Friendzone: zagubieni między przyjaźnią a miłością

friendzone

 

Porozmawiajmy dzisiaj o friendzone.  O tej dziwacznej huśtawce pomiędzy przyjaźnią a romantyczną miłością, z której tak wielu z nas nie potrafi zejść. O tym przypadkowym, acz chyba nieuniknionym produkcie naszych czasów, gdy w związkach międzyludzkich panuje pełna dowolność, granice są cienkie i właściwie wszystko nam wolno. Nie wypada chyba tylko mieć wobec siebie zbyt wielkich oczekiwań. To jak nienaturalnym stanem jest friendzone i jak bardzo stała się symbolem współczesnych, pogmatwanych relacji, uświadomiła mi kiedyś moja babcia. Jak to ona – jednym, celnym komentarzem. Ten twój chłopak to taki przyjaciel… czy narzeczony? – zadała mi kiedyś bezpośrednie pytanie. I chociaż próbowałam jej tłumaczyć, że chłopak to chłopak, że jest dla mnie kimś więcej niż zwykłym kolegą, ale póki co nie planujemy stanąć na ślubnym kobiercu – za nic nie mogła mnie zrozumieć. A może nie chciała. Myślę, że to kwestia zbawiennie prostego sposobu patrzenia na życie. I kwestia myślenia, które owszem, być może jest reliktem minionych czasów i surowszych obyczajów, ale zaskakująco wiele w nim świeżości i radykalnego nazywania rzeczy po imieniu. Moja babcia, jak pewnie wiele innych, jest trochę niedzisiejsza. W związku z czym patrzy na ten świat nieco z boku i często widzi jego wywrócony do góry nogami porządek. My nie mamy takiego dystansu. Żyjemy wewnątrz sieci megaelastycznych zasad, które sami sobie ustanowiliśmy. I od których odbijamy się jak od poluzowanej gumki w majtkach, gdy chcemy choć trochę przesunąć granicę bliskości.

A przecież zawsze chodzi o bliskość. Contine reading

Prawo do wątpliwości

prawo do wątpliwości

 

Ci z Was, którzy czytają mnie dłużej, wiedzą, że pół roku temu przeszłam zabieg usunięcia ciąży. Pisałam o tym w tekście szeptem o poronieniu. Pamiętam, że był to zimny, jesienny poranek, pamiętam stary szpital z czerwonej cegły, w którym znalazłam się po raz pierwszy w życiu. Pamiętam zaciszny pokój zabiegowy, położony gdzieś z dala od płaczu noworodków i przemierzających korytarze ciężarnych kobiet. Pamiętam dobrze specyficzną, szpitalną ciszę i spokój. Nawet pielęgniarka, która rozmawiała z kimś przez telefon w mojej sprawie, ściszyła głos mówiąc „ta pani z poronieniem”. Spojrzenia innych pacjentek, które poczułam wtedy na sobie, również były dyskretne i ukradkowe, pełne kobiecej solidarności i chwilowego smutku. Bo każda miała przecież jakiś własny. To, co wtedy czułam również dobrze zapadło mi w pamięć. Był to przede wszystkim strach przed całkowitą narkozą i pozwoleniem na ingerencję we własne ciało. I jednocześnie pragnienie, żeby stało się to jak najszybciej, gdy okazało się że jestem ostatnia wśród czekających na podobne zabiegi kobiet. Była również ogromna ulga, kiedy obudziłam się już po wszystkim. Ulga, ponieważ nie nosiłam już w sobie martwego dziecka, skończył się dziwny stan zawieszenia pomiędzy byciem a nie byciem w ciąży. Ulga, dlatego że wszystko odbyło się szybko, bezboleśnie i bez żadnych komplikacji. Czułam również wdzięczność za ten szpitalny spokój, za to że jestem bezpieczna i ten prosty w gruncie rzeczy zabieg po prostu mi się należy. Za to, że zajęto się mną w najlepszy możliwy sposób. Contine reading

Jak wygląda Twoja aureola?

jak wygląda twoja aureola

 

