nieśmiała & pewna siebie

Splatam te słowa klamrą, gdyż rzadko można zobaczyć je obok siebie. Czasem zestawia się je tylko w celu podkreślenia ich sprzeczności. A ja dziś chciałabym pokazać, że niekoniecznie muszą być dwoma biegunami. Mogą dotyczyć jednej i tej samej osoby, jak dwa demony, z których każdy ożywa w innych okolicznościach. Można je w sobie pomieścić i okiełznać. Wiem, że nieśmiałość jest często zaciekle zwalczana. Ale zaakceptowana i wsparta fundamentem pewności siebie, staje się cechą tak naturalną jak piegi. Ja uwielbiam piegi. Tobie mogą się podobać lub nie, lecz z całą pewnością nie powinny przeszkadzać Ci w życiu. 

 

nieśmiała i pewna siebie

Bardzo wielu z nas ma za sobą podobną historię. Byłam/byłem nieśmiałym dzieckiem i nastolatkiem. Czerwieniłam się, gdy ktoś mnie o coś zapytał. Wstydziłam się zabrać głos w większej grupie ludzi. Podnieść rękę, nawet gdy znałam prawidłową odpowiedź. Przerażało mnie poznawanie nowych osób… Pociągnij dalej swoją wyliczankę.

Wraz z upływem czasu zazwyczaj się to zmienia. Trochę dlatego, że okoliczności zmuszają nas do większej interakcji ze światem. Dorosłość po prostu wymaga brania spraw w swoje ręce. Coraz częściej jesteśmy zmuszeni coś załatwić, z kimś porozmawiać, a to wymaga przełamania wewnętrznych barier. Im częściej wychodzimy do ludzi, tym łatwiej nam to przychodzi. 

Dzieje się tak również dlatego, że pracujemy nad sobą. Nie trzeba być mistrzem samorozwoju, aby z wiekiem dojrzewać i zmieniać się na lepsze. Poznajemy swoje możliwości, podejmujemy wyzwania, odnosimy sukcesy. Uczymy się nawiązywać bliskie relacje. To wszystko pozwala nam mierzyć się z życiem o wiele odważniej, niż temu nieśmiałemu dziecku z ostatniej klasowej ławki. 

A jednak nieśmiałość pozostaje głęboko zakorzeniona w naturze wielu z nas. Zazwyczaj wypływa na powierzchnię w towarzyskich albo stresujących sytuacjach. Bywa, że i w tych najbardziej intymnych. I wtedy mówimy sobie: cholera, jestem dorosłym człowiekiem, potrafię ostro negocjować koszty z klientem, a wstydzę się opowiedzieć dowcip w gronie znajomych. Na tym właśnie polegają siedzące w nas sprzeczności. 

Nieśmiałość nie zawsze wynika z kompleksów. Nie musi być skutkiem traumatycznego dzieciństwa i niskiej samooceny. Czasem wiele z tych rzeczy przepracowujmy w ciągu życia, a ona wciąż pozostaje naszą wierną towarzyszką. Nieśmiałość jest więc po prostu jednym z rysów charakteru. Wielu z nas  posiada introwertyczną naturę i cały wachlarz związanych z nią zachowań. Bardzo trafnie opisała to Ania w swoim artykule  „Jak otworzyć introwertyka”. Co jakiś czas do niego wracam i przed napisaniem tego tekstu przeczytałam go jeszcze raz. Ania prezentuje bliski mi pogląd: natury człowieka nie da się zmienić. Można ją natomiast zaakceptować i szczęśliwie z nią żyć. 

Bowiem bardzo często to inni ludzie wmawiają nam, osobom nieśmiałym i introwertykom, że coś jest z nami nie tak. I stąd bierze się presja zmiany za wszelką cenę, dostosowania się do otocznia. Owszem, pewne zmiany są dobre i możliwe, ale nie wtedy, gdy wywołują frustrację i godzą w fundamentalne cechy naszej osobowości. Introwertycy to bardzo często stabilni ludzie o zdrowym poczuciu własnej wartości. Po prostu pewne społeczne zachowania przychodzą nam z większym trudem. 

Robię w myślach przegląd zachowań, w których nieśmiałość bierze u mnie górę i sytuacji, w których czuję się zupełnie swobodnie. Jak zwykle, pełno we mnie sprzeczności 🙂 I jak zwykle lubię sobie to wszystko nazwać i uporządkować. 

