dziewczynki, które nigdy nie dorosły

 

Co jakiś czas powraca mi w pamięci taka scena, wspomnienie sprzed kilku lat. 

Pracuję w nadmorskiej kawiarni. Jest środek lata, upalny dzień, więc ludzie przychodzą głównie na lody. Tak jak kobieta, która właśnie stoi przy lodówce, cała pochłonięta wybieraniem gałek, z których powstanie jej deser. Zdążyłam ją już zapamiętać, przychodzi do nas co kilka dni, zawsze na lody lub gofry, nigdy nie kupuje kawy. Myślę, że zbliża się do czterdziestki. Filigranowa, ciemnooka, włosy splecione w dwa warkoczyki. Kolorowy T-shirt, spodenki i trampki. Szmaciana portmonetka, zapinana na rzep w dłoni. I syn w wieku późnej podstawówki, którego zawsze przyprowadza ze sobą.

– Dla mnie będą czekoladowe i truskawkowe. A dla niego… Jakie chcesz smaki?

To, jak wygląda i jak się wypowiada, sposób w jaki przebiera w lodowych smakach, pierwsza łakomie rzucając się na deser, który jej podaję, to że zdaje się być większym dzieckiem niż chłopiec, który cierpliwie czeka na swoją kolej – to wszystko mówi mi o niej tak dużo. 

Dziewczynka, która nigdy nie dorosła. Przypominam ją sobie zawsze, gdy widzę kobiety, które na różne sposoby pielęgnują dziecinną część swojej osobowości. To właśnie one, pochłonięte zabawą lalkami, mijają się z prawdziwym życiem. 

.

dziewczynki które nigdy nie dorosły

.

Nie chodzi oczywiście o te warkoczyki, ani o lody. Chociaż zapadły mi w pamięć bardzo mocno i stały się w jakiś sposób symboliczne. Tamta kobieta bardzo wyraźnie chciała być traktowana jak mała dziewczynka, taka którą rozpieszcza się słodyczami. Może miała taki sposób bycia, a może był to wakacyjny kaprys, tego nie wiem. Prawdopodobnie uważała, że to urocze. Ale nie, to nie było urocze. Nie udało jej się pozostać w granicach, w których kobieta może pozwolić sobie na pewną kokieterię i być wciąż urzekająco dziewczęca. Przekroczyła je i stała się po prostu śmieszna. No cóż, ta linia jest bardzo cienka.

 

Dziewczynki, które nigdy nie dorosły – jest taki rodzaj kobiet. Czasem manifestują tę część swojej osobowości w sposób oczywisty, przez co od razu rzucają się w oczy. Sposób ubierania się, wiadomo. Urocze akcesoria i dodatki, nawiązujące do tęsknoty za dzieciństwem. I takież zainteresowania. Ale też podkreślanie na każdym kroku swojej delikatności. Są to kobiety, które w łatwy sposób wzbudzają uczucia opiekuńcze w ludziach, którzy je otaczają. Wyczuwa się w nich pewną naiwność i nieporadność, która nie może być pozostawiona sama sobie.

Nie ma w tym nic złego, o ile ta dziewczęcość jest uczciwa i nieprzesadzona. Są kobiety, które po prostu przejdą w ten sposób przez życie. Mniej lub bardziej samodzielnie, zawsze znajdując kogoś, kto zechce wziąć je pod skrzydła swojej dorosłości.

 

Ale mentalne dziewczynki, to również kobiety, które z trudem radzą sobie w dorosłym życiu. U nich dziecinność nie jest kwestią noszenia warkoczy i różowej sukienki. Jest kwestią tego, czego zabrakło, gdy były małe. Lub tego, co zostało dane w nadmiarze.

Są więc kobiety, którym nigdy nie dano wystarczającego poczucia bezpieczeństwa i opieki, aby mogły czerpać z tych zasobów w dorosłym życiu. Są też takie, które otoczono przesadnie szczelnym parasolem ochronnym. W obu przypadkach mentalne dziewczynki nie mają tego, pod co nie położono fundamentów w dzieciństwie.

Umiejętności podejmowania decyzji i ponoszenia ryzyka.

Zaufania we własne siły.

Zdolności brania życia w swoje ręce.

