szeptem o poronieniu

szeptem o poronieniu

 

Wiecie, wcale nie dziwi mnie to, że kobiety zaczynają mówić o swoich ciążach dopiero po paru miesiącach. Najczęściej, gdy minie pierwszy trymestr i zrobi się w miarę bezpiecznie. Co w praktyce oznacza, że przeżywają te pierwsze tygodnie w milczeniu, w tajemnicy dzielonej intymnie z najbliższymi, z którymi można przeżywać nie tylko radość, ale też niepokoje i smutek. Na wypadek, gdyby nie daj Boże wydarzyło się coś złego. Początek ciąży to taki przedziwny czas, w którym już można się cieszyć, ale jeszcze nie do końca. Trzeba dbać o siebie i myśleć pozytywnie, ale nie wolno zbytnio przyzwyczajać się do myśli o macierzyństwie, bo jeszcze naprawdę wszystko może się wydarzyć. W praktyce te uczucia są zupełnie niemożliwe do pogodzenia. Nie istnieje taki rodzaj znieczulenia, który pozwalałby przyszłej matce myśleć o swoim dziecku: będzie, albo i nie. A jednak teoretycznie jest to najrozsądniejsze podejście, biorąc pod uwagę fakt, że 15-20% ciąż kończy się poronieniem. I są to jedynie te przypadki, o których kobiety wiedzą i z którymi zgłaszają się do lekarza. Czyli nie wszystkie.

 

Początek ciąży, to taki magiczny okres, w którymi dowiadujesz się, że tak naprawdę czas należy odmierzać w tygodniach. Okazuje się, że wiek Twojego dziecka i wiek ciąży wcale nie są tym samym, więc uczysz się przeliczać je w taki sposób, żeby wyobrazić sobie, jak wygląda mała istotka w Twoim brzuchu. Internet dostarcza Ci bardzo dokładnych informacji na ten temat, co jest naprawdę fajne. W ogóle Internet okazuje się Twoim największym błogosławieństwem i przekleństwem. Portale dla przyszłych mam są kopalnią wiedzy, której nie sposób uzyskać od lekarza w ciągu 15-minutowej wizyty. Z drugiej strony, to również źródło historii wszystkich potencjalnych komplikacji. Dowiadujesz się, że jest tysiąc możliwości, aby z Twoją ciążą coś poszło nie tak. Na przykład możesz nie zobaczyć bicia serca swojego dziecka na kolejnym USG. Oczywiście zdrowy rozsądek nakazuje odsuwać od siebie taki czarny scenariusz. A jednak są to scenariusze napisane przez prawdziwe życie. Czasem okazuje się, że dostałaś rolę w jednym z nich.

 

Ale żeby nie było tak dramatycznie: świadomość tego, że Twoja ciąża może zakończyć się niepowodzeniem pomaga, gdy to już faktycznie się stanie. Świadomość, która nie jest oczekiwaniem w panice na najgorszy rozwój wydarzeń, lecz raczej pewną wiedzą. Statystyki mogą straszyć, lub dawać nadzieję, lecz pewne jest to, że zawsze po prostu wpadniesz w któreś widełki. A procent, który opisuje Twoją sytuację dotyczy również kilkuset tysięcy kobiet, które wylewają takie same łzy i zadają sobie takie same pytania. A potem zazwyczaj zachodzą w kolejną, zdrową ciążę. I to jest ogromna szansa na to, że tym razem procenty będą po Twojej stronie. Pewnie dosyć sucho to brzmi, bo kobiecych łez rozczarowania, bólu i straty nie można tak po prostu osuszyć statystyką. Trzeba je wypłakać i to koniecznie. Ale mi osobiście cała ta wiedza w jakiś sposób pomogła. Uświadomiła mi, że poronienie, oprócz tego że jest osobistą tragedią, należy też do najbardziej naturalnych zjawisk na świecie. Jest doświadczeniem, które dzielą miliony kobiet. Jeszcze jednym ogniwem, łączącym życie ze śmiercią, płodność ze stratą, nadzieję z bólem i… jeszcze większą nadzieją na to, że życie jednak zwycięży. Tego wszystkiego nie wyczytasz oczywiście w liczbach. Ale zobaczysz to w oczach kobiet, które opłakują swoją stratę, a potem wstają, biorą się w garść i są gotowe kolejny raz podjąć próbę spełnienia swoich największych pragnień. Nie wiem, czy w jakiejkolwiek innej sprawie łączy nas taka sama kobieca determinacja. Ale łączy nas również pokora wobec tego, że nie na wszystko mamy wpływ. Czasem musimy po prostu zaufać naturze, która najlepiej wie, co robi.

