Czy będziesz dla mnie walczył?

Czy będziesz dla mnie walczył?

 

Wraz z upływem czasu mój blog pnie się powoli w wyszukiwarkach, a to oznacza, że trafia na niego coraz więcej przypadkowych osób. Zaraz po „wampirach emocjonalnych” i rozmaitych wersjach frazy „jak być seksowną kobietą”, bardzo często trafiacie do mnie poszukując informacji o związkach. W taki oto sposób dostaję coraz więcej wiadomości i komentarzy od panów przyciągniętych tu tekstami o poczuciu bezpieczeństwa (tak!) i kobiecych decyzjach. Muszę przyznać, że ich treść i ton wypowiedzi wprawiają mnie czasem w zakłopotanie. Staram się pisać teksty odważne, poruszające takie aspekty kobiecości, o których nikt inny nie mówi, otwierające oczy i dające do myślenia. Czasem polega to na poruszeniu jakiegoś tabu. Czasem takim tabu okazują się różnice pomiędzy kobietami a mężczyznami i prawo do tego, aby wymagać od siebie trochę innych rzeczy. Co ciekawe, to właśnie teksty o tym, co męskie i o tym, co kobiece budzą największy sprzeciw piszących do mnie panów. Contine reading

Jak znaleźć złoty środek w relacjach z mężczyznami?

jak być kobietą dla nieswojego mężczyzny

 

Gdy byłam małą dziewczynką i chodziłam do szkoły podstawowej, byłam całkiem niezła z matematyki. Ogólnie nauka szła mi dobrze i ze wszystkich przedmiotów zbierałam niezłe stopnie, no ale być dobrą z matematyki – to dopiero jest coś. To wyższy stopień wtajemniczenia. To umiejętność, którą posiadają nieliczni i którą należy się dzielić, aby pomóc tym słabszym, uzdolnionym w innym kierunku lub nie uzdolnionym wcale. Żeby cała klasa trzymała jakiś tam poziom. Taką filozofię wyznawała nasza wychowawczyni. I kierując się (zapewne) jak najlepszymi intencjami, chętnie sadzała w jednej ławce osoby zdolne z tymi słabszymi, zwłaszcza na przedmiotach ścisłych. W taki oto sposób bardzo często i przez długie lata siedziałam w jednej ławce z jakimś chłopakiem, który nie tylko kiepsko rozumiał matmę, ale ogólnie „źle się uczył”, sprawiał problemy i trzeba go było pilnować. Cóż, z perspektywy czasu widzę, że najbardziej chodziło właśnie o to pilnowanie. Nasza pani wierzyła w zbawienny wpływ grzecznych dziewczynek na problematycznych chłopców.

W każdym razie – nienawidziłam tegoContine reading

Friendzone: zagubieni między przyjaźnią a miłością

friendzone

 

Porozmawiajmy dzisiaj o friendzone.  O tej dziwacznej huśtawce pomiędzy przyjaźnią a romantyczną miłością, z której tak wielu z nas nie potrafi zejść. O tym przypadkowym, acz chyba nieuniknionym produkcie naszych czasów, gdy w związkach międzyludzkich panuje pełna dowolność, granice są cienkie i właściwie wszystko nam wolno. Nie wypada chyba tylko mieć wobec siebie zbyt wielkich oczekiwań. To jak nienaturalnym stanem jest friendzone i jak bardzo stała się symbolem współczesnych, pogmatwanych relacji, uświadomiła mi kiedyś moja babcia. Jak to ona – jednym, celnym komentarzem. Ten twój chłopak to taki przyjaciel… czy narzeczony? – zadała mi kiedyś bezpośrednie pytanie. I chociaż próbowałam jej tłumaczyć, że chłopak to chłopak, że jest dla mnie kimś więcej niż zwykłym kolegą, ale póki co nie planujemy stanąć na ślubnym kobiercu – za nic nie mogła mnie zrozumieć. A może nie chciała. Myślę, że to kwestia zbawiennie prostego sposobu patrzenia na życie. I kwestia myślenia, które owszem, być może jest reliktem minionych czasów i surowszych obyczajów, ale zaskakująco wiele w nim świeżości i radykalnego nazywania rzeczy po imieniu. Moja babcia, jak pewnie wiele innych, jest trochę niedzisiejsza. W związku z czym patrzy na ten świat nieco z boku i często widzi jego wywrócony do góry nogami porządek. My nie mamy takiego dystansu. Żyjemy wewnątrz sieci megaelastycznych zasad, które sami sobie ustanowiliśmy. I od których odbijamy się jak od poluzowanej gumki w majtkach, gdy chcemy choć trochę przesunąć granicę bliskości.

A przecież zawsze chodzi o bliskość. Contine reading

Mężczyzna to nie jabłko – nie przekroisz

będzie ci z nim dobrze

 

Na początku mojego związku, gdy ze szczęścia wprost bujałam w obłokach, zapragnęłam zadzwonić do babci i opowiedzieć jej o moim nowym chłopaku. Gdy tak sobie beztrosko gawędziłyśmy, moja twardo stąpająca po ziemi babcia spoważniała i zadała pytanie:

– Czy on aby na pewno będzie dla ciebie dobry?