Jeśli spotkacie kobietę, która wciąż marzy o księciu z bajki, z dużym prawdopodobieństwem będzie to dziewczynka, która nigdy nie dorosła. Ona wierzy, że jej życie w magiczny sposób zmieni się, gdy odmieni je ktoś inny. Są to też wszystkie te kobiety, które nie potrafią podjąć przełomowych i ważnych decyzji. Wziąć odpowiedzialności za to, w jakiej znalazły się sytuacji. Przypominają wtedy dzieci, które mocno zamykają oczy, i myślą że ich nie widać. Może gdy już je otworzą, życie samo wróci na właściwe tory?

 

W każdej z nas żyje taka mała dziewczynka, która czasem musi zostać zauważona i dopieszczona.  Ja rozpoznaję jej głos, gdy namawia mnie, żeby koniecznie wybrać się na „Kopciuszka” i kiedy zachwyca się po raz kolejny tą historią, choć doskonale zna jej zakończenie. To ona ciągnie mnie za rękę i nie pozwala wyjść ze sklepu bez paczki Maltanek w koszyku. Najbardziej na świecie lubi piżamy ze Snoopim i rozczulają ją kapcie, przypominające mordki zwierzaków. Uwielbia rozkloszowane sukienki w kwiaty. Ale jeszcze nie wiem czy kupię jej taką 😉 Natomiast czasem prowadzę ją do sklepu z pięknymi artykułami papierniczymi, w którym najchętniej spędziłaby cały dzień. Moja wewnętrzna dziewczynka ma też swoje potrzeby. Lubi być czasem rozpieszczana zupełnie bez okazji. I uspokaja się zawsze, kiedy ktoś mocno ją przytuli i powie, że wszystko będzie dobrze. 

Tak więc znamy się całkiem dobrze, ona i ja. Wiem jednak doskonale że czas jej panowania w moim życiu dawno się skończył. Więc gdy odzywa się zbyt głośno, nieproszona, jak to dziecko, kładę palec na ustach i daję znak, żeby była cicho. Czasem muszę wytrzymać na sobie jej przestraszone i smutne spojrzenie. Ale tak trzeba. Wiem przecież, że są takie sytuacje, w których tylko ja mogę sobie poradzić, ponieważ ona rozpłakałaby się lub schowała głowę w piasek. Wiem, że są zachcianki, na które nie mogę sobie pozwolić. Emocje, którym nie powinnam ulec. I wyzwania, które muszę podjąć, ponieważ moje dorosłe życie tego ode mnie wymaga. Nie mogę też ciągle stroić się w jej słodkie sukienki. Zostawiam je na specjalne okazje.

 

Nie jest łatwo pogodzić w sobie dojrzałość z pielęgnowaniem małej, wewnętrznej dziewczynki. Ale jest to możliwe. Przede wszystkim jednak trzeba dorosnąć. Zawsze. Spojrzeć na tę małą istotę we własnym wnętrzu i znaleźć jej właściwe miejsce. Tak, żeby poczuła się zaopiekowana, ale by nie miała decydującego głosu w życiu kobiety, która mierzy się z dorosłością. 

Ponieważ dorosłość polega na tym, żeby w odpowiednim momencie odłożyć na bok wszystkie zabawki. I podjąć wzywania, które stawia przed Tobą życie. Nie ważne jak wielki posiadasz domek dla lalek i jak bardzo lubisz się nim bawić. Kiedy trzeba, po prostu wstajesz i idziesz. Wyplątujesz z włosów kokardę. Odkładasz na bok książeczkę z bajkami.

I z całą mocą bierzesz się za pisanie własnej historii.

 

gosia

 

.

zdjęcie: pixabay.com

  • Wspaniały post, zaparło mi dech w piersiach…

  • pannaM

    Masz rację Gosiu, w pewnym momencie trzeba po prostu odłożyć tą spineczkę z misiem na bok i już jej nie zakładać…
    Nie warto tracić czasu na zabawę w życie. Kiedy przyjdzie na mnie taki moment?
    Czuję, że jeszcze długa droga przede mną i jeszcze nie raz pobawię się lalkami, zanim stanę się prawdziwą kobietą, jaką pragnę być.

