Jak przygotować się do związku: 5 nieoczywistych rad

jak przygotowac sie do zwiazku

 

Lubię myśleć, że „miłość trzeba sobie zrobić”. I choć powiedzenie to zostało zaczerpnięte od popularnego polskiego coacha, to doskonale oddaje moje własne przekonania. Do licha z coachingiem, to nie moja bajka. Ale tam, gdzie rozwój może służyć budowaniu lepszych związków, jestem w stanie przyklasnąć i jeszcze bardziej podrążyć temat na własną rękę. Lubię więc myśleć, że miłość i związki są takimi obszarami naszego życia, które możemy całkiem skutecznie kształtować. Nawet, jeśli znajdujemy się gdzieś pomiędzy jedną przygodą a drugą, albo wręcz od dłuższego czasu nikt ciekawy nie pojawił się na horyzoncie – to w niczym nie przeszkadza. Wciąż jesteśmy w drodze. Z każdym krokiem coś za sobą zostawiamy i zbieramy nowe doświadczenia. A to oznacza, że każdy dzień jest szansą na zmianę, która będzie miała wpływ na to, jak będziemy kochać w przyszłości.

 

Czy na dobry związek można przygotować się „na sucho”, będąc singlem i niejako odrabiając z pojedynkę zadanie domowe, z którego kiedyś sprawdzi nas życie? Można. Tak samo jak na ciekawą pracę przygotowujemy się szlifując konkretne umiejętności dużo wcześniej. W ogóle wszędzie tam, gdzie mówimy o karierze i spełnianiu marzeń, świetnie sprawdzają się zasady rozwoju osobistego. Wyznacz sobie cel, dowiedz się co po kolei musisz zrobić, żeby go osiągnąć, a potem konsekwentnie działaj. Jednak gdy naszym marzeniem jest dobry związek i piękna miłość, a jeszcze nie daj Boże coś kilka razy nie wyszło po drodze, stajemy bezradnie rozkładając ręce.

Mówią nam wtedy: pokochaj siebie. Stań się taką osobą, jakiej sam szukasz, a na pewno spotkasz wartościowego człowieka, z którym uda Ci się zbudować to, czego pragniesz. Intuicja mówi nam, że miałoby to sens. A jednocześnie jest to dużo większa abstrakcja niż konkretne zadanie rozpisane na etapy i z pewnym wynikiem na końcu. Taka zmiana musi być zresztą tajemnicza i abstrakcyjna, ponieważ dokonuje się gdzieś po drodze etapami i nakładem sporej ilości czasu.

.
Tak samo jest z dobrym związkiem. Nie ma prostych metod, żeby się na niego przygotować i stać się osobą, która już na pewno niczego nie spieprzy. Ale jest całkiem sporo konkretnych rzeczy, które można zrobić „po drodze”, aby kiedyś w przyszłości wykorzystać okazję stworzoną przez pojawienie się fajnego partnera. Przy czym nie chodzi tu wcale o wyznaczenie sobie w wyobraźni jakiejś magicznej granicy, po przekroczeniu której człowiek już w końcu się do związku nadaje. Chodzi raczej o to, żeby trochę lepiej siebie poznać i już teraz w pojedynkę przerobić to, co potem będzie procentowało w bliskiej relacji.
Wiedzieć, co wnosisz do związku i mieć pewność, że naprawdę potrafisz to unieść. To w końcu całkiem uczciwe, nie uważacie?
Ok, zobaczmy na czym ta uczciwość polega.

 

Zakończ poprzedni związek

 

Strasznie długo żyją w naszej świadomości te osoby i relacje, które uważaliśmy za wyjątkowe. Żyją wręcz dużo dłużej niż trwały naprawdę. Tak więc nawet zakończony związek może wciąż ożywać w wyobraźni i absorbować dokładnie tak samo, jakby wciąż się toczył. Zazwyczaj zresztą sami dokładamy do ognia, karmiąc się żalem, źle pojętym sentymentem, no i zdjęciami z fejsa.