– Babciu, ależ oczywiście! Najlepszy na świecie – odparłam bez najmniejszego wahania, trochę zdziwiona tym obcesowym pytaniem. Bo przecież dobry to może być niedzielny obiad albo skład szamponu, ale czy można tak powiedzieć o chłopaku, poza którym świata nie widzę?

– Bo widzisz – babcia kontynuowała swoją myśl – mężczyzna to nie jabłko. Nie przekroisz.

Szczerze mnie wtedy rozbawiła swoim filozoficznym poczuciem humoru i do dziś z rozczuleniem wspominam tę rozmowę. Dopiero po pewnym czasie zrozumiałam, że w pytaniu mojej babci była duża mądrość. Mądrość kobiety, która patrzy na miłość i życie we dwoje z zupełnie innej perspektywy niż ja – młoda, zakochana dziewczyna. W jej trosce pobrzmiewało wiele lat małżeńskich doświadczeń i obserwacji związków swoich pięciu sióstr, dwóch córek oraz niezliczonej liczby przyjaciółek i znajomych. Moja babcia wyrosła w rzeczywistości, w której szczęście kobiety w dużym stopniu zależało od tego, czy jej mężczyzna jest „dobry”. Jak Wam się wydaje, czy ten świat bezpowrotnie przeminął i nie dotyczy już nas – niezależnych i nowoczesnych kobiet?

Otóż nie, to ciągle nasza aktualna rzeczywistość. Contine reading

Wrażliwa kobieta w związku

wrażliwa dziewczyna w związku

 

W idealnym świecie każda wrażliwa kobieta powinna spotkać szlachetnego księcia z bajki, który nie tylko doceni i pokocha jej delikatność, ale także będzie ją chronił i silnym ramieniem prowadził przez życie. Cóż, nie żyjemy w idealnym świecie. Co więcej mam wrażenie, że nasz świat zaludnia dużo więcej wrażliwych księżniczek niż szlachetnych rycerzy. Może to dlatego, że większość kobiet przechodzi w życiu etap bycia nadwrażliwą dziewczyną, a wiele z nich pozostawia w sobie jej cząstkę już na zawsze. Natomiast u mężczyzn jest inaczej. Oni dorastają z czasem do roli szlachetnego dżentelmena, przy czym, jak wiadomo, nie każdemu w ogóle na tym zależy, a wielu wykrusza się gdzieś pod drodze. Jednak dzisiaj nie o nich. Dzisiejszą bohaterką będzie wrażliwa kobieta, która wchodzi w świat związków, szczególnie dla niej niebezpieczny i wypełniony okazjami do zranień. Ale to również piękny świat, który wcale nie powinien być dla niej nie zamknięty. Jeśli tylko będzie potrafiła ostrożnie stawiać stopy… Contine reading

odwrotna strona szczęścia

odwrotna strona szczęścia

 

Rozpędziłam swoje plany w kierunku kolejnych tekstów, kobiecych, takich jakie lubicie i na jakie czekacie najbardziej. Zainspirowana odpowiedziami na ankietę, zaczęłam układać w myślach całe fragmenty postów i cieszyć się na samą myśl o ich publikacji. Dostałam skrzydeł, jeszcze większych niż zazwyczaj. Ale życie powiedziało „stop” i sprowadziło mnie na ziemię. Spróbujcie wybaczyć mi to, że jeszcze ten jeden tekst nie będzie o kobiecości. Nie będzie więc o tym, po co najchętniej tu zaglądacie. Pojawi się w nim miłość, będzie o pięknym związku i o szczęściu we dwoje, ale zupełnie inaczej niż pisałam do tej pory. Wydarzyło się bowiem coś, co bardzo mocno pokazało mi, że takie szczęście ma drugą stronę, wprost proporcjonalną do swojej wielkości. Pozwólcie mi o tym opowiedzieć. Również dlatego, że sama potrzebuję tej opowieści i chyba już po prostu nie potrafię nie pisać o tym, co szarpie moje serce. Contine reading

Kto pierwszy mówi KOCHAM?

kto pierwszy mówi kocham

 

Gdy zbliża się ten czas, luty i Święto Zakochanych, wracam myślami do mroźnej, zimowej nocy sprzed roku. Pamiętam, że choć zima nie była ostra, luty hojnie sypnął śniegiem i ściął powietrze mrozem, przez co walentynki rozgrywały się w pięknej, surowej scenerii. Pamiętam też, że w tamtych dniach miała miejsce premiera „50 twarzy Grey’a”, więc olsztyńskie kina pękały w szwach. A ja zachodziłam w głowę, czy na tego typu film idzie się dla żartu, czy też jest to po prostu najwygodniejsza opcja walentynkowej randki. Bo romantycznie spędzony czas pod osłoną kinowych ciemności przy tej produkcji jakoś zupełnie nie mieścił mi się w głowie.
Mówcie co chcecie, ale nie wierzę tym, którzy podchodzą do walentynek z nonszalancką obojętnością. To święto albo się uwielbia, albo przeżywa cichaczem, próbując nie myśleć o braku ukochanej osoby przy boku. Jeśli kochasz i wiesz, że tego wieczoru Twoje objęcia zostaną odwzajemnione, a Twoja dłoń ogrzana kochającą dłonią, to najzwyczajniej w świecie cieszysz się na ten wspólnie spędzony czas. Na wieczór trochę bardziej wyjątkowy niż wszystkie inne. A jeśli nie kochasz, to prawie na pewno za tym tęsknisz. I wtedy dzień poświęcony zakochanym jakoś Cię jednak uwiera i boli. Ale to dobrze, że boli. Ponieważ to oznacza, że nie znieczuliłaś swego serca, że pozwalasz mu czuć i wyrywać się do tego, co mu przeznaczone.