    • Wiesz, chodzi o to że zabawa nie lalkami nie jest taka zła, jeśli ma swoje miejsce i swój czas. I jeśli nie jest zamiast prawdziwego życia.
      Ty masz jeszcze czas i jesteś na dobrej drodze, Mała :*

  • Mała dziewczynka często do mnie wraca ale to nie dlatego, że nigdy nie dorosłam. Po prostu czasem trudno jest uchwycić ten moment. Nigdy nie wiemy jaką kto niesie ze sobą przeszłość, co spowodowało, że zatrzymaliśmy się na etapie małej dziewczynki. Czasem dojrzałość wymaga pracy i samoświadomości. Czasem trzeba utulić małą dziewczynkę by dorosnąć, ważne jest też aby jej w sobie nie zabić.

    • Myślę że często nawet nie ma wyraźnego momentu, w którym dorastamy, to się wydarza gdzieś po drodze. I masz rację, aby to się stało, warto swoją dziewczynkę utulić, pozwalając jej po prostu być.

  • Trishiana7

    No właśnie, jak zaopiekować się tą mała dziewczynką, by pozwoliła nam dorosnąć i podejmować odważne decyzje?

    • Myślę, że najpierw trzeba ją odnaleźć i posłuchać co ma do powiedzenia.
      Ale w pewnym momencie warto się do niej zdystansować. I uświadomić sobie, że jest tylko częścią Twojej osobowości. Ważną i potrzebną, ale nie dominującą.

  • Każdy ma w sobie dziecko, które należy pielęgnować, ale od nas kobiet oczekuje się dojrzałości i twardego stąpania po ziemi, my jesteśmy inne od mężczyzn, którym z reguły przypisuje się miano „dużych dzieci”. Nadmierne dopuszczanie do głosu wewnętrzne dziecko spowodowane jest próbą ucieczki od dorosłości i niechęć stawiania czoła codzienności. Odpowiedzialność za siebie i rodzinę może przerosnąć. Mama moich dwóch koleżanek była taką dużą dziewczynką z Twojego opisu, ojciec był dla całej trójki ojcem i matką, nie do końca jestem przekonana do takiego wzorca, ale też nie oceniam.

    • Myślę, że takie układy czasem dobrze funkcjonują, jeśli obie strony się na to godzą i grają swoje role. Może obydwoje zaspokajają w ten sposób jakieś swoje potrzeby.
      Ale z całą pewnością lepiej się żyje, kiedy Twój partner jest właśnie partnerem, a nie kolejnym dzieckiem.
      Zdecydowanie związki to zabawa dla dorosłych ludzi 🙂

  • Ania

    Co jest złego w księciu z bajku, w ideale, który wiem, jak ma dokładnie wyglądać, bo wiem, co przez lata sprawiało i przykrość, bądź zawód albo ogromne szczęście…Wiem, czego chcę, przysięgam, jak nigdy. Wiedza ta jest dobrem, chybaże idzie się na ustępstwa, wydaje się, że można z czymś żyć, ale jednak nie. Latami tłumione albo wylewane żale. No bzdura. Chcę króla z bajki, powinnam raczej powiedzieć, bo sama jestem teraz KRÓLOWĄ 🙂

    • Nie ma absolutnie nic złego w księciu z bajki, jeśli rozumiesz przez to czekanie na mężczyznę, który spełni Twoje wymagania.
      Chodzi mi o bierną postawę wobec życia i wiarę w to, że taki facet rozwiąże wszystkie Twoje problemy, a potem będzie Cię przez całe życie nosił na rękach. Tak pochodzą do życia kobiety, które nie chcą dorosnąć.

      • Ania

        Ale jak czasami poniesie, bo np. jest się chorym, bądź w trudnej sytuacji, to nic złego. Do tego takie noszenie na dłuższą metę zaczyna doskwierać, bo zawsze jest coś za coś. Tu zaczyna się dorosłość, samoświadomość siebie.
        Są też przypadki takie jak ja, które dzieciństwa nie miały, nie były niczyją małą dziewczynką, lalki były bez sensu, trzeba było walczyć… I jestem tym czasami zmęczona, bo bardzo mało proszę, zawsze wszystko sama sama, co odbija się na moim życiu. Honor i duma dane mi w pakiecie. Brak zaufania. Brak małej dziewczynki.

