Moja wielka podróż poślubna!

podróż poślubna 1

 

Na Facebooku pytacie mnie dokąd pojechaliśmy w podróż poślubną, a ja trochę celowo zwlekam z odpowiedzią. Bo powiedzieć, że pojechaliśmy do Grecji, to jakby nic nie powiedzieć. Taka podróż powinna przecież kojarzyć się z przesiąkniętą historią Grecją kontynentalną, wycieczką do Aten i zwiedzaniem obowiązkowych ruin. A tymczasem my wybraliśmy zupełnie inne oblicze tego pięknego kraju. Mało tego – postanowiliśmy przekroczyć jeszcze więcej granic i doświadczyć jeszcze większej egzotyki. Nie pamiętam, w którym dokładnie momencie zdecydowaliśmy się ostatecznie na Korfu ani co nas do tego skłoniło, ale dość szybko zaczęliśmy szukać hotelu wyłącznie w obrębie tej pięknej, zielonej i kwitnącej wyspy. Słyszeliście kiedyś o Korfu? Ja, przyznam szczerze, po raz pierwszy spotkałam się z tą nazwą dopiero na stronie internetowej biura podróży. Być może dlatego dziś uważam ją za własne, odkryte przeze mnie osobiście i związane z najszczęśliwszymi wspomnieniami miejsce. Mam nadzieję, że obudziłam Waszą ciekawość, ponieważ Korfu będzie czymś znacznie więcej niż tylko tłem opowieści o mojej podróży poślubnej, będzie jej kolejną bohaterką!

 

Zacznę może jednak od tego, że odłożenie podróży na dwa tygodnie po ślubie okazało się naprawdę dobrym pomysłem. Wiele osób mówiło mi, żeby jechać od razu, że potem to już nie te emocje. I na pewno jest w tym sporo racji. My jednak zdecydowaliśmy się na koniec, a nie początek maja głównie dlatego, żeby poczekać na naprawdę dobrą pogodę. Korfu, w przeciwieństwie do innych rejonów Grecji, jest miejscem o sporej wilgotności i stosunkowo częstych opadach. A maj to jednak maj – wiadomo, sporo przed sezonem. Mieliśmy szczęście – jak się okazało, jeszcze tydzień wcześniej było tam bardzo deszczowo. Okazało się również, że bardzo trudno byłoby nam organizować dwie rzeczy jednocześnie – czyli ślub i podróż – tak, żeby od razu na nią pojechać. Już przy samym weselu mieliśmy naprawdę sporo roboty (jak również po nim), a podróż przysporzyłaby nam wiele dodatkowych przygotowań dokładnie w tym samym czasie. To przecież nigdy nie jest tak, że tylko wsiadasz do samolotu i lecisz, nawet jeśli lecisz na wczasy all inclusive. Dlatego Nam udało się spokojnie zakończyć sprawy związane ze ślubem, a potem równie spokojnie przygotować się do podróży, co było naprawdę dobrym rozwiązaniem.

 

podróż poślubna 2

 

podróż poślubna 3

 

podróż poślubna 4

 

Tak więc wybraliśmy się na Korfu. Przygotowując się do naszej wprawy, zajrzałam do przewodnika i bardzo ucieszyła mnie informacja, że jest to najbardziej zielona z Wysp Jońskich. Faktycznie, układ prądów morskich zapewnia wyspie stały dopływ wilgotnego powietrza, co sprawia, że roślinność jest tam naprawdę bujna, zieleń wszechobecna, a kwiaty – kwiaty są wszędzie i absolutnie zachwycają kolorami! Mogłabym w skrócie opisać Korfu jako górzysty, zielony ogród, upstrzony pastelowymi domkami (nawet na dużych wysokościach) i otoczony urozmaiconą linią brzegową, pełną zatoczek oraz urwistych klifów. Bardzo, ale to bardzo odpowiadały mi takie okoliczności przyrody, a w rzeczywistości wyspa okazała się jeszcze piękniejsza niż w przewodniku!