Kiedy jestem nieśmiała

  • Gdy znajdę się w gronie osób, które dobrze się znają i mają swoje własne sprawy, tematy i tajemnice. Zwłaszcza jeśli jest to duża, rozgadana grupa. Nieraz potrzebuję naprawdę sporo czasu, żeby poczuć się nieco swobodniej i w ogóle otworzyć usta.
  • W sytuacjach oficjalnych typu zebranie, wykład, seminarium. Jeśli mam zadać pytanie i wiem, że zwrócę tym powszechną uwagę, bardzo ciężko mi się przełamać. Muszę być naprawdę pewna tego, co chcę powiedzieć i mocno zdeterminowana. 
  • Gdy rozmawiam z kimś, kto mówi bardzo dużo i bardzo pewnie. Zwykle w takiej sytuacji czuję się przytłoczona taką osobą i trudno mi w ogóle zebrać myśli oraz znaleźć odpowiednie słowa. Błyskotliwe riposty przychodzą mi do głowy dopiero po czasie 😉 A poważnie, zdarzają się osoby, przy których nie umiem wykrztusić słowa. Taka aura albo chemia, albo… arogancja po prostu. 
  • Kiedy muszę gdzieś zadzwonić. Nawet nie chodzi tu o załatwienie oficjalnej sprawy typu złożenie zamówienia. Mam na myśli sytuacje, w których wypadałoby złożyć komuś życzenia, albo po prostu zadzwonić, żeby pogadać. Nie lubię rozmawiać przez telefon. Na palcach jednej ręki policzę osoby, z którymi gada mi się dosyć swobodnie. 
  • Nie umiem się targować i bardzo nie lubię zwracać towaru, ani zgłaszać reklamacji. 

 

Kiedy jestem pewna siebie

  • Analogicznie, gdy to ja znajduję się w grupie ludzi, których znam i wśród których dobrze się czuję. Najlepiej jeśli nie jest to zbyt dużo grono, max 5-6 osób. Zauważyłam, że w mniejszych grupach zdecydowanie łatwiej mi się odnaleźć.
  • Ogólnie nie mam też problemów z nawiązywaniem nowych znajomości. Czasem nawet sama wychodzę z inicjatywą. Dużo oczywiście zależy od okoliczności i osób, które poznaję. Ale, chociaż small talk nie jest moją mocną stroną, zazwyczaj poznawanie ludzi sprawia mi przyjemność. O ile nie jest to sytuacja: ja kontra dziki, nieznany tłum 😉
  • Nie mam też trudności z mówieniem bardzo osobistych rzeczy osobom, które dobrze znam i którym ufam. Długie rozmowy o życiu to zdecydowanie mój klimat. Oczywiście do pewnych granic. I ma się rozumieć to funkcjonuje w sytuacji face to face, nigdy w dużym gronie.
  • Zazwyczaj umiem upominać się o swoje i zwracać uwagę, gdy coś mi nie pasuje. Jak również pytać, gdy czegoś nie rozumiem lub prosić, gdy coś jest mi potrzebne. Czasem, przyznaję, przychodzi to z trudem, ale staram się przełamywać. 
  • Wystąpienia publiczne… najchętniej umieściłabym gdzieś po środku. Nie lubię i stresują mnie. Ale nie przerastają. Kiedyś, po wygłoszeniu prezentacji usłyszałam, że sprawiam wrażenie spokojnej i pewnej siebie. Oczywiście było zupełnie inaczej, bardzo się denerwowałam. Ale to mi dało do myślenia. Okazuje się bowiem, że pewnych oznak nieśmiałości po prostu nie widać i ja je niepotrzebnie rozdmuchuję. Już sama tego świadomość dodaje mi pewności siebie. Od tamtej pory wiem, że jeśli solidnie się przygotuję i popracuję nad spokojnym oddechem, dam radę z każdym publicznym wystąpieniem. 

 

Nie napisałam nic o sytuacjach damsko-męskich. A przecież w nich nieśmiałość mocno daje się we znaki. Cóż, według mnie miłość, czy też zakochanie ma to do siebie, że wywraca wszystko do góry nogami. Onieśmielenie przychodzi nagle i odcina dostęp do sprawdzonych zajawek. Albo wręcz przeciwnie, determinacja dodaje skrzydeł najbardziej szarej z szarych myszek 😉 A mówiąc serio, tym co najbardziej powstrzymuje nas przez wychodzeniem z inicjatywą wobec płci przeciwnej jest pierwotny lęk przed odrzuceniem. Tak samo silny u osób nieśmiałych, jak i bardzo pewnych siebie. 