Contine reading

Jak przygotować się do związku: 5 nieoczywistych rad

jak przygotowac sie do zwiazku

 

Lubię myśleć, że „miłość trzeba sobie zrobić”. I choć powiedzenie to zostało zaczerpnięte od popularnego polskiego coacha, to doskonale oddaje moje własne przekonania. Do licha z coachingiem, to nie moja bajka. Ale tam, gdzie rozwój może służyć budowaniu lepszych związków, jestem w stanie przyklasnąć i jeszcze bardziej podrążyć temat na własną rękę. Lubię więc myśleć, że miłość i związki są takimi obszarami naszego życia, które możemy całkiem skutecznie kształtować. Nawet, jeśli znajdujemy się gdzieś pomiędzy jedną przygodą a drugą, albo wręcz od dłuższego czasu nikt ciekawy nie pojawił się na horyzoncie – to w niczym nie przeszkadza. Wciąż jesteśmy w drodze. Z każdym krokiem coś za sobą zostawiamy i zbieramy nowe doświadczenia. A to oznacza, że każdy dzień jest szansą na zmianę, która będzie miała wpływ na to, jak będziemy kochać w przyszłości. Contine reading

zaręczyny pod presją

zaręczyny pod presją

 

Gdy jesteś w stabilnym związku, w którym wspólne śniadania, święta i wakacyjne wyjazdy stały się oczywistością, prędzej czy później ktoś zada Ci pytanie: to kiedy ślub? Jeśli w dodatku jest to związek z kilkuletnim stażem, a Ty liceum i studia masz dawno za sobą i jesteś na dobrej drodze do pierwszej życiowej stabilizacji, szansa na oberwanie takim pytaniem między oczy jest… jakiś miliard razy większa. Więc o ile ten temat nie chodzi Ci po głowie już od pierwszej randki (co jest najzupełniej zgodne z kobiecą dynamiką), to prędzej czy później i tak zaczniesz o tym myśleć.

Decyzja o ślubie należy do najdziwniejszych na świecie: niby podejmuje się ją wspólnie, ale nie tak, jak wszystkie inne decyzje, siadając razem i rozważając wszystkie za i przeciw. W zasadzie podejmuje się ją bardzo osobno. Wśród wielu niedomówień, podchodów i rytuałów, które narosły wokół zaręczyn. Z jednej strony ta otoczka na pewno ma swój urok. Ale z drugiej… presja tak ważnej decyzji sprawia, że zarówno w kobiecie, jak i w mężczyźnie dochodzą do głosu ukryte pragnienia i obawy.

Niech Was nie zmyli to zabawne zdjęcie, dalej będzie już poważnie i psychologicznie. Contine reading

związek bez żadnych wątpliwości

bez żadnych wątpliwości

 

Jeśli rolą blogera jest pisać o tym, co najbardziej porusza jego serce, co jest treścią jego życia i szczęściem, którym chciałby dzielić się z innymi  – to ja jestem właśnie w tym miejscu. Chciałam pisać o kobiecości i chciałam, żeby były to myśli zebrane z samego centrum kobiecego przeżywania rzeczywistości, poruszające wspólne nam wszystkim struny. I tak właśnie jest – widzę, że to co siedzi we mnie, porusza także i was. Że się przydaje, aby tę nieujarzmioną kobiecość lepiej sobie wytłumaczyć i przeżywać jeszcze piękniej. I jeszcze pełniej.

Ale chciałam też pisać o miłości. O dobrych związkach. Chciałam dzielić się z Wami wiarą w mądrą i dobrą miłość. Nie taką pełną dramatów, szarpaniny i wątpliwości, nie tą zbudowaną na romantycznych porywach serca, które jak silny wiatr, najpierw zapierają człowiekowi dech, a potem zostawiają go na ziemi ze stłuczonym kolanem. Chciałam dzielić się wiarą, a także i wiedzą o tym, jak budować miłość piękną, silną i spokojną. Taką na zawsze i na co dzień, bez żadnych wątpliwości.

I ponownie – jestem dokładnie w tym miejscu. Piszę do Was z samego środka bardzo dobrego związku, który napełnia mnie niesamowitym szczęściem i chęcią mówienia o nim. Więc jeśli literki w blogowych postach mają być odbiciem poruszeń serca – w tym tekście podaję Wam moje na dłoni. Contine reading