 

podróż poślubna 5

 

podróż poślubna 6

 

podróż poślubna 7

 

Wybraliśmy wczasy w opcji all inclusive. Tak sobie założyliśmy już na początku, podróż poślubna miała być przede wszystkim odpoczynkiem i przyjemnym czasem spędzonym tylko we dwoje. Beż żadnych niepotrzebnych utrudnień. Jak wiadomo, w takich przypadkach duże znaczenie ma jakość hotelu i muszę powiedzieć, że kierując się internetowymi opiniami, trafiliśmy naprawdę dobrze. Nasz hotel położony był 20 km na południe od stolicy wyspy, w spokojnej miejscowości, która niewiele miała wspólnego z typowo turystycznym kurortem. Natomiast sam hotel okazał się piękny, rozległy i luksusowy. Przypominał trochę osiedle porozrzucanych wśród zieleni niewielkich bungalowów, był świetnie rozplanowany i zadbany, z przemiłą obsługą i wszelkimi możliwymi udogodnieniami. Żaden wielki moloch z kilometrami klaustrofobicznych korytarzy, którego bardzo chciałam uniknąć. Przyznam, że wiele razy zabłądziłam w labiryncie zielonych ścieżek, na przykład szukając drogi z pokoju do restauracji, ale zdecydowanie miało to swój urok. Jeśli szukacie hotelu na przyjemne wakacje, zwróćcie uwagę na sieć Sentido, doczytałam z ciekawości że jest ich kilkadziesiąt, głównie w południowej Europie.

 

podróż poślubna 8

 

podróż poślubna 9

 

podróż poślubna 10

 

Możliwe, że tak bardzo się tym wszystkim zachwycam dlatego, że były to moje pierwsze wczasy all inclusive, więc nie mam żadnego punktu odniesienia. Ale z drugiej strony, myślę że naprawdę potrafię docenić ładne miejsce, pyszne jedzenie, które ktoś mi poda, a potem posprząta i całkowity brak troski o codzienne, domowe sprawy. Jakoś nie sądzę, żebym kiedyś miała stać się typem zblazowanej turystki, która narzeka z powodu zbyt monotonnego jedzenia i za zimnej wody w basenie. Także, jak dla mnie, było to świetne doświadczenie, zdecydowanie do powtórzenia w przyszłości.

Kto przyjeżdża w maju na tego typu wczasy? Cóż, w hotelu dominowali przede wszystkim Niemcy, Francuzi i Skandynawowie w wieku naszych rodziców oraz rodziny z małymi dziećmi. Wśród tych ostatnich sporo było Polaków i mam wrażenie że z każdym dniem przybywało ich coraz więcej. Wniosek z tego taki, że polscy emeryci bardzo rzadko mogą sobie pozwolić na słoneczne wczasy za granicą, ale już dla młodych ludzi są one coraz bardziej w zasięgu ręki. Mimo wszystko młode pary i grupy znajomych były w tam raczej rzadkością. Jak się wkrótce przekonaliśmy, nasza miejscowość była stosunkowo spokojnym miejscem, a komu marzyły się rozrywki, imprezy i sporty wodne, wybierał raczej północ wyspy.

 

podróż poślubna 11

 

podróż poślubna 12

 

Mimo cudownych warunków i zimnych drinków w zasięgu ręki, nie mieliśmy jednak zamiaru spędzać całego czasu w hotelu. Od samego początku miał on być bazą wypadową naszych wycieczek po najciekawszych atrakcjach tej cudownej wyspy. Wczasy wczasami, ale zwiedzanie to jednak nasz ulubiony sposób na wakacje!

Na pierwszy ogień poszło Korfu, czyli stolica wyspy nosząca dokładnie taką samą nazwę (jeśli będziecie szukać wyspy albo miasta na mapach, możecie spotkać się z nazwą Kerkyra, która jest greckim i urzędowym odpowiednikiem popularnej na zachodzie nazwy Korfu/Corfu). Zwiedzanie miast jest tym, co tygryski lubią najbardziej, zdecydowanie! Korfu okazało się wyjątkowo wdzięcznym miejscem: na tyle ciekawym, żeby było gdzie pójść i co zobaczyć oraz na tyle „kompaktowym”, alby zrobić to w ciągu jednego dnia. Korfu jest czterdziestotysięcznym miastem o bogatej i ciekawej historii, jako że wraz z całą wyspą wielokrotnie na przestrzeni wieków przeżywało podboje, przechodząc z rąk do rąk, bądź też dzielnie opierając się najazdom Turków osmańskich. Najdłużej znajdowało się pod wpływem Wenecjan, co bardzo dobrze widać po typowo włoskiej zabudowie Starego Miasta. Naprawdę, chodząc po wąskich uliczkach wśród starych budynków o ciepłych kolorach i zielonych okiennicach, miałam wrażenie że jestem we Włoszech! Zwiedziliśmy przeuroczą Starówkę, dwie potężne twierdze obronne i piękny, zielony plac pomiędzy nimi, zjedliśmy lody na głównym deptaku i wypiliśmy kawę w kafejce z oszałamiającym widokiem na zatokę. Śmiało mogę powiedzieć, że to jedno z najprzyjemniejszych miast,  które zwiedziłam, również ze względu na dużą ilość pięknych kwiatów i zieleni oraz bardzo umiarkowaną liczbę turystów. Tyle ja, reszta na zdjęciach.

