my, kobiety z sieci

kobiety z internetu

 

My, kobiety z sieci, nie patrzymy sobie w oczy. Nie witamy się całując powietrze, tuż obok upudrowanych policzków. Omija nas śmieszna pantomima, odgrywana po to, żeby uratować świeżo nałożoną szminkę.
Prawdę mówiąc u nas nie ma żadnej szminki. Nie ma nic na pokaz, bo możemy ukryć się wygodnie za nieprzepuszczalnym dla wzroku monitorem. I wymyślić siebie na nowo za pomocą słów i znaków.
Nie ma więc żadnej szminki, która ubrudziłaby kubek kawy, stojący obok. Jest tylko cichy szum komputera i miarowy rytm kliknięć. Jest okno na świat, dużo większe niż to, które odbija się światłem w monitorze. A ten świat dużo bardziej przyjazny, niż majacząca za firanką ulica, pełna szarych ludzi.

 

My, kobiety z sieci rozpoznajemy się po awatarach i zmyślonych nickach. Każda z nas jest skrótem samej siebie, esencją wyciśniętą z fantazji i odwiecznych upodobań. Plus strzępek imienia, bo chciałoby się zachować szczątkową tożsamość. Plus kilka cyferek, bo to jakaś data, albo program tak kazał. Albo całkiem bez sensu. Całkowicie sensowne są tylko te, które występują tu na serio. Które znamy z nazwiska, przyjemnego zdjęcia z przyjemnym uśmiechem i całkiem poważnego budowania marki osobistej. Ale o nich tylko pozornie wszystko wiadomo. Zazwyczaj ważą słowa i poglądy z aptekarską precyzją, hojnie rozdając tylko to, w czym są specjalistkami. A my subskrybujemy i podziwiamy. Lubić zaczynamy dopiero, gdy pokażą nam coś spoza kadru: oczko w rajstopach albo psa o łobuzerskim uśmiechu. Najszybciej kupujemy to, co niedoskonałe, jakby żywcem wyjęte z prawdziwego świata. Nasze lajki żyją własnym życiem i płyną w nieoczekiwanych kierunkach.

 

My, kobiety z sieci znamy się doskonale i nie znamy wcale. Wirtualna przyjaciółka jest mozaiką zdjęć z Instagrama i fragmentów zwierzeń. Szczera do bólu prawda szuka sobie miejsca wśród przyjemnie nieszczerych obrazków. Próbujemy więc dopasować rozsypane elementy układanki, stosując wszędzie filtry własnych wyobrażeń. Ciągnie nas do siebie podobieństwo dusz i życiorysów. Pokonujemy niemożliwą do pokonania przestrzeń. Nawiązujemy więzi, które miały nigdy nie powstać. Mocno, na supełki. Oszukujemy los, który rozrzucił nas po odległych miastach i krainach. W miejscach, w których nigdy nie byłyśmy, odnajdują się nasze życiowe bliźniaczki. Bliższe i lepiej poznane niż sąsiadki zza ściany. My, kobiety z sieci, zamknięte w ciasnej samotności czterech ścian, tęsknimy do pierwotnych wspólnot, znanych z opowieści naszych mam i babć.

 

My tu w sieci rozmawiamy ze sobą ładnie, okrągłymi zdaniami. Mało tu przestrzeni na szepty, czarny PR, czy plotki. Większość rozmów toczy się jawnie, a to co raz napisane, na zawsze tu zostanie. Wredne myśli, które w prawdziwymi życiu mogłyby boleśnie zranić, prawie nigdy nie dotykają klawiatury. Śmiesznie czysty język rzadko potyka się o kurwy albo włazi w gówno. Co najwyżej gubi gdzieś przecinki i wielkie litery. Stworzyłyśmy sobie świat przyjemnego wymieniania opinii. Opowieści, porad i okrzyków zachwytu. Z rzadka zapuszczamy się w odległe zakątki hejtu i agresywnych dysput, w których nikt nikogo nie przekona. Tam, gdzie niepodzielnie rządzi testosteron. My, kobiety z sieci, wyżej cenimy to, co przyjemne, niż boleśnie szczere.

A najbardziej wyrafinowaną formą zemsty jest cisza, lekceważenie i… unfollow.

 

PS Kobiety z sieci, jeśli odnajdujecie się w tym, co napisałam, odezwijcie się komentarzach, dajcie lajka albo follow! Do wyboru Facebook i Bloglovin 😉

 

gosia

 

.

zdjęcie

  • Wspaniały tekst. Cała prawda o nas – kobietach w sieci

  • Pytanie tylko, dlaczego te kobiety wierzą w tę iluzję? Że lepsze jest przyjemne niż boleśnie szczere? Nasuwają mi się pewne wnioski, jednak wolę zapytać. To zawsze wzbogaca.

    • Myślę, że tworzymy sobie tu w sieci przyjemne miejsca, blogi i profile, do których chętnie się powraca. Tak, to odskocznie od rzeczywistości. Ale też możliwość podzielenia się problemami, uzyskania rady, czy wsparcia. Na tym właśnie polega tęsknota za kobiecymi wspólnotami, które już zanikają. Dlatego w sieci szukamy dobrych relacji z kobietami podobnymi do nas, zamiast kłótni i rywalizacji. Myślę, że mężczyznom w internecie łatwiej przychodzi brutalna szczerość i forsowanie swoich opinii. My najczęściej chcemy sobie po prostu pogadać.