Nadszedł dla nas czas wręczania ślubnych zaproszeń. Poddając się tradycji i szanując więzi rodzinne, wiele z nich rozwozimy osobiście. I choć nie będzie to duże wesele, okazuje się, że pielgrzymka po wujkach i ciociach zajmuje nam po kilka popołudni w tygodniu. To ciekawe doświadczenie. Na pewno macie takich członków rodziny, niby spokrewnionych, ale nie jakoś szczególnie bliskich, których obraz odświeżacie sobie przy okazji nielicznych spotkań. Raz na jakiś czas. To jakby mieć w głowie nieco wyblakłe wspomnienie wujka i cioci sprzed lat, w którym zapach jego papierosów miesza się ze smakiem jej niedzielnego ciasta. Niby życie idzie naprzód i coś tam się u nich zmienia, ale i tak on pozostaje dla ciebie surowym ojcem rodziny pod wąsem, a ona ciepłą panią domu. A teraz, przy gościnnych stołach i filiżankach herbaty, okazuje się że ja również jestem dla niektórych dziewczynką z wyblakłej fotografii. „Trafiła ci się dobra żona” – zachwala mnie wujek, a mój mężczyzna puszcza do mnie porozumiewawczo swoje niebieskie oko. „Taka grzeczna, taka spokojna, a co najważniejsze – ma takie dobre serce!” – peroruje dalej. „I jak ślicznie robi na szydełku!” – podejmuje ochoczo ciocia – „do tej pory mam serwetkę, którą podarowała mi twoja mama.” A ja siedzę na kanapie wygładzając sukienkę, żeby choć trochę zasłużyć na aureolę, którą malują mi nad głową. Staram się nie widzieć coraz bardziej rozbawionego wyrazu twarzy mojego narzeczonego i przy okazji kłopotliwie nie parsknąć śmiechem. Wiem przecież, że on zna mnie z zupełnie innej strony. Ponieważ miał szansę poznać aktualną i dorosłą mnie. Z siłą wypracowaną przez lata, z przebłyskami szaleństwa, a czasem i gromami w oczach, z wredotą pod kolor rudych włosów. Wewnętrzny spokój co prawda się zgadza i lubię myśleć, że dobre serce też. Ale cała reszta? To aureola, którą chcąc nie chcąc noszę wśród ludzi, którzy nie znają mnie zbyt dobrze.
A jak wygląda Twoja? Contine reading

Kiedy kobieta próbuje być jak facet i dlaczego ją to unieszczęśliwia?

kiedy kobieta próbuje być jak facet

 

Czytam właśnie „Płeć mózgu”, książkę nie najnowszą, głośną, w pewnych kręgach kontrowersyjną, traktującą o neurologicznych podstawach różnic pomiędzy kobietami i mężczyznami. Jako blogerka pisząca o kobiecości i związkach, uznałam ją za swoją lekturę obowiązkową. Czytam więc nieśpiesznie i uważnie, tym bardziej że temat naprawdę mnie kręci. Nie chcę na razie wypowiadać się o całości. Dotarłam natomiast do rozdziałów, które zainspirowały mnie do własnych interpretacji, czego owocem jest poniższy (dość spontaniczny) tekst. Punktem wyjścia niech będzie cytat, który uruchomił we mnie całą lawinę przemyśleń:

„Jeśli kobieta próbuje być „bardziej podobna do mężczyzny”, to – niemal z definicji – staje się mniej szczęśliwą kobietą.”

Chcę Wam pokazać zachowania, za pomocą których upodabniamy się do mężczyzn, zadając gwałt naszej kobiecej naturze. A co za tym idzie dobremu samopoczuciu i szczęściu. Napiszę o trzech tego typu sytuacjach i gwarantuję, że każda z Was odnajdzie się w co najmniej jednej z nich.

. Contine reading

Kto odbiera Ci prawo do życiowej stabilizacji?

