Czy mężczyźni naprawdę kochają zołzy, czyli na czym polega kobieca pewność siebie

 

zołza

.

Bez zbędnych wstępów: do napisania tego tekstu zainspirował mnie artykuł Volanta Dlaczego współczesna kobieta nie potrafi ułożyć sobie związku? Rzadko zdarza mi się czytać coś, z czym na początku zupełnie się nie zgadzam… a po chwili czytania przyznaję dużo racji. Nie jest bowiem prawdą, że my kobiety jesteśmy już na starcie wyposażone w wysokie poczucie własnej wartości, które ustawia nas na wygranej pozycji wobec mężczyzn. Nie jest też prawdą że wychowuje się nas na księżniczki, którym wszystko się od życia należy. Być może dotyczy to jakiegoś niewielkiego procenta, ale na pewno nie jest domyślną pozycją startową wszystkich kobiet. Poczucie własnej wartości jest towarem deficytowym u ogromnej większości z nas. A jednak w wyobraźni bardzo wielu mężczyzn kobieta jawi się przede wszystkim jako bogini, która wymaga nadludzkich zabiegów, a sama niewiele daje w zamian. Takie jest właśnie przesłanie tekstu Volanta.  Według mnie wszystko sprowadza się do kobiecego poczucia wartości, które bywa skrajnie różne. A niezwykle rzadko jest zdrowe

 

Tak, istnieją również kobiety o bardzo wysokim poczuciu własnej wartości. Oraz takie, których zachowanie sugeruje posiadanie go w ilości przekraczającej pokrywę śnieżną na Biegunie Północnym. To również nie jest zdrowe i dokładnie tak samo jak mentalność zakompleksionej sierotki prowadzi do problemów w związkach.  Wybujałe poczucie wartości (nazwijmy je tak na potrzeby tego tekstu) rodzi bowiem zachowania i wymagania, którym mężczyznom trudno sprostać. Wciąż w świadomości wielu z nas funkcjonuje teoria o pociągających zołzach, dla których faceci tracą głowę i zniewoleni ich urokiem znoszą wszystkie frustracje, które niesie ze sobą tego typu związek. Jednak to nieprawda. Żaden normalny mężczyzna nie da sobą pomiatać i żaden nie będzie inwestował w nieskończoność w związek z kobietą, która wyłącznie bierze i wymaga, nic z siebie nie dając. 

 

Powiedzmy więc sobie jasno: skrajności nie są dobre. To, że wejście w związek z pozycji niepewnej siebie dziewczynki nie rokuje dobrze, jest faktem oczywistym. Nie będę więc rozwodziła się nad tym dłużej, a chętnych odsyłam do artykułu, w którym poruszyłam ten temat (Nie zapomnij pokochać siebie). 

Ale po uważnym rozejrzeniu się muszę przyznać, że druga z tych skrajności występuje w przyrodzie równie często. Kobiety o wybujałym poczuciu własnej wartości nie są zjawiskiem rzadkim, a myślę nawet, że w miarę upływu czasu i rozpowszechniania się idei feminizmu/równouprawnienia będzie ich coraz więcej. Może więc przyznajmy uczciwie, że to również jest problem i to nasz problem. Same w dużej mierze ponosimy winę za to, że rozpadają się nasze związki, albo że nie potrafimy ich stworzyć. Nie wybielając mężczyzn, którzy mają swoje (bardzo bolesne dla nas) problemy, spróbujmy nieco krytycznie przyjrzeć się samym sobie. 

Z moich wnikliwych (niczym u Sherlocka!) obserwacji wynika, że wybujałe poczucie wartości u kobiet objawia się co najmniej na trzy sposoby.

 

