„Interstellar” – film o gwiazdach i o miłości

interstellar

 

Jeśli mam wybór pomiędzy filmem science-fiction a dobrym dramatem, na pewno wybiorę to drugie. Wczoraj stanęłam przed takim dylematem. Bardzo kusiły mnie „Mapy gwiazd” z przecudowną Julianne Moore. Podobno zagrała tam na miarę Oscara. Drugą opcją był „Interstellar”. Plusy: świetny reżyser, zapierająca dech w piersiach historia. Jednak to ciągle tylko film science-fiction, myślałam sobie. Jak zawsze w takim przypadku, sięgnęłam więc po recenzje. I przestałam mieć wątpliwości. „Interstellar” jest czymś dużo więcej niż kolejną historią o superbohaterze, ratującym Ziemię przed zagładą. To film o ludziach. O tęsknotach i instynktach, które nami kierują. O gwiazdach, ale i o miłości. 

 

Zaglądając do pierwszej z brzegu recenzji, dowiecie się że to prawdziwie epicka historia. Przeczytacie o misternej konstrukcji scenariusza, świetnych efektach specjalnych i dobrej obsadzie. To wszystko prawda. Natomiast zdania co do tego, czy długo oczekiwany film Christophera Nolana spełnił oczekiwania, są podzielone. Ja nie miałam wielkich oczekiwań, nie jestem koneserką filmów fantasy. Owszem, Nolan zachwycił mnie „Incepcją”, dlatego spodziewałam się inteligentnie opowiedzianej historii, która wciąga i na kilka godzin odrywa od rzeczywistości. Ten film jest dokładnie taki. 

 

Zanim przejdę do smaczków, na które zwróciłam uwagę, muszę pochwalić aktorstwo Matthew McConaughey’a. Jest naprawdę świetny w roli teksańskiego farmera, ojca rodziny, który staje przed dramatyczną decyzją i misją ocalenia ludzkości. Początek filmu przypomina mi trochę „Znaki” z Melem Gibsonem. Ten sam klimat spokojnej farmy, na której nagle zaczynają dziać się niezwykłe rzeczy. Ten sam dramat samotnego ojca, który porywa się na wielką misję, ale przede wszystkim walczy o przeżycie swojej rodziny. McConaughey wchodzi genialnie w tę rolę, zwłaszcza na początku filmu. Wybaczam mu wszystkie przeciętne komedie romantyczne, z których go zapamiętałam 😉 (W podobny sposób Tomasz Kot wszedł idealnie w rolę Religi, co zmazuje jego mniej udane dokonania.)

 

„Interstellar” można odczytywać na wielu płaszczyznach. Można wyciągać różne wątki, krytykować albo zachwycać się. Ja lubię szukać drugiego i trzeciego dna w takich historiach. Najbardziej interesuje mnie to, co ten film mówi o człowieku  (patrz wyżej: lubię dramaty). Pod takim kątem go oglądałam i takie wrażenia mi zostały:

 

Czy coś nad nami czuwa?

To pytanie zadaje sobie zarówno pojedynczy człowiek, jak i cała ludzkość. W chwili, gdy stoimy w obliczu niebezpieczeństwa i zagłady, staje się ono szczególnie ważne. Wiara w jakąkolwiek przyjazną moc we Wszechświecie staje się fundamentem naszych działań. Gdy ufamy, że „coś” nam sprzyja, odważnej wyciągamy rękę i sięgamy nawet po rzeczy niemożliwe. 

 

Ludzie, którzy nas opuszczają…

… są jak niezagojona rana. Niepewność czy jeszcze kiedykolwiek zobaczymy tego, kto nas zostawił jest bardzo bolesna. Pytania bez odpowiedzi, listy które nigdy nie dotrą do adresata – to ogromna energia, wysyłana w pustkę. Dotyczy to zwłaszcza osób, których dalszego losu  nie znamy. Ale uświadomiłam sobie, że te same uczucia żywimy wobec ludzi, którzy umarli. „Czy w jakiś sposób słyszysz to, co do ciebie mówię?” – zastanawiamy się często. Przynajmniej przez pewien czas.