 

Tak, wiem, nieśmiałość potrafi uprzykrzyć życie. I tam, gdzie tylko można należy nad nią pracować. Jednak niech te wysiłki nie wykorzenią z nas tego, co najpiękniejsze. Pewnej naturalnej ciszy, którą nosimy w sobie. Spokoju, który potrafimy wnieść w życie innych ludzi. I przede wszystkim nie róbmy sobie krzywdy, zmieniając się na siłę. Ponieważ często obok słowa „nieśmiałość” pojawia się „walka”. A walcząc z integralną częścią własnej natury zawsze ponosimy rany. 

 

gosia

zdjęcie

  • O jej! Jestem pierwszy raz u Ciebie i…. Jakbym czytała o sobie. Masz dar pięknego ubierania w słowa swoich myśli 🙂 bardzo podoba mi się tekst. Będę odwiedzać! Pozdrawiam.

    • Dziękuję! Bo, mam takie wrażenie, to o wielu z nas. Pozdrawiam 🙂

  • Pamiętam jak kiedyś chciałam ze sobą walczyć aby przestać by taką nieśmiałą osobą. Okres takie buntu wobec swojej natury trwa wiele lat i, i tak nic nie przyniósł. W zasadzie tylko jeszcze większy lęk przed czynami. Obecnie zaczyna mi to samo przechodzić. Nie zmieniałam się na siłę, samo przyszło. Ciekawe czy kiedyś osiągnę stan osoby, która nie boi się np. dzwonić. 🙂

    • Ja mam podobne doświadczenia. I oczywiście też ciągle chciałabym czuć się swobodniej wśród ludzi. Ale już teraz nie robię nic na siłę. Tak jak piszesz, to samo w jakimś stopniu przechodzi.
      Ja nie liczę na to, że kiedyś polubię dzwonienie 😉

  • Bardzo mi miło, że mój tekst na coś się przydaje 🙂 dziękuję! Gdybym miała wymienić sytuacje, w których najchętniej bym się schowała pod kocem i takie, w których czuję się swobodnie, to moje listy byłyby bardzo podobne jak u Ciebie. Ciekawie to wygląda w pracy: gdy dzwoni do mnie jakiś rozwrzeszczany Niemiec, to umiem być pewna siebie, załatwić sprawę, nawet udowodnić mu, że nie ma racji. Ale wolałabym, żeby jednak nie dzwonił…

    • Twój tekst otworzył mi oczy na parę rzeczy. Także ja również dziękuję 🙂
      Widzę, że z Ciebie jest ostra kobitka, kiedy trzeba. Bo tak to właśnie jest, gdy trzeba, potrafimy wspiąć się na wyżyny asertywności… a potem same się sobie dziwimy, że to możliwe 🙂

  • Nie uważam się za nieśmiałą osobę, a jednocześnie bywam nieśmiała w sytuacjach wymienionych przez Ciebie. No, może z reklamacjami radzę sobie nieźle 🙂 Myślę, że trudno być jednoznacznie pewnym siebie lub nieśmiałym. Czasem pewność siebie jest pozorna, wynika z chęci zrobienia wrażenia, bo to społecznie mile widziane, by być pewniakiem. Otóż nie zawsze. Lubię takich ludzi, a jednak głębiej zapadają mi w pamięć i bardziej cenię ludzi, którzy akceptują swoją „nieśmiałość” i czują się z nią dobrze. Mówią, gdy mają coś do powiedzenia, ale jak już powiedzą, to szczęka opada! 🙂
    To się czuje, jeśli ktoś żyje w zgodzie ze sobą. Ważne, by się nie zasklepiać ani w swojej nieśmiałości ani też nie być zapatrzonym w swoją pewność siebie. Mówię to ja, w tłumie niezbyt pewna, za to gdy mi dają pod opiekę pół setki ludzi, jestem pewna siebie niczym lwica. Matka takiej dżungli musi mieć posłuch, a jednocześnie umieć słuchać 😉

    • Tak, masz rację, są ludzie którzy doskonale ukrywają nieśmiałość pod pozorną pewnością siebie. To można zazwyczaj wyczuć. Myślę, że to jest jakąś strategią radzenia sobie z nieśmiałością, ale chyba nie najlepszą. Ja również wolę autentycznych ludzi, którzy potrafią żyć w zgodzie ze sobą.
      Wyobrażam sobie, że pewność siebie to podstawa w Twoim zawodzie 🙂 I że potrafisz być najprawdziwszą lwicą!

