razem, w miłość, ale tak małą czcionką, że najczęściej przeskakujemy nad tym do znacznie przyjemniejszych rzeczy.
      Ja też chodziłam na fajny kurs małżeński, ale tam też nikt nas wprost nie pytał, czy będziemy o siebie walczyć 🙂

  • Bardzo ważny, szalenie istotny tekst…pytania są kluczowe i należałoby je zadawać nie tylko na początku związku, ale także w trakcie jego trwania. o związek muszą zabiegać dwie strony, przykre jest to, że często starania się jednostronne, a podział zaangażowania bardzo nierówny

  • YYY, mój pan mąż, jak go poznawałam, był bardzo rycerski, teraz przestał i tu jest problem, bo ponoć to ja go „zjadłam” swoją pewnością siebie. Cóż, wiem, że walczyć będzie, ale jak ja stanę u jego boku, walczyć z nim 🙂

    • Ooo, nie rób wszystkiego za swojego faceta, bo po prostu automatycznie się rozleniwi. To już tak jest, że kiedy tylko możemy, idziemy po najmniejszej linii oporu.

  • Ostatni akapit! <3

    I znów tego właśnie potrzebowałam!

    M.

  • Twój tekst przypomniał mi o „Biegnącej z wilkami” i jej mężczyźnie – partnerze stojącym obok i wyśpiewującym dla niej wszystkie imiona jej duszy :). A zresztą, mężczyźni są stworzeni, by walczyć, niech więc stoją obok nas i pomagają nam pokonać wszystkie współczesne smoki ;).

  • Ola

    Dawno już tutaj nie wchodziłam i aż żałuję, wstyd mi. Bardzo wartościowy tekst. I nawet nie sądziłam, że mężczyźni mają takie kompleksy, myślałam stronniczo: że to my, kobiety, musimy się katować w fitness klubach, z Chodakowską, być na listkach sałaty, wiecznie umalowane, włosy ułożone, smukłe ciało, piękne ciuchy – bo facet musi się pochwalić „trofeum”, jakim jest kobieta. I bardzo mnie to frustrowało. A to kompletnie o co innego chodzi. Te wszystkie sześciopaki, płaskie brzuchy, brak zmarszczek i siwych włosów – wszystko się kiedyś kończy, przemija. Tak jak w domu – mury się starzeją. Ale solidny fundament pozostanie niewzruszony. Fundament daje poczucie bezpieczeństwa.
    I nawet ostatnio słuchałam filmiku ojca Adama Szustaka, który mówił, że mężczyźni powinni służyć – ale nie miał na myśli wysługiwania się, tylko właśnie bycie takim oparciem.

    Marzę, żeby mieć takiego mężczyznę, choć w związku nigdy nie byłam i ciężko mi znaleźć dobrego kandydata 🙂
    Ściskam i pozdrawiam oraz wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia!

  • Są tacy faceci, dla których potwierdzeniem męskości jest fakt, że sikają na stojąco, a nie to, że potrafią walczyć o kobietę, dbać o związek przez cały czas, a nie tylko na samym początku. 😉

  • Struś Babeczka

    Jestem w związku z facetem, który by za mną pognał gdzie się da, na koniec galaktyki, który będzie ze mną, nie ważne co się będzie działo. Jednak on sam ma dość spore problemy, dużo wątpliwości co do siebie, niekoniecznie do swojej męskości, ale nie załamuje się łatwo…no chyba że jego porażka tyczy się muzyki, ale wierzę, że za każdym razem się podniesie, pomagam mu w tym. Ma dużo dni depresyjnych, ja również, jakoś wyciągamy siebie z tego. To co chciałam tu powiedzieć to, że facet, który ma potencjał, jest przykładem męskości, wzorcem…czasem może to od nas, może od życia dostaje po dupie i nie ze wszystkim, nie zawsze sobie poradzi, jego też trzeba zrozumieć. A to z kolei, wbrew powszechnym przekonaniom, nie jest takie łatwe. Czasem będzie spadał z tego konia, gdzieś się zgubi, czegoś nie potrafi. I tu wchodzimy my kobitki – czasem trzeba zejść z wierzy i podnieść naszego faceta, a on sam już będzie wiedział, że musi wsiąść na tego konia spowrotem, ale znaczna część kobiet, a przynajmniej w moim otoczeniu, nie ruszy się, choćby nie wiem jak ich książę się poobijał, czy połamał. Pamiętajmy, że faceci to też ludzie 🙂