Dlatego chcąc zwiększyć swoje szanse na nowy i fajny związek, trzeba zakończyć to, co toczy się w głowie. Czasem heroicznie wykasować numer telefonu i zmienić codzienną trasę do przystanku. A innym razem uznać, że wielka studencka miłość, która nas nie chciała, nie musi być tą jedyną na całe życie. Każde odkochanie się ma swój początek w świadomej decyzji. I gdy już rzeczywiście nastąpi, zwalnia całe pokłady energii i uwagi, która jest do naszej dyspozycji tu i teraz. Tu, gdzie toczy się życie. Teraz, kiedy reagujemy na ludzi wokół nas i nowe sytuacje.

Serce wolne od żalu, a głowa od porównań to całkiem niezły wkład własny na poczet nowego związku.

(Więcej na ten temat w tekście Jak o nim zapomnieć?)

 

Dowiedz się, co lubisz

 

Dowiedz się tego teraz, bo potem będzie Ci trudniej obronić swoją indywidualność i upodobania. A teraz jest na to czas. Na próbowanie i smakowanie, na podróże i siedzenie do trzeciej w nocy przy kolejnych odcinkach ulubionego serialu. Wszystkie te rzeczy mogą wydawać się banalne, ale nabierają sensu, gdy nasze życie zaczyna splatać się z życiem drugiej osoby. Wtedy jest niby tyle samo czasu na wszystko, ale coraz częściej spędza się go razem. Prędzej czy później coś się wybiera, a z czegoś rezygnuje. Jasne, związek to sztuka kompromisu, ale trzeba mieć mocny punkt wyjścia, żeby ten złoty środek nie przesunął się zbyt mocno w jedną stronę. Bo jeżeli on na przykład lubi spędzać popołudnia oglądając Wojny Magazynowe, a Tobie „jest obojętnie”, to prawdopodobnie dla towarzystwa zgodzisz się robić to samo. Dla wygody zaczniesz pijać czarną herbatę, bo nie masz swojej ulubionej, a żeby nie siedzieć sama w domu, pojedziesz z nim na żagle (chociaż boisz się wody).

Dowiedz się więc co sprawia Ci radość, również po to, żeby pokazać tej drugiej osobie, jak fajne jest życie z Twojej perspektywy. Bo przecież jest fajne, nawet gdy odkrywa się je w pojedynkę.

 

Dowiedz się, czego się boisz

 

Każdy z nas ma w sobie jeden albo kilka lęków, które przyczyniły się do tego, że poprzednie związki nie wyszły. Albo nigdy do nich nie doszło. To może być lęk przed odrzuceniem, który sprawia, że w pewnym momencie uciekamy przed bliskością. Lęk przed tym, aby nie związać się z człowiekiem agresywnym i nadużywającym alkoholu, bo ojciec był właśnie taki. Albo obawa, że nie jestem dość atrakcyjna, aby ktoś mnie wybrał i zdecydował się ze mną być. Wszystko to żyje w nas tuż pod skórą i mimo, że nieznacznie cichnie w okresach samotności, to w bliskiej relacji znów powraca z nową siłą.

I znów: nie chodzi o to, żeby postawić sobie szlaban na związki, dopóki wszystkiego w sobie nie ponaprawiam. Niektóre lęki mają przecież tak silne korzenie, że wyrywa się je latami. Chodzi bardziej o to, żeby przewidzieć w którym miejscu i dlaczego może wybuchnąć pożar. Jeśli wiesz, co Cię dotyka i rani najbardziej, to znasz również punkty zapalne najczęstszych konfliktów. I będziesz mogła wytłumaczyć swojemu mężczyźnie, dlaczego wybuchłaś płaczem, gdy on nie odbierał telefonu przez dwie godziny. Albo wytłumaczysz to sobie samej, zanim niepotrzebne łzy w ogóle popłyną.

(Więcej o tym, czego się boimy w tekście 5 największych kobiecych lęków)

 

Naucz się dawać i nie dawać

 

Miałam kiedyś koleżankę, dobrą duszę, która zgadzała się na każdą przysługę i brała na siebie to, czego nie chcieli brać inni ludzie. Wiedziała, że za bardzo się daje, ale niewiele potrafiła z tym zrobić. Postanowiła za to, że gdy już znajdzie faceta, to tylko takiego, który będzie ją nosił na rękach i traktował jak księżniczkę. Byłoby pięknie. Tylko że to nie działa w ten sposób.