  • Frida

    Tak naprawdę bycie pewnym siebie czy nieśmiałym to kolejne ujmowanie w ramy, które tak naprawdę są bardzo płynne. Jakby nie patrzeć nosimy w sobie jak gdyby różne natury które ujawniają się zależnie od sytuacji przecież. I jasne, coś w nas nieraz wyraźnie dominuje ale jednak…nie jesteśmy jednoznaczni. Sama jestem uznawana przez wiele osób za strasznie pewną siebie, tym bardziej, że stres np. poznawania nowej osoby choćby mobilizuje mnie do gadania, zamiast paraliżować, zawsze wyrażam głośno swoje zdanie ale wiem też, że w pewnych momentach cóż..wstydzę się że tak to powiem i słowa z siebie wydobyć nie mogę. Mimo wszystko, mimo tego, że dominuje we mnie ta pewna siebie istota:)
    I cóż…tu się zgodzę, sprawy damsko- męskie to zupełnie inny rodzaj też nieśmiałości, jeśli tak można rzec:) Chociaż, z tym też jakoś problemów nigdy nie miałam 😀

    • Tak właśnie myślałam, że Ty jesteś z tych pewnych siebie dziewczyn 😉
      No i mniej więcej to chciałam pokazać, że w każdym człowieku czasem odzywa się nieśmiałość, a czasem duża odwaga. Ważne żeby nie dać się zaszufladkować. Bo jak ktoś o sobie myśli „jestem nieśmiała”, to może działać jak autosugestia. I taka osoba wiele rzeczy już sobie odpuszcza. A czasem można siebie samego nieźle zaskoczyć 😉

      • Frida

        O to nawet na blogu takie wrażenie sprawiam, no patrz:)
        Właśnie, wszystko zależy od sytuacji a cóż…pewne etykietki wręcz potrafią uprzykrzyć nam życie, jak nosimy w sobie wewnętrzne przekonanie o sobie, nie zawsze trafne i nie umiemy się z niego wygrzebać nieraz…Tylko oby to były częściej te miłe zaskoczenia 😀

        • Heh, chyba tak. Całokształt sprawia takie wrażenie 😉
          Zazwyczaj te etykietki, które sami sobie przyczepiamy nie są pozytywne. Tylko jakoś ciągną nas w dół. Więc miło jest czasem odkleić coś takiego i odkryć siebie na nowo 🙂

  • Świetny teks, praktycznie perfekcyjnie odzwierciedla mnie. Niby jestem takim introwertykiem ale z drugiej strony lubię pytać, lubię mówić swoje zdanie. I jestem raczej osobą która silnie kroczy do swojego celu nawet jeśli innym się to nie podoba. Więc nie wiem chyba taki mieszaniec ze mnie, pozdrawiam 🙂

    • Pewnie taki właśnie mieszaniec, jak i ja 😉
      Bo przecież introwertyzm to nie wyrok. Naprawdę, jesteśmy silniejsi niż nam się czasem zdaje.

  • Chyba każdy ma takie sytuacje, w których czuje się pewnie i komfortowo, a czasami po prostu mamy ochotę uciekać gdzie pieprz rośnie. Mnie zazwyczaj przeraża poznawanie nowych osób, szczególnie w grupach większych niż 1 osoba na raz 😀 Dobrze się czuję w towarzystwie osób, z którymi jestem blisko i które wiem, że mnie nie oceniają. Ponieważ jestem czuciowcem, zazwyczaj dobrze wyczuwam atmosferę rozmowy i kiedy ktoś przy mnie się spina, w efekcie spinam się też ja.

    • A wiesz, że ja też tak mam? Nastawienie innych osób często przechodzi na mnie. Na przykład silnie odbieram osoby nerwowe. I nauczyłam się już, że lepiej unikać tych, którzy mają na mnie negatywny wpływ.

