moje ciało NIE jest idealne

perfect body1

 

Być może już znacie tę reklamę i kontrowersje wokół niej. Znana marka Victoria’s Secret promuje swoją najnowszą linię biustonoszy hasłem „perfect body” – idealne ciało. To sprytna gra słów, gdyż „body” jest równocześnie nazwą własną stanika, który ma być idealny i wygodny niczym druga skóra. Patrząc na plakaty promujące bieliznę, można jednak odnieść wrażenie, że nie tylko o to chodzi. Dziesięć supermodelek o idealnych figurach w tle sugeruje wyraźnie, że firma chce nam sprzedać coś znacznie więcej niż wygodny biustonosz. Jesteśmy tu bombardowane kultem idealnych kształtów. 

To dobra okazja, żeby uświadomić sobie, jak łatwo nas, kobiety zawstydzić i pozbawić pewności siebie. Nasze ciało i sposób jego postrzegania to idealne narzędzie manipulacji. Jesteśmy wrażliwe na tym punkcie. Zaryzykuję jednak stwierdzenie, że to od nas i tylko od nas zależy jak wielki wpływ mają na nas tego typu reklamy.

 

Kampania „the perfect body” wywołała oburzenie i liczne protesty. Najbardziej donośny głos sprzeciwu to petycja studentek z Leeds, które wzywają Victoria’s Secret do przeprosin i „wzięcia odpowiedzialności za negatywny przekaz, który wysyła do kobiet”. W sieci również zrobiło się głośno. Ostatecznie, od czego są hashtagi? Internet błyskawicznie zalały setki zdjęć zwyczajnych dziewczyn na tle reklamy, oznaczone tagiem #iamperfect. 

 

perfect body2

 

 Ale są też bardziej kreatywne odpowiedzi:

 

perfectbody3

 

W chwili, gdy piszę te słowa, dziewczyny z Leeds zdobyły pod petycją już ponad 20 000 podpisów.

 

Można powiedzieć, ze to zdrowa i słuszna reakcja na swoistego rodzaju atak na naturalną różnorodność kobiecego ciała. Większość z nas zmaga się z zaakceptowaniem swojego ciała, a tu rzuca się nam przed oczy niedościgniony i jedynie słuszny wzorzec, do którego powinnyśmy dążyć. Dostajemy od świata wyraźny sygnał jak powinnyśmy wyglądać, aby spełniać standardy piękna. A która z nas nie chce być piękna? 

Czujemy się więc zawstydzone tym, że nie jesteśmy idealne. Działa tu jeden z najsilniejszych mechanizmów wywołujących u kobiety wstyd: odkryć przed światem to, że nie jestem idealna. (U mężczyzny analogiczne uczucia wywołuje odsłanianie własnej słabości.) Staramy się więc ukryć to, co nie jest w nas doskonałe lub za wszelką cenę to poprawić. Dlatego w tak łatwy sposób dajemy się nabrać wszystkim marketingowym strategiom, które dają nam możliwość udoskonalenia nas samych. Naszego życia, naszego mieszkania, naszej pozycji społecznej, a przede wszystkim naszego ciała. 

Przypomnijcie sobie którąkolwiek reklamę kosmetyków skierowaną do kobiet. Jak często padają w nich słowa „piękna”, „idealna”, „doskonała”, „perfekcyjna”. Przyjrzyjcie się słowu „niedoskonałości” w reklamach kremów do twarzy. Zostało ono stworzone na potrzeby marketingu. Posiadanie niedoskonałości świadczy o tym, że nie jesteś taka, jak być powinnaś. 

 

Jakiś czas temu pisałam o tym, że świat nie chce, byś była pewna siebie. Wiem, że ten tekst wciąż wzbudza w Was emocje. Być może dlatego, że dotknęłam w nim prawdy o mechanizmach oddziaływania na kobietę. Żeby nam coś w mówić, żeby nam coś sprzedać wystarczy utrzymywać nas w przekonaniu, że nie jesteśmy dość dobre. Słaba kobieta jest bardzo podatna na manipulacje. Zarówno ze strony mężczyzn, pracodawców, innych kobiet, jak i ze strony potężnych narzędzi marketingowych. Ten mechanizm bardzo dobrze widać na przykładzie kampanii reklamowej Victoria’s Secret oraz wielu innych reklam, skierowanych do kobiet.