Związki, które stworzymy w przyszłości będą pod wieloma względami podobne do relacji, w których jesteśmy już teraz. Jeśli więc zmagasz się z brakiem asertywności i nie potrafisz odmówić swojej mamie, a koleżanki z pracy wciąż spychają na Ciebie obowiązki, to w związku również będziesz stroną, która ciągle daje. Nawet nieproszona. A ta druga osoba, choćby najlepsza na świecie, dostosuje się do schematów Twojego postępowania. I choćby chciała Cię nosić na rękach, to nie da rady, bo Ty ciągle zapierniczasz jak mały samochodzik. Z kawką, herbatką i śniadankiem do łóżka.

Dlatego już teraz naucz się równowagi pomiędzy dawaniem, a nie dawaniem (się), zaczynając od relacji, w których być może dałaś się zepchnąć do defensywy.

 

Uruchom ciekawość

Jest bardzo wiele związków, które mogłyby się udać, ale nigdy nie damy im szansy z powodu siedzących w głowie uprzedzeń i oczekiwań. Zdarza nam się już na wstępie skreślać człowieka albo wręcz cały typ ludzi tylko dlatego, że korzystamy z wyrobionej wcześniej opinii. A bardzo dawno jej nie aktualizowaliśmy. Strasznie mi żal osób, które mają w głowie zestaw oczekiwań wobec potencjalnego partnera i nie spojrzą na kogoś, kto nie spełnia już pierwszego punktu. Tymczasem ciekawość drugiego człowieka to taki sposób patrzenia, który wyostrza wzrok i nie pozwala zatrzymać się na tym, co widać na pierwszy rzut oka. Dzięki takiemu spojrzeniu niepozorny informatyk może okazać się królem parkietu, który poprowadzi Cię jak nikt inny. Również przez życie.

Ciekawość otwiera drzwi, zadaje pytania, patrzy w oczy i nie zadowala się byle jaką odpowiedzią. Jest pewnego rodzaju wrażliwością, która przydaje się  również w związku. Jeżeli druga osoba zmienia się albo ma jakieś problemy, to właśnie pełne zaciekawienia świeże spojrzenie pozwala nam takich rzeczy nie przegapić.

(Zajrzyj też do tekstu Tylko smutne kobiety pragną ideałów)

 

Jest jeszcze jedno powiedzenie na temat związków, które bardzo lubię: złoto ciągnie do złota. To akurat lubi powtarzać znany psycholog Wojciech Eichelberger, z którym bardzo mi po drodze. I nie koniecznie chodzi tu o to, żeby jakoś bardzo błyszczeć, bo większość z nas nie myśli o sobie w kategoriach super gorących partii do wzięcia. Ważny jest wysiłek, który wkładamy w to, żeby trochę się w życiu ogarnąć. Bo to widać i to działa: po pewnym czasie będziemy przyciągać podobnie ogarniętych ludzi. A może po prostu zostawiać z tyłu tych, którzy siedzą i  nic ze sobą nie robią.

 

A jakie są Wasze doświadczenia? W jakim stopniu na nowy związek da się przygotować i czy jest szansa że będzie on wtedy lepszy?

.

 

gosia

.

.

.

zdjęcie

  • Kamila Górska

    „Albo obawa, że nie jestem dość atrakcyjna, aby ktoś mnie wybrał i zdecydował się ze mną być.” Tak bardzo ja( i nie chodzi tylko o wygląd), ale próbuję okiełznać ten lęk.

    Tekst jak zwykle cudowny !
    Dziękuję Ci !

    • Dziękuję! I wierzę że Ci się uda.