  • Coś w tym jest! Ja w sumie też bywam bardzo nieśmiałą osobą, a czasem jestem aż za pewna siebie. Takie 2 oblicza kobiety :p Ale nie mogłabym tego podzielić tak jak Ty. Zależnie od nastroju mogę być nieśmiała lub pewna siebie wśród bliskich osób, albo w nowym otoczeniu. Bardzo dużo zależy od tego jak czuję się w danym towarzystwie, lub od tego co chce zrobić czy powiedzieć.

    • Często kiedy czytam u Ciebie o przekraczaniu strefy komfortu, myślę sobie że to są doskonałe ćwiczenia dla osób nieśmiałych. Tak jakbyś właśnie rozumiała na czym to wszystko polega 🙂

      • odkąd przeczytałam ten wpis to prawie codziennie o tym myślę. Zastanawiam się, czy jestem bardziej pewna siebie, czy bardziej nieśmiała. Masakra :p

  • Przez całe dzieciństwo i czasy późno szkolne zmagałem się z nieśmiałością, o dziwo z wyłączeniem sytuacji, w których musiałem o coś zawalczyć, czy wręcz o coś się pokłócić – wtedy jak lew. Potem ktoś mądry podpowiedział mi bardzo skuteczną metodę: nie rozmyślaj, nie zastanawiaj się, nie analizuj dwadzieścia razy tego, że musisz coś zrobić/załatwić/wystąpić, tylko rób to od razu, na żywioł, możliwie przebojowo. Działa do dzisiaj, zbawienna metoda dla nieśmiałych – jak już się przełamiemy raz, drugi, piąty, to zaczynamy podchodzić to sytuacji wcześniej nas paraliżujących z rezerwą, a z biegiem czasu zaczynamy się śmiać i drwić sami z siebie, że jeszcze miesiąc temu coś sprawiało nam wielki (wyimaginowany) problem, a teraz bierzemy to na miękko.

    • Mam podobnie. Im szybciej działam, tym mniej czasu tracę na niepotrzebne rozkminy i nerwy. Chciałabym zawsze się stosować do tej zasady, ale różnie to bywa… Czasem analizowanie jest naprawdę przekleństwem i odbiera całą odwagę.
      Zapamiętałam sobie z jednego wykładu:
      „- Puk, puk. – strach puka do drzwi.
      Otwiera mu odwaga. A tam nikogo nie ma.”

  • Margerytka

    To takie prawdziwe co napisałaś… odnajduję samą siebie w tych sprzecznościach ale też… łatwiej mi zrozumieć bliską mi osobę 🙂 uściski 🙂

    • Cieszę się! Ściskam również 🙂

  • Myślę, że moja nieśmiałość nie jest tak wielka, żeby w czymkolwiek przeszkadzała. Nawet nie wiem, czy to nieśmiałość czy niechęć do przekrzykiwania się. Jeśli w towarzystwie są hałaśliwe osoby, takie, co to zawsze maja coś ważnego do powiedzenia, najbardziej je słychać i widać, to automatycznie się wycofuję. Akurat w sferze zawodowej to jest mój minus, jestem o tym przekonana. Niestety, nie mam siły, ochoty, uważam to za poniżające, żeby za pomocą siły głosu zdobywać czyjaś uwagę, nawet jeśli to jest ważna osoba. Zresztą też wspomniałaś o podobnej sytuacji w swoim tekście. Nawet myślę, ze tu nie chodzi o nas, tylko o tych hałaśliwych – to chyba nie jest zbyt kulturalne, a że czasami popłaca? Trudno, ja naprawdę w ten sposób nie potrafię 🙂

    • Takie osoby potrafią być prawdziwą zmorą, to prawa. I chyba nie tylko nieśmiali mają z nimi problem. To kwestia pewnej kultury, masz rację. Ja też się wtedy nie szarpię, chyba że chodzi o coś naprawdę ważnego.

  • Do 16 roku życia byłam baaardzo nieśmiała. Czerwieniłam się gdy nauczyciel zapytał mnie o coś na lekcji, nie wspomnę o chłopakach, którzy mi się wtedy podobali… Z czasem (głównie dzięki pracy wakacyjnej ) stałam się tak śmiała, że teraz trudno mnie onieśmielić albo zawstydzić. W moim przypadku wynika to głównie z doświadczenia, niełatwych sytuacji, z którymi musiałam się zmierzyć itp. Ale masz rację- wciąż pozostają sfery życia, w których pozostaję nieśmiała i np. podczas rozmowy z kimś zabiera mi głos… Nie walczę z tym, ale uczę się, że można inaczej. Zaakceptowałam, że tak jest i wiem, że niektóe rzeczy można zrobić z mniejszym stresem (np. wystąpienia publiczne). Jeszcze wszystko przede mną! Dziękuję za wpis 🙂 – Emilia