Zastanówmy się, w jaki sposób kobieta może zareagować na reklamę, która narzuca jej niedoścignione kanony piękna:

1. Zaczyna porównywać się z modelem kobiecości, lansowanym w reklamie. Przygląda się sama sobie i z zawstydzeniem stwierdza, że daleko jej do doskonałości. Zaczyna czuć się gorsza, niepełnowartościowa, bardzo wyraźnie widzi swoje braki. Ale reklama obiecuje jej szybkie i łatwe (tak!) osiągniecie celu. Jeśli więc ma pieniądze – kupuje. Jeśli ich niema, jest sfrustrowana brakiem możliwości osiągnięcia ideału.

2.  Od razu widzi haczyk zarzucony na nią w reklamie. Nie łyka go. Jest jednak oburzona, bo wie że tysiące dziewczyn dadzą się zmanipulować. Zna te mechanizmy, prawdopodobnie sama kiedyś zmagała się z akceptacją swojego ciała. Nigdy w życiu nie kupi już produktu tej marki, dla zasady i przykładu. Mało tego, zorganizuje petycję wzywającą firmę do przeprosin. Albo napisze o wszystkim na swoim blogu. Ostatecznie głośno zamanifestuje swój sprzeciw koleżankom, siostrze, mamie i teściowej, niech nie dadzą się zwieść reklamie.

3. Obejrzy reklamę i wzruszy ramionami. Doceni wprawdzie piękno modelek, ale będzie pamiętała, ze są tylko modelkami. Wie doskonale, że jej ciało jest dalekie od ideału. Jeśli będzie chciała o nie zadbać, pójdzie na siłownię i zacznie zdrowiej jeść. Ale nie łudzi się, że jakikolwiek produkt z reklamy pomoże jej osiągnąć doskonałość. Kupi biustonosz Victoria’s Secret tylko pod warunkiem, że będzie wygodny, ładny i naprawdę będzie jej pasował. 

(Żeby nie było, że jestem ponad to: odnajduję się w każdej z tych postaw.)

 

Nie chodzi bowiem o to, żeby nie kupować produktów, które proponują nam reklamy. Bielizna Victoria’s Secret jest ładna i bardzo dobra gatunkowo, sama mogę to potwierdzić. Chodzi o to, żeby kupować je świadomie, a nie pod wpływem zręcznych manipulacji marketingowców. Tu właśnie potrzebna nam jest pewność siebie. W tym przypadku jest to świadomość tego, że moja, kobieca wartość jest we mnie i nie zależy od czynników zewnętrznych. Że to ja decyduję o tym, co znaczy być prawdziwą kobietą. To moje ciało jest piękne, mimo że nie jest doskonałe. Jeśli przekonam samą siebie, że nie muszę być doskonała, będzie mi łatwiej zachować suwerenność wobec wszystkich haseł, którymi chce mnie zakrzyczeć współczesny świat. 

I nie zdecyduję się na drastyczne zabiegi, które mają przybliżyć moje ciało do ideału 😉

(Uwaga, filmik nie dla wrażliwych!)

 

 

Jeśli mam być całkiem szczera, lubię markę Victoria’s Secret. Nawet nie tyle za produkty, co za bajkową aurę, którą umiejętnie budują wokół nich. Firmie udało się zebrać panteon najpiękniejszych modelek, reklamujących ich bieliznę. Na te dziewczyny po prostu przyjemnie się patrzy, pod warunkiem oczywiście, że gdzieś tam z tyłu głowy nie kołacze potrzeba, żeby im dorównać.

Znacie Victoria’s Fashion Show, organizowany co roku wielki pokaz bielizny połączony z muzycznym przedstawieniem?  Gwiazdami show są tak zwane Victoria’s Secret Angels, czyli modelki należące do elitarnego grona aniołków, wychodzące na wybieg w bardzo bogatych stylizacjach, ozdobionych skrzydłami. 