  1. Są kobiety, które faktycznie zostały wychowane na księżniczki. Od najmłodszych lat mówiło się im, że są najlepsze i spełniało się wszystkie ich zachcianki. To bardzo często wina rodziców, którzy nie potrafili stawiać jasnych wymagań i granic plus na pewno domieszka wrodzonych cech osobowości. Taka kobieta będzie naprawdę święcie przekonana o tym, że wszystko jej się  należy, a co gorsze będzie czuła się zwolniona z obowiązku pracy nad sobą. Co oczywiście przeniesie na związki, które stworzy.
  2. Są również kobiety, które wypracowały pewność siebie i w wielką satysfakcją podkreślają fakt jej posiadania. Często ich poczucie wartości jest wynikiem drogi, którą przeszły i przemiany, jakiej w sobie dokonały. Jeśli wciąż w ich pamięci żyje zakompleksiona dziewczynka z przeszłości, będą starały się za wszelką cenę odciąć od tego obrazu, manifestując nową twarz. A taka ostentacyjna manifestacja może objawiać się wygórowanymi wymaganiami i nonszalancją wobec ludzi wokół. Co odbije się oczywiście na związku.
  3. Trzeci przykład zbliżony jest do poprzedniego, z tą różnicą, że dotyczy kobiet, które pewność siebie jedynie manifestują, ale jej nie posiadają. Czasem im niższe poczucie własnej wartości, tym bardziej agresywna walka o swoją pozycję w związku. I nie tylko w związku. Wygląda to trochę jak stawianie wymagań na wszelki wypadek i budowanie muru arogancji wokół małej, niepewnej siebie dziewczynki. Takie właśnie kobiety najbardziej wczuwają się w rolę zołz, w przekonaniu że bycie wredną suką gwarantuje zdobycie i zatrzymanie mężczyzny przy sobie. 

Dorzucicie jakieś własne obserwacje? Cały czas mówimy o wybujałym poczuciu wartości, które nie ma nic wspólnego ze zdrową pewnością siebie, tak potrzebną w życiu i w związkach.

 

Czasem zdarza mi się mówić o samej sobie, że jestem w czymś najlepsza na świecie. Oczywiście pół żartem pół serio. Ale takie  żarty mają sens, bo zawierają w sobie ziarno prawdy (tak, jestem naprawdę dumna z pewnych rzeczy) i jednocześnie pozwalają mi trzymać dystans do samej siebie. Mój mężczyzna bardzo szybko podłapał ten tok myślenia, przez co totalny brak mojej skromności stał się ulubionym tematem wzajemnych docinków 😉 Bo ja nie jestem skromna. Znam swoją wartość. I gdy mówię o sobie w ten sposób, staram się wysyłać mu co najmniej dwa ważne komunikaty:

Jeśli ja jestem najlepsza na świecie, to zasługuję na to, co najlepsze na świecie. Czyli na Ciebie. I chcę żebyś o tym wiedział. Nie jestem od Ciebie lepsza i nie wymagam na każdym kroku specjalnych względów i starań. Nie jestem też stuprocentowo niezależna. Potrzebuję Cię, bo cudownie uzupełniasz to, czego ja nie mam i nigdy nie będę miała.

Pomimo, że jestem najlepsza na świecie, mam świadomość swoich wad. I mam zamiar pracować nad sobą równie ciężko jak Ty pracujesz nad sobą. Biorę taką samą odpowiedzialność za ten związek i zamierzam zrobić wszystko co w mojej mocy, żeby on działał. 

 

Jeśli więc pragniesz grać rolę zołzy, moja droga Czytelniczko, dobrze sobie zdefiniuj to pojęcie. Być może masz silne poczucie własnej wartości i co za tym idzie, oczekujesz od mężczyzny szacunku. To jest jak najbardziej w porządku.

Lecz jeśli zołza jest dla Ciebie synonimem kobiety, która wymaga, kaprysi i nieustannie stawia na swoim – to wiedz, że nie tędy droga. Dobry związek jest grą, w której wygrywają obie strony. Obie też wnoszą w niego tyle samo potu, krwi i łez. Ponieważ takie właśnie są koszty prawdziwej miłości.

.

gosia

 

.

Przeczytaj koniecznie:

Jak znaleźć złoty środek w relacjach z mężczyznami?

Bądź kobietą fascynującą!

Czy masz w sobie coś z księżniczki?

 

.

zdjęcie

 

  • Najważniejsze to mieć szacunek dla samej siebie i znać swoją wartość. A przy tym warto mieć odrobinę dystansu do swojej osoby i do życia. Wtedy nie mamy się czego obawiać jeśli chodzi o relacje z mężczyznami 😉

  • Podoba mi się Twoje podejście o byciu najlepszą na świecie, a przede wszystkim to jak podchodzisz w tej kwestii do związku. 🙂 Ciekawe jaka ja będę w związku, jeszcze mi nie było dane sprawdzić.