 

podróż poślubna 13

 

podróż poślubna 14

 

podróż poślubna 15

 

podróż poślubna 16

 

podróż poślubna 17

 

podróż poślubna 18

 

podróż poślubna 18

 

Spacerek po mieście okazał się przyjemną zapowiedzią kolejnych przygód, które czekały na nas następnego dnia. Mieliśmy zamiar jeszcze mocniej poczuć charakter wyspy i dotrzeć do innych, zachwalanych przez przewodnik zakamarków. Wypożyczyliśmy więc samochód. Okazało się, że to bardzo popularny sposób na zwiedzanie wyspy, a ponieważ z oczywistych powodów mało kto dociera tam własnym autem, wypożyczalnie są dosłownie w każdej mieścinie i na każdym rogu. Zapewniano nas, że po Korfu jeździ się dobrze. No cóż, okazało się że „dobrze” to z całą pewnością nie to samo co łatwo, spokojnie, a już na pewno nie nudno! Wyspa jest bardzo, ale to bardzo górzysta i w zasadzie naprawdę dobre są tylko drogi, które ją okalają, ciągnące się pomiędzy zboczami gór a wybrzeżem. My jednak mieliśmy ambicje dotrzeć do położonego na sporej wysokości Achillionu (czyli imponującego pałacu, wzniesionego na rozkaz cesarzowej Sissi) oraz przeciąć wyspę w drodze do położonych na północy malowniczych miejscowości. Dostaliśmy auto z automatyczną skrzynią biegów (na szczęście!) ale bez GPSa (o zgrozo!). I powiem Wam szczerze, że to co my przeżyliśmy na tych krętych, górskich drogach, ciągnących się serpentynami wśród wzgórz i klifów, było zarazem najbardziej przerażającą i fascynującą przygodą! Po dziś dzień jestem pełna podziwu dla mojego męża, który po prostu mistrzowsko poradził sobie na tych dzikich drogach. W tym czasie ja jednym okiem zerkałam na mapę, próbując godnie zastąpić brakujący GPS, podczas gdy moje drugie oko pochłaniało zapierające dech w piersiach widoki. A dla takich widoków warto było podjąć ryzyko. Zobaczcie sami!

 

podróż poślubna 18

 

podróż poślubna 19

 

podróż poślubna 20

 

podróż poślubna 21

 

podróż poślubna 22

 

podróż poślubna 23

 

podróż poślubna 24

 

podróż poślubna 25

podróż poślubna 26

 

podróż poślubna 27

 

podróż poślubna 28

 

podróż poślubna 29

 

Na początku wspomniałam Wam o egzotyce i przekraczaniu granic. Prawda jest taka, że gdy planowaliśmy podróż poślubną, stanęliśmy przed koniecznością pewnego kompromisu. Mój mężczyzna marzył o wczasach w pięknym miejscu ze wszystkimi wygodami. A mi się chciało czegoś dzikiego, znacznie mniej oczywistego i wyeksploatowanego turystycznie. Ciągnęło mnie na Bałkany. Jak widzicie kompromisem okazała się mało znana grecka wyspa położona na uboczu. Ale znajdująca się w bezpośrednim sąsiedztwie Albanii! I gdy tylko doczytaliśmy o możliwości wykupienia jednodniowej wycieczki do tego tajemniczego kraju, wszystko ułożyło się w ładną całość.