        • Jeżeli teraz nie potrafisz przyjmować pomocy, to bardzo możliwe że w związku również nie będziesz tego umiała. I Twoja mała dziewczynka pozostanie Zosią samosią.

          • Ania

            No właśnie tak mają nie-małe dziewczynki 🙂 radzą sobie same 🙂

  • Ja kiedyś byłam bardzo surowa dla ludzi, a teraz sobie myślę, że niech każdy sobie żyje jak chce, niech ubiera sie jak chce i niech się zachowuje jak chce (o ile nie robi tym krzywdy innym). Może nawet ja sama jestem taką dziewczynką, która nigdy nie dorosła. Ja wiem dlaczego, inni nie muszą wiedzieć, moja życie. I tak sobie myślę, że właściwie co komu do tego. Prawo osądzania ma wyłącznie Bóg, a na pewno nie człowiek.

    • Dlatego nikt tu nikogo nie osądza. Jedynie wymieniamy się doświadczeniami o naszych wewnętrznych dziewczynkach i o tym, jak wpływają na dorosłe życie.

  • To bardzo ważne, żeby wsłuchać się w to dziecko, które nosimy w sobie i otoczyć je opieką. Bo inaczej może ono przejąć nad nami władze. Z drugiej strony nie powinniśmy całkiem odcinać się od tej części nas, bo ona wprowadza do naszego życia powiew szaleństwa, zabawy i świeżości w naszym życiu.

    • Dlatego myślę, że za każdym razem, kiedy dobrze się bawię, największą radochę ma właśnie moja wewnętrzna dziewczynka 🙂

  • Właśnie, dorosnąć. Nic jednak na silę, kiedy przestałam siebie oszukiwać i postanowiłam nie uciszać w sobie dziecka potrafię lepiej znaleźć się w dorosłym życiu i lepiej ze wszystkim sobie radzę. Nie potrafię jak inni dorośli do wielu rzeczy podchodzić, tak jak znajomi w moim wieku i ci starsi. Jednak od dłuższego już czasu patrzę na świat oczami dziecka i tą mentalnością podejmuję decyzje i nareszcie wszystko się układa jak powinno. Uciszając głos dziecka w tych trudnych sytuacjach okazywało się, że sobie zupełnie z nimi nie radzę. Wtedy miałam w głowie: tego się nie da zrobić, to jest nierealne, to jest nieosiągalne. Wiadomo, że trzeba wyważyć w sobie wszystko, ale jednak nie zawsze uciszanie mentalności dziecka jest tą dobra drogą.

    • Być może głos dziecka to czasem po prostu głos intuicji. I wtedy warto go słuchać.

  • Sama pisałam post o tym, że warto być babycore i zachowywać w sobie dziecko jak najdłużej. Bo to najlepszy eliksir młodości jaki wymyślono. Oczywiście wszystko z umiarem. Należy pamietać tez o sprawach i zobowiązaniach dorosłych, ale nie zabijamy w sobie dziecka. Dbajmy o nie.

    • O takie wyważone podejście właśnie mi chodzi 🙂
      (Masz fantastycznego bloga!)

  • Wspaniały tekst! Długo byłam taką dziewczynką. Ale to była nieszczęśliwa dziewczynka. Trafiała do tego na samych małych i nieszczęśliwych chłopców i było jeszcze gorzej. Na szczęście w końcu otarłam jej gile, wymieniłam zabawki, wyznaczyłam granice i teraz jest happy:) Ty to wiesz co w kobiecej duszy siedzi:)

    • Tak, moja też była problematyczna, ale w końcu się dogadałyśmy.
      Uwielbiam Twoje metafory 😉

  • Ja w odpowiednim czasie pokazałam swojej malej dziewczynce gdzie jej miejsce i zaczęłam żyć. Mnie drażnią takie jednostki, wiecznie zagubione żerujące na tym, że są takie nieporadne. Masz rację to nie jest urocze, to jest żenujące, ale jak to się mówi są amatorzy takich jednostek, więc skoro jest popyt jest też podaż. ps. Lubię sukienki 🙂

    • Jakiś popyt pewnie jest, ale na szczęście większość facetów woli normalne, ogarnięte kobiety z krwi i kości 😉
      PS Ja też i dlatego tęsknię za wiosną 🙂