    • Myślę, że będzie to zaskakujące doświadczenie. Pewnie odkryjesz siebie z zupełnie nieznanej strony. Bardzo Ci tego życzę 🙂

  • Parę lat temu jeszcze, nawet od Męża, słyszałam, że bywam za pewna siebie. Ale nie chodziło tutaj raczej o tą kobiecą pewność siebie, a pewną niezachwialność własnych poglądów (choć pewnie jedna z drugim się łączy). Aczkolwiek, wydaje mi się, że te parę lat temu była to jeszcze typowa młodzieńcza, ideologiczna butność. Mam monopol na rację. I z tego wyrosłam. Choćby z tego, że nie wmawia się antysemicie, że Żydów można kochać, przez co wywołuje się bójki w barze:D
    W każdym razie, nie odczuwam jakoś, jako kobieta ani wielkich kompleksów- bo takich nie mam- ani chyba nie jestem nadmiernie pewna siebie na tym polu,nie jest to sztuczna pewność. Znam swoja wartość, wiem, jak wielkie mam wady, jakie mam zalety i…jakoś to leci:) Może dlatego nigdy nie pozowałam na tą zimną sukę ( chociaż może się wydawać, że przenika mnie inne zsuczenie, a raczej nadmiary agresji nieraz:D) i chyba nie zostałam nigdy nazwana zołzą. Nie licząc żartów. I może dlatego związki w moim życiu to nie jest na pewno rzecz, na jaką mogę narzekać:)

    • Coś mi się wydaje, że akurat Ty masz w sobie taką pewność siebie, która pociąga mężczyzn 🙂 No wiesz, zdrową, niewymuszoną. A co do pewności własnych poglądów, to masz rację, z pewnej arogancji trzeba wyrosnąć. To, że umiesz spojrzeć na świat również oczami innych ludzi i zgodzić się z tym, że nie zawsze masz rację, jest akurat dużą zaletą. I dojrzałością!

  • BajkoPisarz

    IMHO mężczyźni nie kochają zołz. Mężczyźni kochają zołzy zdobywać. Może to atawizm, może wypracowana z czasem strategia każe nam rywalizować o kobiety najtrudniejsze do zdobycia; o te, które adoratorów na tuziny, mendle, kopy odsyłają z kwitkiem. Może pozwala to nam na podniesienie
    własnej samooceny, może kochamy te męskie spojrzenia pełne zazdrości u tych, którzy chcieliby być na naszym miejscu. Może w końcu rywalizujemy o nie, bo to inwestycje związane z największym ryzykiem są tymi najbardziej opłacalnymi. Zołzy to przecież bardzo często kobiety piękne, inteligentne, wyzwolone. Pytanie tylko co dalej, jak już je zdobędziemy. Czy okażą się niezdolnymi do uczuć wyższych zimnymi sukami, które nie będą pasowały do naszego wyobrażenia czułej żony, kochającej matki i namiętnej kochanki w modelu rodziny, który sobie zaplanujemy, czy też może my wpiszemy się jednak w ich model i będą w stanie dla wspólnego dobra przynajmniej z części swojej zołzowatości zrezygnować. Różnie to w życiu bywa – w końcu dla wielu z nich kompromisy nie prowadzą do zysków, lecz powodują, że obie strony coś tracą.

    Zresztą bycie zołzą jest dziś takie cool, trendy i jazzy. Nie układa się w związku; no cóż jestem zołzą – o nas nawet książki teraz piszą. Dla mnie zołza to przede wszystkim dama. Taka, która swoim wyglądem i zachowaniem przyciąga uwagę w tłumie. Wredna chłopczyca pozostanie dla mnie na zawsze jedynie wredną chłopczycą. Na miano zołzy trzeba sobie zapracować. Czy zołza jest pewna siebie? Zdecydowanie tak, ale nie każda pewna siebie kobieta jest zołzą. Znać swoją wartość i cenić się należy, lecz to poziom czułości, delikatności czy empatii wyznaczają tę, nie taką cienką granicę między jednymi a drugimi. Mam wrażenie, że ta granica przebiega w miejscu, gdzie kończy się niska samoocena, a zaczyna ta wysoka. I tych drugich kobiet IMHO życzymy sobie na lata.