 

Jestem pewna, że każda z Was zna co najmniej kilka kobiet, które straciły ciążę. Ale przypuszczam też, że oficjalnie się o tym nie mówi. I gdybyście potrzebowały takiej rozmowy, to ciężko byłoby się do kogoś zwrócić. Gdy mnie samą dotknęła strata dziecka, uświadomiłam sobie, że owszem, wiem o podobnych przypadkach wśród znanych mi kobiet. I że zawsze mówiono mi o tym ściszonym głosem, na boku, jakby szept miał ukryć przed światłem dziennym tę wstydliwą tajemnicę. Z jednej strony całkowicie rozumiem tę delikatność. Żadna kobieta nie chce, aby ktoś wchodził z butami w jej traumatyczne przeżycia, niepotrzebnie je przywołując. Z drugiej strony jednak… to nie jest tak, że nie mamy potrzeby o tym mówić. Myślę, że w wielu przypadkach po prostu izolujemy się ze swoim cierpieniem, nie wiedząc że tuż obok jest dziewczyna, którą spotkało dokładnie to samo. Paradoksalnie w anonimowym świecie internetu łatwiej jest znaleźć zrozumienie. Wiem o tym, bo szukając informacji, dotarłam do forów internetowych, na których kobiety dość otwarcie dzielą się swoimi przeżyciami. Swoją drogą jest to zupełnie inny świat, inny obraz macierzyństwa i związanych z nim problemów, niż ten, który znamy z dopracowanych notek na blogach.

 

Ja sama nie mam w zwyczaju udzielania się na kobiecych forach. Mam natomiast bloga, który już nie raz służył mi do dzielenia się trudnymi doświadczeniami. Zawsze, gdy piszę taki test, robię to z pewnej perspektywy, dopiero wtedy, gdy udało mi się z czymś uporać. Chociaż częściowo. Tak jest i tym razem. Myślę, że daliśmy sobie radę – bo przecież ta strata dotyczy w takim samym stopniu mojego Mężczyzny, który ogromnie mnie wpierał, ale również przeżył swoje. W ostatnim czasie nasze życie pełne jest zwrotów akcji. Było radosne zaskoczenie, gdy dowiedzieliśmy się, że zostaniemy rodzicami. A zaraz potem przyszło bolesne rozczarowanie… Mogę jednak z całą pewnością powiedzieć, że przyjęliśmy to wszystko, przeżyliśmy i zostawiamy za sobą. A dalej idziemy o wiele silniejsi, bo chyba nic tak nie cementuje związku, jak wspólne trudne przeżycia. Między innymi dlatego nie żałuję tej ciąży, nie mam do nikogo żalu, a z wszystkiego, co nas spotkało staram się wycisnąć maksimum dobrych rzeczy. Jedną z nich jest ten tekst.

Chociaż to oczywiście nie jest tak, że zupełnie nic już nie boli. Dlatego wyślijcie w naszą stronę parę ciepłych myśli 🙂 Są nam cholernie potrzebne.