  • Nauczyć się nie dawać i dawać bezintesownie. Chyba wciąż się z tym borykam, bo trudno mi odnaleźć równowagę, takie wyważone dawanie. I później, wieczorami złoszczę się na siebie i cały świat, że ja to daję tyle od siebie, ciągle pomagam jak mogę, a otrzymuję mniej. To strasznie nie fair, zdaję sobie z tego sprawę. Dlatego muszę nauczyć się dawać tyle, by poźniej nie mieć wyrzutów do siebie ani do Niego.
    Szkoda, że nie znałam tych wskazówek wcześniej, ale nigdy nie jest za późno, by coś zmienić 🙂 w swój związek „wskoczyłam” wcześnie, nie dość, że miałam niepoukładane w głowie z względu na swoją, dość bliską wtedy przeszłość to jeszcze brak mi było totalnie jakiegoś obycia w świecie damsko-męskim. Cóż, nie byłam tą nastolatką, która idąc do liceum ma za sobą kilka „związków”, ale doceniam to dzisiaj, bo dzięki temu nie mam spaczonego poglądu na swoją relację.
    Ach, nieźle się rozpisałam, a i tak mam wrażenie, że ten komentarz taki bez ładu i składu 🙂

    • Ale mimo wszystko rozumiem o co Ci chodzi 🙂 A ponieważ wiem że jesteś mądrą i ogarniętą dziewczyną, to nie uważam żeby ten brak przygotowania do związku mocno Ci szkodził. Wielu rzeczy uczymy się również na bieżąco, konfrontując ciągle nasz świat ze światem tej drugiej osoby. I jeśli obydwie strony są na siebie uważne, a do tego bardzo się kochają, to wszystko jest na dobrej drodze.

      • Dziękuję Ci!
        Tak, zdecydowanie, i to chyba najwięcej nauczyłam się dopiero w przeciągu ostatniego roku. Że miłość to wybór, a raczej pewne wybory, których trzeba dokonywać każdego dnia, chcąc by związek mógł funkcjonować dobrze, lepiej.

  • Do zakończenia związku, o którym wspomniałaś dorzuciłabym wyciągnięcie wniosków z tego czasu, który ludzie spędzają razem. Potrzeba na to czasu, żeby podejść do tematu na chłodno i bez emocji, że to w zupełności wina tej drugiej osoby, a ja jestem czysta jak łza. Kiedy te wszystkie żale już opadną warto usiąść się i zastanowić się co nie wypaliło, dlaczego nie wyszło, co zrobiliśmy źle czego na pewno nie powinnam robić potem. Taka nauka na przyszłość rozjaśnia nieco sytuację tego dlatego tamten związek nie wypalił i co muszę zrobić w przyszłym żeby ta sytuacja się nie powtórzyła. A co do reszty to absolutnie się z Tobą zgadzam. Rozpaczanie nie ma sensu. Czas, który mamy tylko dla siebie inwestujmy w siebie, a potem we dwoje pozwólmy mu zaprocentować. 🙂

    • Ale świetnie rozwinęłaś ten punkt! Bardzo Ci dziękuję 🙂

  • Gosia, Twój blog jest drugą rzeczą po Biegnącej z wilkami, jaką dałabym do przeczytania każdej kobiecie, obowiązkowo. A właściwie to pierwszą – bo piszesz o wiele bardziej przystępnie i zrozumiale 🙂

    • Dzięki Asiu, to dla mnie ogromy, gigantyczny komplement 🙂 I właśnie zależy mi, żeby pisać prosto, więc cieszę się że to wychodzi.

  • Kapitalny tekst! 🙂 Zgadzam się z Tobą w 100%. Myślę, że mało kto uświadamia sobie, że można się przygotować do bycia w związku jeszcze zanim się pozna drugą połówkę.
    Z takich bardziej praktycznych spraw, pamiętam, jak wyprowadziłam się z domu na pół roku przed maturą (BARDZO niedaleko). Nie znałam wtedy mojego Męża, od wyprowadzki do pierwszej randki z nim, przeżyłam jeszcze dwie „miłości”. Zamieszkanie samemu (najpierw z przyjaciółką) potraktowałam jako przygotowanie do życia we dwoje, tak samo było z prawem jazdy, do którego motywowały mnie wydane już pieniądze (długo zdawałam….) i wizja przyszłości – dom i rodzina na obrzeżach miasta, z których trzeba jakoś dojeżdżać do pracy i szkoły. 🙂
    To, o czym piszesz, ciężej ubrać w słowa, ale myślę, że większość z tych punktów miałam „odhaczone” przed ślubem (choć nie zwalnia to z odkrywania ich na nowo i przypominania ich sobie, bo może się to zmieniać z wiekiem i doświadczeniem).