  • Porzucony

    A może ktoś doradzi mi co zrobić skoro ja z swoja dziewczyna byliśmy razem koło 8 lat z tym że ja jakieś 2-3 lata temu dorosłem(aktualnie mam 25, ona 23) a ona dalej nie i kiedy nadeszła dorosłość to ona przestraszona odcięła się od mnie i w związku bo powiedziała że nie ma siły na związki i woli mopsy i hello kity… Nie jesteśmy razem już 4 miesiące ale kocham ją bardzo chociaż rozsadek mówi mi że dobrze się stało bo przyszłość z nią była by pewnie nieciekawa a już powoli pora na ustatkowanie się ślub dzieci itp. Zna ktoś podobna sytuacje albo sam taka przeżył? dwóm znajomym też związki rozleciały się z wiecznymi dziewczynkami…

    • Wiesz, 23 lata to chyba jeszcze niekoniecznie czas na małżeństwo i dzieci, przynajmniej nie dla każdego. Tym bardziej, że Twoja była dziewczyna wyraźnie nie wykazuje gotowości ani chęci. Każdy dojrzewa do takich rzeczy w swoim tempie. Wygląda na to, że Ty dojrzałeś szybciej, a ona może dopiero za jakiś czas. A może nigdy. Być może są też jakieś powody, dla których ucieka przed dorosłością w ten dziecinny świat.
      Miłość polega też na tym, żeby pozwolić drugiej osobie odejść i przeżywać życie we własnym tempie. Jeśli trwałbyś przy niej na siłę, byłbyś dla niej opiekunem, zawsze tym mądrzejszym i bardziej odpowiedzialnym, to ona na zawsze pozostałaby przy Tobie małą dziewczynką. Zastanów się czy chcesz mieć przy sobie partnerkę, czy małą dziewczynkę. I poszukaj osoby, która chce od życia tego samego, co Ty.
      Wszystkiego dobrego!

  • ajajaj

    To przykre, ze definiujesz swoja wewn dziewczynke jedynie poprzez rzeczy, ktore mozesz kupic a nie np poprzez chustanie sie na histawce, bieganie po deszczu bez butow, chodzenie boso po trawie, robienie orla na piasku czy lapanie platkow sniegu na jezyk. Albo dziwienie sie i podziwianie rzeczy, ktore juz widzisz po raz enty jak np szum lisci na wiwtrze przed burza albo tecza czy wschod slonca, spiew ptakow. DIecinstwo to nie kupowanie zabawek to radosc z kazdej chwili i naiwne wrecz podejscie do swiata z otwartym umyslem. Zabawa w blocie czy na trzepaku… wyszlas kiedys z domu chociaz bez makijazu? W ten wlasbie sposob -poptzez zabawe, odkrywanie wielcy naukowcy najczesciej wpadali na wielkie teorie, ktorych nie dalo sie udowodnic latami obliczen. Podtrzymujac taki stan umyslu jestesmy ciagle czujbi, aktywni, bo ciagle otwarci na nowe a nie sfrustrowani pelni sterotypow, nawykow i zbudowani z przypuszczen na temat tego co inni mysla na nasz temat oraz odpowiedzi na te przypuszczenia i oczekiwania-jak powinnismy sie zachowywac, vo wypada a co nie -to jest wiezienie nawykow. Wlasnie takie dziecko nalezy w sobie pielegnowac a nie kupowanie slodyczy -to zwykle obzarstwo, slodycze sa niezdrowe. Teraz ty jestes doroslym dla swojego dziecka i bedziesz popelniac te same bledy co twoi rodzice lub inne starajac sobie zrekompensowac lata mlodosci, np rodzice wwyrazali uczucia zakupami? Nie mieli czasu, byli surowi, zabraniali ale kupowali? Czy odwrotnie nie kupowali i dlatego definiujesz siebie poprzez zakupy? A moze jestes znudzona? Wyjdz na slonce lub zapisz sie na joge, basen czy silownie, zajecia lepienia w glinie, tanca czy malasrtwa cokolwiek. Nie wlocz sie po sklepach 🙂 idz w gory…

  • ajajaj

    Przede wszystkim wylacz komputer i zacznij zyc