 

gosia

 

 

 

 

zdjęcie

  • To, że właśnie teraz pojawił się ten Twój wpis to po prostu mega zbieg okoliczności – jak znak jakiś. Wiem, przez co przeszłaś.
    Temat dla mnie jest nie tyle wstydliwy, co bardzo delikatny. Co tu powiedzieć, żeby nie urazić? Każdy to przeżywa inaczej. W dodatku tu, na blogach, jest faktycznie trudno rozmawiać na tematy tak…biologiczne. Wiadomo, że fizjologia nie idzie w parze z idealnym wizerunkiem:)
    Ja napiszę tak: życie znajdzie drogę. Jestem przekonana, że ciała mają swoją mądrość i po prostu sobie poradzą. Za jakiś czas obie będziemy cieszyć się zdrowymi dziećmi 🙂 Trzymaj się ciepło. Wysyłam Ci ogromne wsparcie.

    • Sama się zastanawiałam, czy „wstydliwa tajemnica” to dobre słowa. Ja tak o tym nie myślę, raczej wyczuwam atmosferę wstydu i milczenia wokół tych tematów. Ale z drugiej strony, jak najbardziej masz rację, to bardzo delikatne sprawy i łatwo tu kogoś zranić.
      Pięknie to napisałaś 🙂 Ja też wierzę że tak będzie i przesyłam wspierające uściski :))

  • Po poronieniu natychmiast chciałam zajść w ciążę. Mam teraz dwoje fajnych dzieciaków, ale zawsze będę pamiętać, że ta pierwsza ciąża skończyła się tak nagle. O tym niestety nie da się do końca zapomnieć. Trzymaj się, będzie dobrze.

    • Lubię poznawać takie historie, bardzo podnoszą na duchu. Trzymam się, trzymam 🙂 Na razie planujemy ślub, kolejna ciążą na spokojnie, za jakiś czas.

  • Tak bardzo prawdziwie! Pierwsze tygodnie ciąży przeżywałam dokładnie tak, jak opisałaś: była radość, ale był też i strach, maleńkie ziarenko niepewności, wyrzuty robione samej sobie, że może za mało o siebie dbałam i za mało uważałam. Bałam się tym bardziej, że w mojej rodzinie wśród bliskich kobiet zdarzały się przypadki poronienia i innych komplikacji i widziałam jak bardzo to przeżywały. I gdy już minął ten krytyczny pierwszy trymestr, odetchnęłam z ulgą, widziałam Maleństwo fikające na usg, zdecydowałam się podzielić nowiną ze światem – wtedy w 18 tygodniu trafiłam do szpitala z silnymi skurczami. Pielęgniarki nie chciały mi mówić co się dzieje, bagatelizowały sprawę „ot, zwykła kolka”, ale diagnoza na karcie była jednoznaczna: poronienie zagrażające. Nigdy nie zapomnę tego strachu o Maleństwo i tej wdzięczności, jaką poczułam, gdy wszystko minęło i okazało się, że kryzys zażegnany, na samym strachu się skończyło. Paradoksalnie, wtedy chyba tak naprawdę mocno poczułam jak ważna jest dla mnie ta Mała Istotka, jak bardzo kocham, jak bardzo chcę być mamą i jak bardzo doceniam ten cud. Tak jakby los chciał mnie właśnie postraszyć, nauczyć pokory i wdzięczności.
    Gosiu, jestem pewna, że Ty ze swoją mądrością, spokojem i ciepłem będziesz umiała poradzić sobie z tymi wspomnieniami, choć na pewno nie jest to łatwe. I jeszcze bardziej jestem pewna, że kiedyś będziesz najlepszą mamą pod słońcem 🙂 przesyłam mnóstwo uścisków!