życiowa stabilizacja

 

Siedziałyśmy we dwie w małej kafejce niedaleko pracy, spędzając przerwę przy kawie i ciastku. Tu dało się przynajmniej spokojnie porozmawiać. Żadnego pukania co pięć minut do drzwi, żadnego uważania na to, co się mówi i kto ze znajomych słucha. Tak przynajmniej myślałam, rozrywając saszetkę z cukrem trzcinowym i słuchając Aśki, która z wypiekami na policzkach opowiadała mi o zbliżającym się wyjeździe w góry. W pewnym momencie jej wzrok powędrował jednak wysoko nad moją głową, a dłoń trzymająca łyżeczkę zamachała do kogoś energicznie. Odwróciłam się i zarejestrowałam już tylko plecy wychodzącego z kawiarni Leszka, naszego znajomego z pracy. Właściwie bardziej jej niż mojego.
– Wygląda na to, że nie chciał się do nas przyłączyć – stwierdziłam, nie bez ukrytego zadowolenia. Nie przepadałam za Leszkiem, kilka lat starszym od nas przysadzistym blondynem o mentalności cwaniaczka, który większość swoich wypowiedzi kończył porozumiewawczym mrugnięciem. Wiedziałam jednak, że Aśce to nie przeszkadza i że się kumplują.
– Zapomnij – powiedziała. – Leszek ostatnio zupełnie bez humoru. Krążą słuchy, że już nie mieszka z Wiolką – dodała ciszej, nachylając się nad stolikiem w moim kierunku.

Contine reading

MNIEJ minimalizmu, proszę

mniej minimalizmu

 

Do napisania tego tekstu zainspirował mnie artykuł u Joulenki, o dobrych trendach, którym chętnie ulega. Co prawda tekst powstał parę ładnych miesięcy temu, ale zapamiętałam go doskonale, bo czytając miałam ochotę wykrzykiwać „no przecież!” i „racja, ja też tak myślę”. Mądry jest ten joulenkowy przegląd trendów i bardzo zaimponowało mi to, że nie zamieściła w nim ani popularnego slow life, ani minimalizmu. Potem zresztą porozmawiałyśmy sobie o tym chwilę w komentarzach. Przyznam, że od dłuższego czasu przyglądam się wszystkiemu, co pojawia się w internecie pod hasłem minimalizmu oraz slow life i staram się wyrobić sobie zdanie na ten temat. Przede wszystkim wydaje mi się, że oba zjawiska są ze sobą powiązane, że są modne, wzbudzają pozytywne uczucia i bardzo chętnie się o nich mówi. Chętnie i łatwo. Czy z równą lekkością wprzęgamy je w życie, a przede wszystkim czy robimy to świadomie – tu miałabym pewne wątpliwości. Porozmawiajmy dziś o tych wątpliwościach. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że niektóre spośród moich czytelniczek sympatyzują ze stylem slow i czują się minimalistkami. Liczę na Wasz głos w komentarzach i na ciekawą rozmowę 🙂

 

Contine reading

kiepskie Święta i dobre sposoby na ich przetrwanie

kiepskie swieta

 

Pamiętam, że kiedyś bardzo lubiłam czytać opowieści wigilijne, drukowane w przedświątecznym dodatku do naszej lokalnej gazety. Były to prawdziwe historie czytelników, którym w czasie Świąt przydarzyło się coś niezwykłego. Wiele z nich rozgrywało się w czasach wojny, głębokiego PRL-u, kiedy to niczego nie można było dostać albo podczas stanu wojennego. Te przysłane przez byłych zesłańców, opowiadały o wigiliach przeżywanych na mroźniej, dalekiej Syberii. Większości z nich towarzyszyła atmosfera niedostatku albo zagrożenia. Były na swój sposób dramatyczne. Ale równocześnie jednoczyły ludzi, bo niejednokrotnie to właśnie dzięki silnej rodzinie lub sprawnie działającej wspólnocie, udawało się takie Święta zorganizować.

W dzisiejszych czasach naprawdę trudno o tragiczne Święta. Nie dotyczą nas bezpośrednio żadne wojny (choć tu pewnie nie każdy się ze mną zgodzi), nie dręczy nas głód, omijają większe klęski żywiołowe. Zasypiamy bezpiecznie w ciepłych domach, a przecierając rano oczy, dziwmy się, że czas do Gwiazdki tak szybko topnieje i od razu biegniemy myślami do świątecznych przygotowań. Może z pewnym pośpiechem, ale i spokojem. Bo strach przed tym, że w czasie Świąt głód zajrzy nam w oczy albo śmiertelny wróg wtargnie do naszych domów,  praktycznie nas nie dotyczy. A to bardzo dużo.