Popłynęliśmy tam promem wraz ze sporą grupą polskich turystów chyba ze wszystkich zakamarków wyspy oraz świetnie przygotowaną przewodniczką z naszego biura podróży. Nie wiem, co sądzicie o wycieczkach z przewodnikiem, ja bardzo dawno na takiej nie byłam. I szkoda! Bo okazuje się, że osoba, która potrafi sypać ciekawostkami i faktami na temat kraju, którego zupełnie nie znasz, to prawdziwy skarb. Albania jest niesamowicie ciekawym krajem, który dopiero niedawno odzyskał pełną suwerenność, a teraz błyskawicznie się rozwija, w tym również turystycznie. Ten pęd widać zwłaszcza w dużym, typowo turystycznym mieście, do którego przybił nasz prom – Sarandzie – zwanej bałkańskim Monte Carlo. Rzeczywiście, miasto robi ogromne wrażenie, zwłaszcza gdy podpływa się do niego od strony morza albo obserwuje z położonego 300 m wyżej punktu obserwacyjnego Lekursi (mieliśmy taką okazję). Z bliska jednak Saranda to jedna reprezentacyjna promenada i mnóstwo dopiero co powstałych lub budujących się apartamentowców – ale gdzieś pomiędzy tym wszystkim wciąż dobrze widoczna bieda. Było to jedyne miasto, w którym zaczepiały nas małe, ciemnookie dzieci, nauczone przez rodziców wyciągania ręki do zachodnich turystów po pieniądze z wyuczoną formułką „giwmimany”.

Główną atrakcją wycieczki było położone kilkanaście kilometrów od Sarandy starożytne miasto Butrinti, a właściwie jego ruiny. I znów muszę docenić sens podróżowania z przewodniczką, ponieważ to dzięki niej  zrujnowane miasto stało  się fascynującym miejscem o przebogatej historii, którą wciąż można odczytać z pozostałości jego murów. No i te widoki! Znów, podobnie jak w Korfu jechaliśmy górskimi drogami, z tym że albański krajobraz ma w sobie znacznie mniej soczystej zieleni, a więcej ogromnych przestrzeni, łąk, pól i jezior, rozciągających się pomiędzy wysokimi górami. Zdecydowanie – zasmakowałam Albanii. Choć wycieczka była krótka, to jednak pełna naprawdę intensywnych wrażeń oraz informacji, także moja ciekawość dzikich Bałkanów została chwilowo zaspokojona.

 

podróż poślubna 30

 

podróż poślubna 31

 

podróż poślubna 32

 

podróż poślubna 33

 

podróż poślubna 34

 

podróż poślubna 35

 

podróż poślubna 36

 

podróż poślubna 37

 

podróż poślubna 38

 

Niesamowicie nam się udała ta nasza podróż! Między innymi dlatego, że bardzo zgrana z nas para i znów mieliśmy okazję sprawdzić się jako drużyna. O pięknie i zaletach podróżowania we dwoje pisałam Wam już na Facebooku, więc nie chcę się tu powtarzać. Przy okazji zachęcam, żebyście mnie obserwowali, bo lubię dzielić się tam dodatkowymi smaczkami!

Ten post jest już bardzo długi, a ja i tak nie zdążyłam Wam opowiedzieć czym są kumkwaty, jaka legenda wiąże się z przepłynięciem przez Canal D’Amour i dlaczego mieszkańcy Korfu mają tak wielkie nabożeństwo do Św. Spirydona.  A to wszystko ciekawostki, dzięki którym Korfu ma własny, tak niepowtarzalny charakter. Mam nadzieję, że Was zainspirowałam i że dopiszecie tę piękną wyspę do listy swoich podróżniczych marzeń 🙂 

 

gosia

 

 

 

PS Kochani! Wiem, że moje ostatnie teksty mają charakter pamiętnikarski i częściej opowiadam Wam o własnym życiu niż piszę na konkretny temat. To dlatego, że dzieje się u mnie tyle ważnych i dobrych rzeczy. A ja przywykłam pisać o wszystkim, co mnie porusza i aktualnie się u mnie dzieje. W ten sposób daję Wam okazję lepiej się poznać i być dla Was żywą osobą, a nie tylko anonimowym piórem piszącym mądre rzeczy w sieci. Nie chciałabym, żeby mój blog wyglądał w ten sposób 🙂 I co najważniejsze: moje życie najlepiej świadczy o tym, że wiem co piszę. Wszystkie moje teksty o miłości, związkach, szczęściu, trudnych wyborach i przede wszystkim kobiecości przekładają się na moje życie. Mam nadzieję, że to widać i że to jak żyję jest dla Was równie inspirujące, jak to, co piszę 🙂

.