Po raz pierwszy jeden z tych pokazów obejrzałam dzięki mojemu znajomemu. Po jakimś czasie oglądaliśmy kolejną edycję w większym gronie. Włączyliśmy rzutnik i wyświetliliśmy pokaz na dużym ekranie, aby uzyskać lepszy efekt. Pamiętam, że zachwycaliśmy się rozmachem tego przedsięwzięcia, muzyką oraz dziewczynami, każdy miał swoją ulubioną modelkę. I nie przyszło mi do głowy, że jestem w jakiś sposób gorsza od tych kobiet o idealnych kształtach. Być może właśnie dlatego, że patrzyłam na to wszystko jak na kolorowe show. Świetne, ale totalnie oderwane od rzeczywistości przedstawienie, które przyjemnie się ogląda ale szybko i lekko zapomina.

Poniżej link do mojej ulubionej edycji z 2012 r.

 

 

I może tak właśnie należy patrzeć na rzeczywistość pokazywaną nam przez reklamy? Z lekkim przymrużeniem oka i świadomością, że nie musimy tego wszystkiego mieć, kupować, realizować w prawdziwym życiu. 

Dobrze, że co jakiś czas podnoszą się glosy oburzenia na oczywiste manipulacje w strategiach marketingowych. Ale na co dzień nie ma sensu aż tak się denerwować. Dokonujemy przecież tylu wyborów i zakupów. Wystarczy dokonywać ich mądrze, kierując się potrzebą, a nie ideologią niedoścignionej doskonałości. W każdym obszarze życia.

 

gosia

zdjęcia: ofeminin.pl

  • „Żeby nam coś w mówić, żeby nam coś sprzedać wystarczy utrzymywać nas w przekonaniu, że nie jesteśmy dość dobre. Słaba kobieta jest bardzo podatna na manipulacje.”

    Od słabych kobiet wszystko się zaczyna. A potem lawina idzie. Słabną małżeństwa, rodziny i społeczeństwo. I nie chodzi tu o bycie „twardą”, tylko o radzenie sobie z ciagłym atakiem na naszą prawdziwą kobiecość. Nie tą wyimaginowaną, serwowaną, narzucaną wizję mediów, firm i tych, którzy chcą na nas zbić (nie tylko) dużą kasę.

    Odkąd kupuję to, co potrzebuję, a nie to, czym zostałam znęcona; odkąd czytam składy, analizuję jakość, nie sugerując się ceną; odkąd zależy mi bardziej na własnym zdrowiu i dobrym samopoczuciu a nie tylko na (chwilowym) efekcie; i przede wszystkim odkąd świadomie nie oglądam reklam, ograniczam informacyjno-medialną papkę – o wiele bardziej siebie lubię, podziwiam i doceniam swoje ciało i to, co przez ostatnie lata mi dało 🙂 Nie jestem idealna, ale nie przeszkadza mi to w życiu 😉

    • Tak masz, rację, w prawdziwej kobiecości jest siła. I tam, gdzie ona słabnie, w różne dziedziny życia zaczyna wkradać się zło. A niestety ciągle jesteśmy atakowane i wiele z nas polega w tej walce, dając sobą manipulować i sterować.
      Ponieważ Ty jesteś jedną a tych mądrych, świadomych kobiet, Aniu 🙂 Nieś tę świadomość w świat, każda z nas może się od Ciebie wiele nauczyć.

  • Swietnie to rozpracowalas: slaba kobieta jest podatna na manipulacje, a marketing, wciskanie niepotrzebnych, a niby niezbednych produktow to manipulacja. Dlaczego ja tego wczesniej nie zauwazylam. Pozdrawiam serdecznie BEata

    • Ponieważ wszystkie te mechanizmy są tak subtelne i zręcznie poukrywane w kolorowym świcie reklam, że ich nie zauważamy. Pocieszę Cię, ja też nie zawsze zauważam.
      Ale staram się, patrzeć i kupować świadomie. Da się 🙂

  • a potem piszą artykułu pt” jak się odżywia Miranda Kerr”, jak modelki VS przygotowują swoje ciało do pokazu itp itd. Człowiek potem sobie myśli, że może to trzeba tak o liściu sałaty i treningu od rana do wieczora..bardzo dajemy się zmanipulować, a najgorsze, że nawet zdajemy sobie z tego sprawę, ale i tak w to brniemy..