    • Chyba jestem w stanie wyobrazić sobie to, co przeżywałaś. Chociaż pewnie tylko częściowo, wiadomo, miłość do dziecka rośnie z każdym tygodniem ciąży. Całe szczęście, że skończyło się tylko na strachu, choć i ten strach to nic dobrego. Aniu, śledzę Twoją historię i z trzymam kciuki, za pomyślne rozwiązanie 🙂 Dzięki za wszystkie ciepłe słowa, ogromnie dużo dla mnie znaczą 🙂

  • ojj temat trudny. Ja – dzięki Bogu – nie poroniłam, pierwsza ciąża przebiegła bez komplikacji wiec nie spodziewałam si,ę jej też przy drugiej ale było inaczje i każdego dnia drżałam o tego mojego małego Groszka, co był silny . i długo o ciązy nie mówiłam, nawet najbliższym.. aż sami nie zauważyli… a strach nie minął i tak

    • Cieszę się, że mimo strachu wszystko dobrze się skończyło 🙂

  • To jest temat bardzo trudny, tak jak piszesz, często ludzie tę małą radość przeżywają wśród najbliższych, czasem jest to tylko w parach. Nie chcą zapeszać, starają się od lat i nic nie wychodzi lub zdarzają się poronienia i kolejne cierpienie. Jestem dosyć czuła w tym temacie, znam parę, która od lat starała się o dziecko, były poronienia, w końcu się udało. Jednak w otoczeniu często słyszeli pytania „kiedy w końcu będziecie mieli dziecko?” itp. Nie zdając sobie sprawy z tego jakie ludzie mają problemy. Kurcze, no trudny temat samego zajścia w ciążę, jak i jej utrzymania.

    • Wiesz, to jest jedno z najbardziej niedelikatnych pytań, jakie można zadać parze. Bo dziecka nie sprowadza się na świat pstryknięciem palców, czasem na drodze do rodzicielstwa staje ogromna liczba przeszkód i trudności. Chciałabym, żeby ludzie mieli trochę więcej wyobraźni w tej kwestii, zwłaszcza teraz, kiedy sama w jakimś stopniu to rozumiem.

  • Czytam Twoje teksty zawsze, każde. Są przepełnione mądrością i dużą ilością doświadczeń – i dlatego wiem, że osoba z takim podejściem do życia musi dać sobie rade i wiem że wyjdziesz, wyjdziecie! z tego obronna ręką – jestem tego pewna i z całego serca Wam tego życzę.
    Przyjaciele mojego męża starają się o dziecko już jakiś czas.. 2 razy stracili kiełkująca istotkę – teraz jest już 4 miesiąc i wszystko dobrze się układa!
    Bóg pomaga takim dobrym ludziom jak Wy 😉

  • Przez cały początek tekstu myślałam sobie, że idealnie znasz myśli kobiety, która dopiero co dowiedziała się o ciąży i zastanawiałam się, skąd, u licha, tak dobrze rozumiesz te uczucia? Bo przecież tego nie da się wyczytac

    • No bo, oprócz całego strachu i niepokoju, początek ciąży to przede wszystkim radość 🙂 Trudno jest ukryć ją przed światem, doskonale to rozumiem.
      Dzięki Aniu, ściskamy Cię również :*

  • Przytulam na odległość i ślę mnóstwo ciepłych myśli w Waszą stronę….
    :*

  • nierozeznawka

    Tak pięknie piszesz – nawet o stracie – że aż od razu zaczyna się wierzyć, że wszystkie problemy, utraty, złe przeżycia da się zamienić w coś najpiękniejszego w świecie 😉 (wiem, że to ogromne spłycenie tematu i Twoich przeżyć, ale chciałam tylko to wyróżnić w tym momencie)
    Gdy w jednym w poprzednich wpisów odpowiadałaś na pytanie, co Cię wyróżnia, mogłabym odpowiedzieć za Ciebie – wszystko, czego dotkniesz, zakwita!
    Dziękuję za Twoje wpisy, Wiosno 🙂

    • Nie, nie spłycenie. Myślę, że to jedna z misji mojego blogowania.
      Ogromnie Ci dziękuję, to chyba najpiękniejsze słowa, jakie o sobie usłyszałam 🙂

  • Przeczytałam Twój tekst siedząc w poczekalni u dentysty.
    Odpalałam blog, po blogu i nagle Ty…
    Konsternacja.
    Cisza.