    • Tak naprawdę wszystko, co się robi inwestując w siebie przed spotkaniem tej drugiej połówki, jest też inwestycją w związek. Więc te „praktyczne” rzeczy, dzięki którym stajemy się ogarniętymi kobietami, a nie bezradnymi dziewczynkami, mają ogromne znaczenie 🙂

  • Serce wolne od żalu, a głowa od porównań to całkiem niezły wkład własny na poczet nowego związku. – idealnie ujęte. Świetny cały tekst i tyle w nim wniosków! 🙂
    a co do przygotowań „na sucho” to skojarzyły mi się od razu SIMSy gdzie przecież ciągle się pracuję nad zdolnościami, logika, kondycja, charyzma itd.. a potem jak się dostaje pracę to od razu awans ;D !

    • O rety, chciałabym żeby to tak działało w prawdziwym życiu 😉

  • Dowiedz się, co lubisz i dziel się tym z partnerem! Faceci to nie czarodzieje i trudno wymagać od nich jasnowidzenia. I to nie jest tak, że jak kocha, to powinien wiedzieć, czego chcę. Jeżeli wszystkie kobiety zaczęłyby mówić, czego potrzebują/ pragną to na świecie byłoby dużo mniej rozwodów i złamanych serc. 😉

    • Właściwe wyszedł z tego kolejny punkt: naucz się mówić się wprost, czego potrzebujesz 🙂

  • Jak zwykle cudownie tu u Ciebie…Ja zawsze miałam problem z tym by nie dawać zbyt wiele. Miałam jednak szczęście, że mój mąż również miał z tym problem. Dopiero teraz, gdy jesteśmy razem, możemy się tym cieszyć, bez obaw, że druga strona to wykorzysta.

    • Dobrze znam to poczucie komfortu 🙂

      • Nawet nie wiesz jak się cieszę, że Tobie również jest dobrze:)

  • Bardzo fajny i mądry tekst 🙂

  • Bardzo mądry tekst. Ja również uważam, że przede wszystkim powinniśmy zakończyć poprzedni związek. Definitywnie. Zrozumieć dlaczego się skończyło i zaakceptować to. Później trzeba zadbać o siebie. Dać sobie czas. Polubić siebie samego i zobaczyć kim naprawdę się jest i co jest dla nas najważniejsze. Później już wszystko jest z górki 😉

    • Ktoś mi kiedyś powiedział, że po rozstaniu najlepiej od razu sobie kogoś znaleźć. Na samotność, na smutki. Ale jakoś instynktownie czułam, że to nie najlepsza droga i miałam rację. Zgadzam się z Tobą, przerwa na to, żeby dość do siebie, dojrzeć i o siebie zadbać jest bardzo ważna 🙂

  • Świetny post! Ja po ostatnim rozstaniu też stworzyłam w swojej głowie taką listę rzeczy do naprawienia. Na początku miałam założenie, że najpierw wszystko za sobą pozamykam i ponaprawiam to co trzeba, a dopiero później pozwolę sobie na nową relację. Dziś wiem, że z takim założeniem można czekać do końca życia. Bo zawsze będą jakieś rzeczy, które chcemy w sobie zmienić, zawsze będziemy mieć jakieś słabe punkty, niepokoje i lęki. Najważniejsze to tak jak piszesz zamknąć za sobą poprzednie związki i polubić siebie. Poznać swoje słabości i swoje pragnienia. Zrozumieć kim się jest i czego się chce.Ja to mam za sobą. Teraz może powinnam skorzystać z Twojej rady i uruchomić ciekawość 😉

    • Ja myślę, że w poukładanym i nastawionym pozytywnie człowieku ciekawość może nawet obudzić się sama. Bo gdy lubi się samego siebie, to łatwiej spodziewać dobrych rzeczy również po innych ludziach 🙂

  • Wyznaję zasadę, że na miłość musimy być gotowi, czyli sądzę podobnie jak Ty, że gdy się przygotujemy, czyli pokochamy siebie, docenimy to jakimi ludźmi jesteśmy, zobaczymy nasze wady i zalety, wtedy będziemy też gotowi na miłość i drugiego człowieka:)