    • Ja myślę, że wszystko jest w porządku, dopóki traktujemy to jako kolorowe ciekawostki ze świata celebrytów. I nie dajemy sobie wmówić, że coś jest jedynie słusznym sposobem życia.

      • pewnie tak, ale ciężko czasem być rozsądnym, jeśli chodzi o figurę, wagę i kalorie:) jak sobie przypomnę co za głupoty kiedyś robiłam to śmiać mi się chce;)

        • Mówisz? 🙂 Ja chyba tylko raz w życiu naprawdę się odchudzałam. W liceum jeszcze. Z pewnych rzeczy na szczęście się wyrasta. Albo zaczyna się je nazywać inaczej, np. „dbaniem o formę” 😉

          • oo to jest to! przyszedł czas, że zrozumiałam, że zdrowe odżywianie to nie żadna dieta tylko sposób życia:)

          • No właśnie. Wielu ludziom dieta kojarzy się tylko z jednym. A to rozsądny sposób jedzenia po prostu. Niezależnie od tego, czy chcemy schudnąć czy nie 🙂

  • Sissi Paris

    no właśnie jak ktoś jest podatny na tego typu reklamy to naprawdę może przeżywać i się załamać…
    trzeba podejść do wszystkiego z lekkim przymrużeniem oka 😉

    • I obyśmy wszystkie umiały to robić 🙂

  • W wielu przypadkach wydaję się słabą kobietą ale w kwestiach marketingowych nie daję się nabierać. Jak moja poprzedniczka staram się nie oglądać reklam i unikam informacji medialnych – jest mi z tym zdecydowanie lepiej!

    • Mam tak samo, odkąd przestałam oglądać reklamy, moje życie stało się po prostu szczęśliwsze 🙂
      Słabość jest częścią naszej natury, ale w tej słabości możemy być jednak świadome i dokonywać dobrych wyborów.

  • Hm…może ja tak od siebie, po męsku powiem coś dziwnego- ale mi się zawsze najbardziej podobały niedoskonałości właśnie. Lekko uciekające spojrzenie, diastemy, blizny, znamiona…takie szczegóły nawet. Bo szczegóły i niedoskonałości tworzą naszą- a i kobiecą- tożsamość jakoś. W szczególach i niedkoskonałościach można się zakochać, bo zakochujemy się w człowieku, a nie w ciele. Ale niestety, kult ciała i jakiegoś kanonu robi swoje -.-
    Więc…bieliźniane modelki nigdy mnie specjalnie nie kręciły XD

    • Tak, coś w tym jest. Szczegóły, niedoskonałości (ba, nawet blizny!) to coś najbardziej naszego. I niepowtarzalnego. Tylko trzeba umieć patrzeć na siebie i innych w ten sposób 🙂

  • A ja wypowiem się z jeszcze innej strony. Te zastępy idealnych modelek, parada super ciał to efekt świetnego światła i photoshopu. I nie przemawia przeze mnie zawiść czy chęć usprawiedliwienia a fakty. Wczoraj miałam „przyjemność” oglądać Top Model i oboje z mężem byliśmy w szoku tym co było pokazane w programie. Ludzie, którzy biorą w nim udział mieli wczoraj sesje do portfolio i całkowicie inaczej wyglądali na prezentowanych zdjęciach, a inaczej w programie. I nawet nikogo to nie dziwi. Nikt nie powiedział na głos „Ej przecież ten porter pięknej twarzy bez makijażu” to nie ta sama twarz, którą widać przed kamerami (a co by było dopiero w rzeczywistości).
    I jeszcze jeden problem. Idealne ciało. Nikt go nie ma, albo mają go wszyscy. Bo co to znaczy? 90 w biuście i biodrach i 60 w talii? Czy może 80 w biodrach i 100 w biuście? Każdemu wciąż podoba się co innego, a modelki które oglądamy na pokazach mają krzywe nogi (Kate Moss), brak talii (Gisele Bundchen) i wiele innych „defektów”- zupełnie takich samych, z którymi i my się borykamy.