.

  • Czekałam na tę relację i, powiem więcej, bardzo lubię czytać takie historie „z życia” u osób, które lubię 🙂 I podoba mi się Twoja autentyczność, wszystko tu do siebie pasuje!
    I zdecydowanie jestem za drugą cześcią wpisu – zainspirowałaś mnie tą Korfu, skoro tak bardzo czuć tam włoski klimat, to moja natura nie pozwala mi przejść obok niej obojętnie 😉

    • Oj, bardzo jest tam włosko, bo Wenecja stosunkowo blisko. I zdarza się nawet że turyści przypływają promami z ziemi włoskiej z własnymi samochodami. Pewnie czują się tam trochę jak u siebie w domu 😉
      Dalsza część relacji jak najbardziej, ale to już osobiście. Jak się spotkamy w wakacje, mam nadzieję 🙂

  • Świetna relacja i piękne zdjęcia! Miło czytać, że podróż się Wam udała. Ten czas świeżo po ślubie ma chyba najwięcej magii i uroku 🙂
    My również w naszą podróż poślubną pojechaliśmy do Grecji, ale na Kretę. Wspominam z sentymentem, nawet mimo paskudnego kataru, który dopadł mnie na miejscu 😛

    • Oj tak, była magia 🙂
      U mnie z kolei nie obyło się bez wysypki od greckiego słońca, nie spodziewałam się, że jest takie mocne 😉

  • Po tak pięknym ślubów wybór tak pięknego miejsca było z pewnością czymś fenomenalnym!
    Wpis niby był bardzo długi, ale gdyby była druga taka cześć, równie chętnie bym ją przeczytała. :>

  • Gosia, jak niezwykle relaksujący dla mnie był ten tekst. Dobrze, że przeczytałam go właśnie teraz.
    Wierzę, że sama kiedyś też odwiedzę Grecję.

    • Ula, cieszę się 🙂 I życzę tej Grecji z całego serca <3

      • O tak, Ula, zdecydowanie Grecję polecam. Ja co prawda byłam dwukrotnie w innym miejscu, bo na Krecie, i to w różnych jej rejonach i może kiedyś… Może kiedyś Wam o tym opowiem… 😉

        Buziaki!

        M.

  • Bardzo się cieszę, ze taka dobrana z Was para:) Wyglądacie na szczęśliwych i zakochanych, miłość unosi się nad tym postem:) Wszystkiego najlepszego dla Was!

  • Przepiękna zdjęcia, wspaniale wyglądałaś i widać, że jesteście szcześliwą parą! 😉 Chcemy więcej waszych zdjęć! 😉

  • Gosiu piękna relacja! Widać tu Twoją autentyczność, okraszoną cudownymi widokami, Waszą wspaniałą miłością i szczęściem. Przy okazji jeszcze bardziej przekonałam się do Korfu, które już od jakiegoś czasu znajduje się na mojej liście miejsc do zwiedzenia 🙂

  • Przepiękne miejsce wybraliście. Aż zazdroszczę! Fajnie, że udało Wam się tak fajnie spędzić czas i wypocząć. Teraz przynajmniej wiem, że Korfu naprawdę warto odwiedzić 🙂

  • BajkoPisarz

    Jako uzupełnienie lektury przed podróżą na Korfu polecam bloga http://korfumojaprzystan.blog.onet.pl/

  • W takim razie życzę aby takich podróży było jak najwięcej…

  • Blog To Wake Up Baby

    byłam w maju w Grecji 🙂 coś pięknego 🙂

  • Piękne zdjęcia 🙂 Dla mnie decyzja o wyjechaniu dwa tygodnie po ślubie byłaby też trafiona z tego powodu, że można nieco odetchnąć po całym wczesniejszym zamieszaniu. Życzę kolejnych równie udanych podróży 🙂