 

Miłość czy zdrowy rozsądek?

Czasem każdy z nas staje przed takim wyborem. Z jednej strony mamy wiarygodne dane, przemawiające za wyborem pewnej opcji. Z drugiej strony jest naga intuicja, która podpowiada, że trzeba pójść zupełnie inną drogą. Czasem od takiego wyboru zależy niewiele, czasem całe życie. W filmie na szali leżą losy ludzkości. A intuicja to nic innego jak miłość, która okazuje się potężną siłą, pokonującą czas, przestrzeń, zdrowy rozsądek i misternie przygotowany plan. 

 

Mam świadomość, że wszystko to brzmi tajemniczo, ponieważ jest nieco wyrwane z kontekstu. Ale nie chciałam robić spoilerów, miałam zamiar Was zaintrygować 🙂  Tak naprawdę mam ochotę obejrzeć ten film jeszcze raz na spokojnie i powyławiać jak perły poszczególne sceny. Na pewno więc do niego wrócę.

Warto obejrzeć „Interstellar”, nawet jeśli nie jest się fanem science-fiction. Również po to, żeby wyrobić sobie własne zdanie i zdecydować, czy Nolan sprostał oczekiwaniom. 

A przy okazji obudziłam w sobie apetyt na dobre kino! Jeśli oglądaliście ostatnio coś ciekawego, dajcie znać w komentarzach. Można też linkować.

 gosia

 

zdjęcie

  • Ja też nie przepadam za filmami science-fiction, zwykle scenariusz jest bardzo podobny: klęski żywiołowe, wybieganie w przyszłość, dużo efektów specjalnych. Brakuje mi w nich choć odrobiny takich prawdziwych emocji, człowieka po prostu. Wygląda na to, że w tym filmie mogę znaleźć coś więcej. Miałaś zamiar zaintrygować i Ci się udało 😉

    • Ja się wszędzie doszukuję takich uniwersalnych prawd o ludziach. Czegoś, co mogłabym wziąć dla siebie. I w tym filmie naprawdę to jest 🙂

  • mam zamiar wybrać się na ten film, do tej pory słyszałam o nim same dobre opinie, a Twoja jeszcze bardziej mnie zachęciła 🙂

    • A ja właśnie czytałam bardzo skrajne opinie o „Interstellar”. Jedno jest pewne, film wzbudza emocje. Idź, nie zawiedziesz się 🙂

  • Gosiu napisze nie na temat, ale bije sie z tym Disqusem, lubie komentowac w tym systemie, ale u mnie chyba sie nie sprawdzil. Mam nadzieje, ze mi wybaczysz i bedziesz do mnie zagladac, ale poki co zdjelam Disqus. Waham sie, czy go dorzucic, czy wyrzucic. Nie moge oswoci gada. Pozdrawiam serdecznie Beata

    • Jasne że będę, nie pozbędziesz się mnie tak łatwo ;))

  • Ja jakos unikam filmow o gosciach z kosmosu. Mysle, ze nie jestesmy sami, ale jak to mowia, kto mniej wie, ten spokojniej spi. Po prostu nie wywoluje tematu, zeby sie w niego nie zaglebiac i nie martwic na zapas. Jestem cykor. Pozdrawiam serdecznie BEata

    • W tym filmie akurat nie ma ufoludków 🙂 A najbardziej niebezpieczni okazują się ludzie.

  • hairoutine

    Hmmm 🙂 ciekawy film. Mi bardzo podobał się „Zapowiedź” z Nicolasem Cage’m, więc może i ten wpadnie w moje gusta 😀

    • Tak, to chyba coś w tym stylu. Nicolas Cage jest zawsze dobry 🙂

  • to już wiem na co pójdę z mężem jak mama zostanie z małym:)