  • Poza tym czasem łatwiej się odsłonić w internecie, kiedy nie rozmawiasz z kimś twarzą w twarz, a jedynie piszesz… Wtedy łatwiej pisać „o wszystkim”, co czasem ma swoje zalety.
    Tak czy inaczej miło jest mieć taką „odskocznię” 🙂

    • To prawda, są rzeczy, o których nie mówimy najlepszym przyjaciółkom, ale wyrzucamy z siebie w sieci.

  • Czasem łatwiej powiedzieć coś więcej osobie zupełnie na nie znanej, z tej rzeczywistej strony, niż komuś bliskiemu. Nie chcemy być od razu skazane na ocenę, bo taka bardziej boli. Tak jest po prostu wygodnie 🙂

    • A poza tym ludzie którzy nas znają w rzeczywistości, patrzą na nas przez pewien filtr, tego, co „już i tak wiadomo”. A tu każdy jest czystą kartą, przynajmniej z początku i może opowiedzieć swoją historię od nowa.

      • Mnie się po prostu zdarzyło, że osoba, która powinna mnie znać – tak myślałam – wiedziała o mnie mniej niż osoby, które znają mnie tylko z postów. Jej ocena sytuacji miała się nijak do rzeczywistości. Więc pytanie, skąd ten filtr się bierze? W jaki sposób go nakładamy?

        • Gdy znamy się bardzo długo, ginie gdzieś ciekawość drugiego człowieka. Zaczynamy wyrabiać sobie o nim opinię i bierzemy pewne rzeczy za pewnik. A w międzyczasie umyka nam to, że ta druga osoba się zmienia, nabiera doświadczenia, dorasta. Albo że ma swoje tajemnice i takie życie wewnętrzne, o którym nie mamy pojęcia. Bo nigdy nie przyszło nam do głowy się tym zainteresować.
          A tu w sieci często dzielmy się właśnie tymi najbardziej osobistymi przemyśleniami, dając się poznać z zupełnie innej strony.

          PS Jestem przekonana, że ludzie, którzy znają mnie w realu, są nieźle zaskoczeni poznając mnie „od środka” na blogu 😉

  • Komunikacja, jaka zachodzi pod wpisami na blogach to coś naprawdę fajnego. Po pierwsze to bardzo miłe dla autora, a po drugie to dobra forma nawiązania kontaktu, podzielenia się swoją opinią, swoimi obawami i swoimi sukcesami. Cieszę się, że wśród blogerek panuje wzajemny szacunek i budowanie więzi. To taki mały świat zupełnie inny od tego na „zewnątrz” 🙂

    • Mi też bardzo odpowiada ten standard rozmów pod postami. Spokojne, szczere wypowiedzi, rady, życzenia i słowa wsparcia. Czasem dyskusje.
      Oczywiście są wyjątki 😉 Ale one właśnie potwierdzają regułę 🙂

  • Instagram i blog to ważna i naprawdę fajna część mojego życia. Poznałam sporo wartościowych kobiet, kilka z nich stało się moimi mentorkami, moją inspiracją. Ale dopiero kiedy ułożyłam sobie w głowie tę całą kwestię internetu, uświadomiłam, że to nigdy nie będzie do końca prawdziwe, zawsze zostanie przynajmniej ten 1% niepewności, dopiero wtedy nauczyłam się czerpać z tego dobro. Wcześniej była złość, zazdrość, smutek, bo ktoś jest lepszy, bo ja tak się staram i mnie nie doceniają jak ją. Wszystko więc zaczyna się od świadomości – co tak naprawdę jest dla mnie w życiu ważne, dlaczego robię to co robię i czy chcę to kontynuować.

    • Ja mam podobnie, blogowanie i w ogóle internet sprawił, że poznałam wiele wspaniałych kobiet i ma to ogromne przełożenie na moje życie 🙂
      Ale wiesz, trzeba też mieć świadomość, że każda z nas się tu w jakimś stopniu kreuje. Choćby w niewielkim. Dlatego właśnie dystans i trzymanie się własnej drogi jest szalenie ważne 🙂

  • W samo sedno! I jak pięknie napisane: poezja słów i metafor bez niepotrzebnego nadęcia. Cudowny post. I jaki prawdziwy.

  • Cudownie malujesz rzeczywistość, uwielbiam czytać Twoje teksty…są takie piękne.

    • Ty wiesz, jak mi sprawić przyjemność 😉 :*

  • Super napisane! Bardzo odnajduję się w tym tekście 🙂

    • Miałam właśnie nadzieję, że to tekst o wielu z nas 🙂

  • Też się czuję taką kobietą z sieci bo dzięki internetowi, mojemu pierwszemu blogowi ja dalej jestem. Gdybym 2,5 roku nie odważyła sięw wypowiedzieć swoich myśli na łamach bloga, nei dałabym sobie rady a właśnei w tych kobietach z sieci znalazłam wsparcie – ogromne.. teraz są już realnymi przyjaciółkami 🙂

    • A więc to prawda, że pisanie i wirtualne znajomości mają czasem wręcz działanie terapeutyczne. Super 🙂

  • Mam dziś sporo wejść z Twojego bloga – więc myślę: zajrzę, zobaczę czy nie napisałaś nic pt.: „Okularnica znowu siedzi i się wymądrza.” 😀

    Gosia, powiem Ci tak szerze, że niekiedy od tego, co przyjemne, niż boleśnie szczere to aż mdli. Lukier, lukier, lukier, więcej lukru niż na niejednej kulinarnej stronie. 😉