    Ten Twój Mężczyzna to musi być Farciarz 🙂

    • Dobrze, że macie odwagę zdobywać te kobiety, na których naprawdę wam zależy. Właśnie te, po które najtrudniej sięgnąć. Bo one tak w głębi serca pragną być zdobywane, Ale świadomość własnej wartości nie pozwala im tanio się sprzedać.
      No więc jak widać zołza to szerokie pojęcie 🙂 Ja myślę że zimna suka i dama to zupełnie co innego. Ta pierwsza pewnie nigdy ze swej zozłowatości nie zrezygnuje, bo ma powody, żeby taką być. A dama właściwie zołzą nie jest, tylko kobietą pełną klasy, która nie musi niczego udawać, nawet przed mężczyznami. Jednak to z pewnością kwestia definicji 🙂
      Tak. Ale i ja również jestem szczęściarą 🙂

  • Kilka miesięcy temu poświęciłam wieczór na przeczytanie książki ‚Dlaczego mężczyźni kochają zołzy’. Określenie „zołza” jest tam trochę lżejszym pojęciem. Zołza to kobieta, która nie wyręcza faceta w jego zadaniach, nie daje sobie wejść na głowę, ma własne życie. I w tym znaczeniu zołzą jak najbardziej jestem, byłam, chwalę sobie i polecam 🙂 Wszelkie zaburzenia brania vs przyjmowania szybko czuć w związku. Kto ma głowę na karku, ten raz dwa powinien dążyć do wyrównania proporcji 😉

    • No więc widzę że zołza ma tez dużo pozytywnych znaczeń. To dobrze! Oby jak najwięcej takich zołz, czyli kobiet, które znają swoją wartość i żyją własnym życiem. I masz rację, taka równowaga w związku to podstawa 🙂

    • Też czytałam tę książkę 🙂

  • No cóż, rzecz sprowadza się według mnie do tego, że jakiś mężczyzna miał kilka nieprzyjemnych doświadczeń z prawdziwymi zołzami (być może ma coś takiego w sobie, co je przyciąga?) i teraz myśli, że wszystkie takie jesteśmy. A to nieprawda… To taka nieprawda, że aż serce ściska…

    • Mnie też rusza to, że mężczyźni postrzegają nas przez pryzmat swoich smutnych doświadczeń. Ale myślę że my niestety robimy często to samo.

      • No niestety… słynne „facet to świnia” nie wzięło się znikąd…

  • Ana

    Najlepszy jest chyba – jak zwykle – taki właśnie złoty środek, czyli pewność własnej wartości z nieprzewartościowywaniem swojej pozycji tak w związku, jak w ogóle w każdej sytuacji życiowej.

    • Zdecydowanie masz rację. Często bywa też tak, że aby znaleźć złoty środek trzeba poznać i przejść przez obie skrajności.

  • Bardzo fajnie napisane, moj maz wychowuje nasza corke na ksiezniczke (ale rozsadna, nie zolze, mam nadzieje, to w nawiazaniu do Twojego wpisu w ktorym napisalas: jestem ksiezniczka, bo moj tata jest krolem – utkwilo mi w pamieci). Fajnie odnosi sie to do tekstu Gaji z Plantacji pozytywnym mysli Idealnych mezczyzn nie ma. Uzupelniacie sie tymi tekstami. Pozdrawiam serdecznie Beata

    • Muszę odnaleźć ten tekst, dzięki Beatko 🙂

  • pieceofsimplicity

    Czytałam tę serię o zołzach, co prawda wszystko było tam pokazane w ujęciu nieco humorystycznym, ale fajnie się czytało i niektóre rzeczy naprawdę dawały do myślenia 🙂 jednak poważnie mówiąc, niestety prawdą jest że lubimy zganiać na mężczyzn winę za wszelkie niepowodzenia związku, tymczasem warto od czasu do czasu przyjrzeć się samej sobie.
    _______
    Natalia, http://www.pieceofsimplicity.blogspot.com

    • To fanie że i z takiej książki można wyciągnąć coś dla siebie 🙂
      Tak, myślę dokładnie tak samo!

      • pieceofsimplicity

        na dobrą sprawę, chyba z każdej można 🙂

  • Bo zołza jest jak magnes neodymowy niby małe niepozorne ale z dużą siłą przyciągania 😉

    • Zołza mała i niepozorna? Oj nie każda 😉

  • Jejku, nie lubię określenia „zołza”, źle mi się kojarzy 😉 Ostatnio koleżanka po przeczytaniu „Dlaczego mężczyźni kochają zołzy” stwierdziła, że ona to najchętniej owinęłaby sobie mężczyznę wokół palca… Na szczęście pół żartem, pół serio. Niemniej nie przepadam za książkami w tym stylu.

    Uwielbiam tę Twoją samoświadomość 😉 Czuję podobnie, nie wiem co to skromność 😀 Ale w ten zdrowy sposób.