    • Wiesz, może to jest jedna z nielicznych dobrych stron tego programu. To, że odsłania kulisy niektórych kłamstw serwowanych nam przez media. Dzięki temu mamy większą świadomość tego, że to co widzimy jest kreacją. A prawda jest znacznie bliższa naszej zwykłej rzeczywistości.
      W ogóle mam wrażenie, że coraz bardziej piętnuje się nadmierne używanie Photoshopa. Że zaczynamy doceniać naturalność.
      I może właśnie te defekty sprawiają, że topowe modelki są odrobinę bardziej ludzkie 🙂

  • Ja ostatnio powiedziałam mojemu mężowi coś takiego „Nie jestem idealna, ale idealnie sobie z tym radzę’.
    Tylko, że to nie do końca prawda. Czasem mam dni, kiedy widząc się wystawie sklepowej wciągam brzuch. Ale to do pokonania. Walczymy 🙂

    • Sklepowe wystawy rzeczywiście potrafią być bezlitosne, wiem.
      Trochę walczymy, a w międzyczasie akceptujemy 🙂

  • Ha, kiedyś miałam problem ze sobą, bo mam dość „nikczemny” wzrost – 164 cm, z jakichś powodów teściowa bardzo często do tego wzrostu się odwoływała, bo jej synek z kolei dość wysoki, też coś tam dogadywał od czasu do czasu. W końcu dotarło do mnie, że gdyby nie głupie uwagi mające zapewne na celu zdołowanie mnie, osobiście nigdy bym nie doświadczyła niedogodności, bo niby w czym taki wzrost aż tak bardzo przeszkadza? Za kolejną uwagą odpowiedziałam – widziały gały co brały, a mamusia wysoka, za to 30 kilo nadwagi ma. Puenta – bo większość z nas odbiega od tak zwanego IDEAŁU, a podkreślając różne cechy u innych, tym samym skrycie się dowartościowujemy.

    • Cudna historia 🙂 Masz refleks, poradziłaś sobie.
      Rzeczywiście, czasem wsadzamy komuś szpilę żeby sobie poprawić humor. Tylko, że to nie działa, w każdym razie na dłuższą metę.

  • Jeśli już mogłyby mnie dołować jakieś kobiety z reklam, to te, które gotują 😉 Bo ja po prostu antytalencie jestem, a może raczej pechowa w tej dziedzinie…
    Z wyglądem większych problemów nie mam, niezależnie od reklam. Od paru lat mam krótkie włosy, mimo że to nie jest lansowany „ideał”, bo ja się w takich lepiej czuję i bardziej sobie podobam. Jedną bliznę zostawiłam, bo chciałam mieć pamiątkę, mimo że Mąż doradzał apteczne maści.

    Ale żeby nie było tak słodko, są i szczegóły, które wolałabym, żeby wyglądały inaczej. I rzeczywiście tych moich „niedoskonałości” nie postrzegałam jako wady w dzieciństwie, dopiero potem świat mi powiedział, że to jest „inne”.

    • Ja myślę, że do takich rzeczy nie ma co się zmuszać, jeśli się ich nie lubi. Założę się, że jesteś dobra w wielu innych 🙂
      Szkoda, że z czasem tracimy tę dziecięcą prostotę patrzenia na świat. I na siebie samych.

  • Koncern Nivea miał kiedyś taką kampanię z modelkami „size plus” i też oni (a może to już inna firma) poprosili kilka osób o opisanie samego siebie profesjonalnemu portreciście, który miał sporządzić rysunek na podstawie tych opisów. Poprosili różwnież osoby postronne, żeby opisały wygląd tych osób. Portrety drastycznie się różniły, na niekorzyść „autoportretów”. Lustro nie kłamie to my to robimy.

    Kult ciała to nie nowość, kanony piękna się zmieniają, ale ludzi zawsze będą dążyć do „perfekcji”. Osobiście nie uważam to za nic złego, jednak przedstawianie nierzeczywistych i podreperowanych zdjęć i wciskanie, że to prawda, szczególnie młodym dziewczyną… Z tym po prostu się nie zgadzam. Jeżeli chce się coś zmienić w sobie to proszę bardzo, ale nie na stole operacyjnym tylko na siłowni i w kuchni. Nie o to chodzi, że ktoś ma wady, tylko o to, że nie jest wstanie pogodzić się z nimi przez presję społeczeństwa. Moja rada: po pierwsze pokochaj siebie, po drugie zadaj sobie pytanie, czy dalej obchodzi cię zdanie innych?