Większość z nas nigdy nie przeżyje naprawdę dramatycznych Świąt. Natomiast to, że będą one kiepskie, jest już dużo bardziej prawdopodobne. Contine reading

życie we mgle i cudowne katastrofy

 

cudowne katastrofy

 

Na pewno znacie osoby, które idą przez życie tak gładko, jak nóż przez masło zostawione całą noc na kuchennej szafce. Osoby, którym trochę się zazdrości, a trochę się je podziwia, bo zdawać by się mogło, że nie ma dla nich rzeczy niemożliwych. Czego się nie dotkną, to zamieniają w złoto, po czym robiąc elegancki piruet, wypatrują kolejnych okazji do sukcesu. Przynajmniej tak to wygląda z zewnątrz.

Patrzyłam w ciemne oczy Weroniki, mojej dobrej koleżanki i rosło we mnie przekonanie, że tym razem coś jest nie tak. Nie błyszczały tak samo jak zawsze. Nie było w nich szelmowskiego blasku zadowolonej z życia trzydziestolatki, która wszystko ma pod kontrolą i gdy złapie wiatr w żagle, to zawsze dopływa tam, gdzie chce.

Chyba ostatnio nie wiało w jej stronę… Contine reading

przestań ciągle dawać

 

przestań ciągle dawać

 

Czy zdarza Wam się wracać wspomnieniami do jakiegoś okresu czasu i nadawać mu nazwę? Może na przykład mieliście kiedyś „czas dobrej formy”, kiedy nogi same rwały się do regularnego biegania, a energia pozwalała robić wszystko ze zdwojoną prędkością i siłą? A może komuś przydarzył się „czas rozstań”, bo kilka bliskich osób w krótkim okresie wyjechało, odeszło lub zniknęło z pola widzenia?

Wspominając jesień zeszłego roku, nazywam ją „czasem dawania”, kiedy to hojnie rozdawałam swoją obecność, energię i zaangażowanie. Dużo się wtedy działo. A ja towarzyszyłam bliskim mi ludziom w przełomowych momentach ich życia: ktoś brał ślub, a ktoś inny bronił doktorat, gdzieś obok urodziło się dziecko, ale również ktoś płakał po swojej stracie. I choć żadna z tych rzeczy nie dotyczyła mnie bezpośrednio, to w jakimś stopniu przeżywałam je wszystkie. Z miłości. Ze współczucia. Z kobiecej solidarności. A czasem w naturalnej odpowiedzi na prośbę kogoś, kto akurat wtedy mnie potrzebował.

Na swój sposób była to piękna jesień. Aż w pewnym momencie dostrzegłam kątem oka migającą na czerwono lampkę ostrzegawczą. Kończy ci się paliwo! Przestań ciągle dawać.  Contine reading

tylko smutne kobiety pragną ideałów

ideał

 

Dziewczyno, blogerko, youtuberko oraz Ty, posiadaczko publicznego profilu na Facebooku! Gdy oświadczasz światu, jaki powinien być Twój idealny facet – NICZEGO w ten sposób nie zyskujesz. Przed Twoimi drzwiami nie pojawi się nagle sznureczek mężczyzn, gotowych spełnić Twoje wymagania. Faceci w Twoim otoczeniu nie zaczną prężyć muskułów i masowo zamieniać rurek na bojówki. Ba, nie przyczynisz się ani trochę do tego, żeby męski gatunek stał się bardziej dojrzały i ogarnięty, proporcjonalnie do wymagań dojrzałych i ogarniętych kobiet. Na przykład takich, jak Ty i lajkujące Cię koleżanki. I prawdę mówiąc jest to jedyna rzecz, jaką możesz zyskać w ten sposób: poklask podobnie jak Ty rozczarowanych facetami lasek. Lub jeśli zrobiłaś to w sposób dowcipny, kilka zabawnych komentarzy i kciuków w górę. Oraz jednorazową poprawę samopoczucia.

Co jakiś czas natykam się w sieci na wypowiedzi kobiet, które recytują jak z nut wymagania wobec swojego idealnego mężczyzny. Wśród licznych głosów krytyki i poklasku, jeden na pewno jest słuszny: wolno im. Ale dlaczego właściwie to robią? I czemu uważam, że to wyjątkowo smutne desperatki – wyjaśniam niżej.

 

Contine reading