    • Ale spektakularna zmiana, super 🙂 No i cóż, wszystkie doświadczenia jakoś rzeźbią nasz charakter, te dobre i złe. Mi też akceptacja bardzo pomogła. I paradoksalnie spowodowała dużo dobrych zmian.
      Dzięki, pozdrawiam 🙂

  • Ana

    Siostro! 🙂
    Też jestem tego typu osobą i pewne sytuacje budzą we mnie swego rodzaju skrępowanie. Dokładnie jak w Twojej liście „Kiedy jestem nieśmiała” – u mnie zgadza się właściwie w punkt. No, poza ostatnim, ale tylko w formie pisemnej/e-mailowej – gdy nie muszę tego robić osobiście lub telefonicznie 🙂 I z tymi telefonami jest już nieco lepiej, bo do znajomych wolę już dzwonić niż pisać, a praca oswoiła mnie z innymi rozmowami. Choć to akurat wciąż bywa trudne.
    „Kiedy jestem pewna siebie” – pod tym też właściwie spokojnie mogę się podpisać.
    Od zawsze byłam nieśmiała, peszyły mnie różne sytuacje, z których inni sobie nic nie robili, rumieńce kwitły, gdy tego nie chciałam, a więc kwitły jeszcze mocniej, ale jednocześnie potrafiłam zjednać sobie sympatię zupełnie obcych osób, nie bać się pójść sama na praktyki, gdy inni szli parami, przepytać ludzi na ulicy do sondy radiowej, pójść sama na mecz siatkówki, w końcu czuć się jak ryba w wodzie ogarniając imprezę po obronie koleżanki (właściwie organizują za nią:), na której nie znałam 3/4 obecnych… i takie sytuacje właściwie mogłabym mnożyć. I chyba mi jednak dobrze z tą moją nutką nieśmiałości na co dzień 🙂

    • No to się rozumiemy 🙂
      Fajnie jest odkrywać, że pomimo tej nieśmiałości z tak wieloma rzeczami umiemy sobie poradzić. Bo to oznacza, że ona nie jest paraliżująca i nie przeszkadza jakoś bardzo w życiu. Ja też czasem sama siebie zaskakuję pod tym względem. Ale nie wiem czy poszłabym sama na mecz siatkówki ;))

  • Mam wrażenie jakbym czytała o sobie z wyjątkiem wystąpień publicznych, które są daleko poza moją strefą komfortu, nie lubię ich i chyba dlatego ostatnie takie miałam na studiach 😉
    Mam wrażenie, że introwertycy są czasem traktowani jako ludzie gorszego sortu. Nie bez przyczyny o tym piszę, pamiętam jak ciężko było mi się otworzyć w mojej pierwszej pracy zwłaszcza na spotkaniach – kiedy jeszcze nie potrafiłam się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Z góry zostałam osądzona, przez osoby z ogromną pewnością siebie i jeszcze większym ego, jako „osoba mało ambitna”. Po latach wypracowałam, że w pracy nie ma sentymentów, a ja potrafię wyjść daleko poza strefę komfortu nie odczuwając uwierania. Łatwo jest ocenić innych powierzchownie nie zdając sobie sprawy z tego, że tam stoi osoba z takimi samymi uczuciami, która po raz kolejny musi coś przerabiać w swojej głowie.

    • Powoli zaczyna się doceniać introwertyzm i wrażliwość. Ale masz rację, w powszechnej świadomości człowiek sukcesu to wciąż ktoś wygadany i głośny.
      I to jest właśnie fajne, kiedy praca nas rozwija i pozwala pozbywać się ograniczeń 🙂 Nawet jeśli w głębi serca pozostajemy tak samo wrażliwymi istotami, przestaje nam to przeszkadzać w odnoszeniu sukcesów 🙂

      • Mam nadzieję, że introwertyzm jest doceniany przez wszystkich, a nie tylko przez nas samych. I liczę na to, że otworzą się oczy na to, że jednak każdy jest inny i ma inną wrażliwość w sobie. Bo mierzenie wszystkich własną miarą to takie – mam wrażenie – zaprzeszłe i mocno ograniczone myślenie 🙂