    • Ja pamiętam reklamę Dove „Real Beauty” z kobietami o bardzo naturalnych kształtach właśnie. Firma zebrała sporo aplauzu za takie podejście do kobiecego ciała. W sumie za tym też na pewno kryje się pewna strategia marketingowa. Pokazujemy prawdę, bo nikt inny jej nie pokazuje. Ale lepiej sprzedawać kremy w ten sposób niż wmawiać kobietom, że zdziałają cuda.
      No tak, to co widzimy w lustrze jest zawsze prawdą. A to, co chcemy dostrzec często pobożnym życzeniem 🙂

  • pannaM

    Niby te wszystkie reklamy już na mnie nie działają tak jak kiedyś, bo wiem, że króluje w nich zafałszowanie rzeczywistości, jednak wciąż nie jestem na tyle silna, by nie ulegać presji bycia idealną… jak napisałaś, jestem jeszcze po prostu zbyt słaba.

    • Tak naprawdę większość z nas jest jeszcze ciągle w drodze do niezależności. To trwa.
      I każde małe zwycięstwo w uleganiu presji doskonałości jest ważne 🙂

  • Ideologie i sugestie są nieodłączną częścią reklam. Nie ma się co łudzić, że jakakolwiek reklama w mediach jest pozbawiona swego rodzaju przekaźników i sygnałów, które w jakichś sposób mają oddziaływać na odbiorcę. 😉 W tym wypadku przekaz jest jasny, i wiadomo, że nie chodzi tylko o te biedne staniki. Kult szczupłej (chudej?) sylwetki to już na tyle duża część może nie tyle kultury, co ludzkich oczekiwań względem kobiet, że nie da się od tego uciec. Warto jednak pamiętać, że na tym świat się nie kończy, a nie wszystkie oczekiwania są słuszne i uzasadnione.
    Ja jestem chuda – właściwie to prawdziwy chudzielec ze mnie. Dlaczego? Moje prywatne upodobania. Moja prywatna wizja mnie, która najbardziej mi odpowiada. Niemniej – uważam, że nie ma jednego, ustalonego kanonu piękna. Kanon piękna to gust osoby, która ma kontrolę nad swoim ciałem. Jeśli dobrze się w nim czuje, niezależnie od rozmiaru – to jest najważniejsze.

    • Zgadzam się, wiele reklam zawiera podprogowe przekazy, może nie tak oczywiste jak ta, ale spełniające swoją rolę. To my odbiorcy musimy być na tyle mądrzy, żeby je wyłapywać.
      Ja też należę do chudzielców 🙂 Ale wcale nie uważam, że to najpiękniejszy model kobiecej sylwetki. Podobają mi się kobiety, które mają nawet trochę bardziej obfite kształty ale są proporcjonalne, wysportowane i zadbane.

  • Świetny artykuł, dzięki!

  • Hmm..Wydaje mi się, że nie ma co się tak wzruszać nad tymi reklamami. Nie wiem, dlaczego tyle kobiet czuje się tak oburzonych, przecież modelki victoria secret nie są wychudzone, są po prostu szczupłe, zdrowe. Nie mam takiego ciała, ale wyglądam i czuję się dobrze i cały czas walczę o lepszą siebie, ponieważ zdjęcia takie jak te są dla mnie motywacją i zamiast mieć od razu sceptyczne nastawienie warto podejść do tego jak ja, tak mi się wydaje.

  • Nie pochylam się nad tego typu przekazami, to reklama, może krzywdząca, może rzeczywiście warto byłoby zmienić ton i język, nie przekazywać tego typu komunikatów, co może być krzywdzące dla młodych dziewczyn…dla mnie jest to rzecz niegodna uwagi. Totalnie nie ma wpływu na to, co myślę o sobie

  • pieprzenie i robienie problemu z niczego. grupa tych studentek musiała mieć ogromne kompleksy, skoro chciało im się zajmować taką pierdołą, jak reklama stanika. normalnych, pewnych siebie dziewczyn (bez względu na typ figury) po prostu by to nie obeszło.