    • No właśnie ja też mam problem z tym słowem 🙂 Okazuje się że dla każdego ma ono trochę inne znaczenie. Ja nie czytałam tej książki i chyba raczej nie sięgnę po nią w najbliższym czasie.
      I właśnie ta zdrowa „nie-skromność” to podstawa 🙂

  • Rela

    No nie… krwi to my kobiety więcej wnosimy. Co miesiąc… 😀

  • Bardzo trafny tekst. Mi się wydaje (patrząc na moją siostrę), że dużym problemem w związku może być dominacja. Pewnie po części ma to też związek z pewnością siebie, bo inaczej nie chciałoby się postawić na swoim. No ale to chyba jest też ta skrajność, o której piszesz…

  • Zgadzam się z Tobą prawie we wszystkim 🙂 aczkolwiek dla mnie feminizm z
    równouprawnieniem ma nie wiele wspólnego, jednak to zależy od punktu widzenia. Bo dla mnie np. Równouprawnienie oznacza, w życiu np. możliwość pracy w męskich zawodach z równym traktowaniem bez przywilejów bo jestem kobietą a w związku np. Definiuję je jako równy podział obowiązków, czy nawet to że w związku nie tylko facet musi się starać. Jednak nienawidzę feminizmu. Świetne są Twoje teksty, zawsze skłaniają do rozmów. Lubię do Ciebie wracać. Myślę, że temat jest trochę powiązany więc podaje linka do siebie, gdzie piszę właśnie o tym, że era księżniczek dawno przeminęła, a facet też zasługuje na to aby o niego dbać http://www.paulinepisze.pl/2016/04/prawdziwi-mezczyzni-niewygineli
    nie będę Ci robić spamu więc tylko napiszę odnośnie tego co zamieściłaś we wpisie „”Żaden normalny mężczyzna nie da sobą pomiatać i żaden nie będzie inwestował w nieskończoność w związek z kobietą, która wyłącznie bierze i wymaga, nic z siebie nie dając””. Tu myślę, że takie zołzy powinny przeczytać moją instrukcję obsługi faceta 🙂 Pozdrawiam serdecznie

  • ajajaj

    Bardzo mi przykro, ale mieszasz wiele pojęć, poza tym ten tekst jest czystą dywagacją bez nawet psychologicznych podstaw, nic nie wnosi, jest wyrażeniem opinii plotką. Ja osobiście uważam, iż wypowiadając się na forum należało by solidniej przygotowac sie do tematu. Radzę zapoznać się głębiej z tematem, przestudiować go. Proponuję rozpocząc od rodzajów potrzeb, jak np potrzeba bycia adekwatnym i mechanizmach kompensacji niezaspokojonych popędow i potrzeb np o dysonansie poznawczym, wypadalo by rowniez sprobowac chociaz odpowiedziec sobie na pytanie skąd to sie bierze i doczytac o wplywie spolecznym o owczym pędzie i bialym kitlu, o typach osobowosci i rodzajach rodzin oraz dodac do tego analize filozoficzna naszych wspolczesnych czasow-czyli galopujacego konsumpcjonizmu, ktory takze narzuca swoje wartosci. Koniecznie zredefiniuj pojecie feminizmu, bo dzieki feministkom mozesz sie uczyc, pracowac, glosowac, chodzic w krotkich spodniczkach, wybrac męza, rozwiesc sie, wyludzac alimenty, domagac sie rownego zatrudnienia i wynagrodzenia oraz udzialu w zyciu politycznym. Ja jestem feministka i feministki to nie lesbijki nienawidzace mezczyzn. Mam kovhajacego i cudownego meza, ktorego szukalam dlugo, bo dzisiejsi mezczyzni najczesciej naduzywaja alkocholu, imprez i gier, nic nie potrafia wokol siebie zrobic i uwazaja sie za 8 cud swiata. Feministki walcza tez i o prawa mezczyzn, walcza wlasnie ze stereotypami -zeby mezczyzna mogl isc na urlop tacierzynski, zeby mogl pracowac jako pielegniarz badz opiekunka do dzieci jezeli zechce. Feministki sa samodzielne i nie uzywaja parynera jako do dzwigania czy naprawiania, same potrafia zrobic te rzeczy. Nie dobiera sie partnera na zasadzie uzupelniaj moje braki bo nikt ich za coebie bie uzupelni. Dobor powinien bardziej opierac sie na zasadzie -moge zyc bez ciebie i do niczego cie nie potrzebuje, ale nie chce i to jest dojrzaly zwiazek.