    I z jednej strony głęboko mnie poruszył, z drugiej wyciągnęłam z niego to co najlepsze, otóż Małgosiu, że kochasz i jesteś kochana. Że na przełomie dość krótkiego czasu, tyle się u Ciebie wydarzyło dobrego, i nawet to przełamane swojego rodzaju ciężką chwilą Was nie złamało, ale umocniło. Że Ty przecież się uśmiechasz, i idziesz w stronę najlepszą z możliwych, że masz swoje miejsce na ziemi przy człowieku z którym jesteś szczęśliwa. I choć nie znamy się osobiście, to towarzyszysz mi od początku mojej blogowej przygody i życzę Ci najlepiej i najpiękniej jak potrafię. Bardzo liczę na to, że spotkamy się na jakimś blogowym evencie, i będziemy mogły porozmawiać. Bardzo.

    Kochani!

    Z całego serca życzę Wam wszystkiego dobrego.

    M.

    • Jak Ty dobrze rozumiesz to, co się dzieje w moim życiu i wczuwasz się w moje przeżycia. Tak, to pierwsza bolesna rzecz, której musieliśmy razem stawić czoła i myślę, że zdaliśmy ten egzamin. Wierzę, że idziemy w dobrym kierunku i za jakiś czas będziemy szczęśliwą rodziną 🙂 Ponieważ oboje o tym marzymy.
      Dziękuję za przepiękne życzenia 🙂 Ja też czekam na spotkanie z Tobą, Magdaleno i wierzę że to już niedługo 🙂 Ściskam mocno i bardzo ciepło pozdrawiam :*

  • Chyba nie umiałabym pomyśleć „będzie dobrze albo nie”…
    Wam współczuję i również myślę, że to Was tylko umocni.

  • Rzeczywiście, nie mówi się o tym dużo. A jeśli już ktoś się zdecyduje poruszyć po cichu ten temat, wywołuje on często konsternację i strach, bo nie wiadomo jak się zachować, jak wesprzeć, co zrobić, żeby nie wyszło niezręcznie i niedelikatnie. Dlatego myślę, że każdy z takich tekstów jak Twój jest bardzo cenny, dla wszystkich kobiet które tego doświadczyły.

    Na koniec powiem tylko, że znam małżeństwo, które długo się starało o dziecko. Mogę sobie tylko wyobrażać co przeżyli po poronieniu. Rok później ona ma już spory brzuszek, oboje są szczęśliwi i uśmiechnięci. Wysyłam Ci taki obraz i całe mnóstwo ciepłych myśli, jestem pewna, że dolecą i trafią we właściwe miejsce 🙂

    • Ja byłam przekonana, że temat w blogosferze w ogóle nie istnieje. Co jest zrozumiałe, bo nawet na blogach parentingowych mówi się raczej o jasnych stronach macierzyństwa – taka konwencja. Co ciekawe, gdy napisałam ten tekst, zaczęłam trafiać na podobne i okazało się, że część kobiet jednak o tym mówi.
      Dziękuję Asiu, trafiają i robią dużo dobrego 🙂

  • Zawsze w takich chwilach wiele osób nie wie co powiedzieć, często unika kontaktu, ukrywa się z obawy przed zranieniem, zadaniem nieodpowiedniego pytania…Nie ma słów które pocieszą, nie ma żartów które rozbawią, mogę jedynie zapewnić Cię, że wszystko dzieje się w określonym celu, czas leczy rany, a trudne przeżycia uświadamiają Nam jak ważne jest wsparcie ukochanych osób. Jestem z Wami:*

    • Tak, masz rację. Gdybym miała postawić się w sytuacji osoby, która pociesza, to też trudno byłoby mi znaleźć odpowiednie słowa.
      Dzięki z całego serducha :*

  • Dobrze, że udaje Wam się wyciągać z tak trudnego przeżycia coś dobrego. Podziwiam, nie każdy to potrafi. Trzymajcie się razem 🙂

    • Staramy się. Dziękuję i ściskam :*