Prawo do wątpliwości

prawo do wątpliwości

 

Ci z Was, którzy czytają mnie dłużej, wiedzą, że pół roku temu przeszłam zabieg usunięcia ciąży. Pisałam o tym w tekście szeptem o poronieniu. Pamiętam, że był to zimny, jesienny poranek, pamiętam stary szpital z czerwonej cegły, w którym znalazłam się po raz pierwszy w życiu. Pamiętam zaciszny pokój zabiegowy, położony gdzieś z dala od płaczu noworodków i przemierzających korytarze ciężarnych kobiet. Pamiętam dobrze specyficzną, szpitalną ciszę i spokój. Nawet pielęgniarka, która rozmawiała z kimś przez telefon w mojej sprawie, ściszyła głos mówiąc „ta pani z poronieniem”. Spojrzenia innych pacjentek, które poczułam wtedy na sobie, również były dyskretne i ukradkowe, pełne kobiecej solidarności i chwilowego smutku. Bo każda miała przecież jakiś własny. To, co wtedy czułam również dobrze zapadło mi w pamięć. Był to przede wszystkim strach przed całkowitą narkozą i pozwoleniem na ingerencję we własne ciało. I jednocześnie pragnienie, żeby stało się to jak najszybciej, gdy okazało się że jestem ostatnia wśród czekających na podobne zabiegi kobiet. Była również ogromna ulga, kiedy obudziłam się już po wszystkim. Ulga, ponieważ nie nosiłam już w sobie martwego dziecka, skończył się dziwny stan zawieszenia pomiędzy byciem a nie byciem w ciąży. Ulga, dlatego że wszystko odbyło się szybko, bezboleśnie i bez żadnych komplikacji. Czułam również wdzięczność za ten szpitalny spokój, za to że jestem bezpieczna i ten prosty w gruncie rzeczy zabieg po prostu mi się należy. Za to, że zajęto się mną w najlepszy możliwy sposób. Contine reading

cała prawda o feromonach cz.2

cała prawda o feromonach 3

 

Być może pamiętacie film „Zakochani”, polską komedię romantyczną sprzed kilkunastu lat z Magdaleną Cielecką? Jest to historia Zosi, pięknej kobiety, specjalizującej się w rozkochiwaniu w sobie mężczyzn, która w końcu sama pada ofiarą miłości. Zosia polega nie tylko na własnej urodzie. Ma doskonale przemyślane strategie uwodzenia, a jedną z nich jest zapach. Nigdy nie zapomnę sceny, w której Zosia udaje się do azjatyckiego szamana-zielarza, aby kupić wielkiego, lśniącego owada w rattanowej klatce. Wystarczy jedna kropelka jego miłosnej wydzieliny, aby perfumy zamieniły się w niezawodny eliksir uwodzenia. Mężczyźni padają do jej stóp, a ona robi z nimi dokładnie to, co chce. Bajka?

W dzisiejszych czasach Zosia miałaby dużo prostsze zadanie. Hasło „feromony” wpisane w wyszukiwarkę przeniosłoby ją do krainy sklepów internetowych, oferujących dziesiątki pachnących eliksirów miłości. Oficjalnie i z dostawą do domu.  Zarówno twórcy filmu, jak i sprzedawcy perfum, doskonale wiedzą że feromony działają na wyobraźnię. Dziś postanowiłam sprawdzić, czy te kuszące wizje mają coś wspólnego z prawdą.  Contine reading

cała prawda o feromonach cz.1

cała prawda o feromonach

 

Jako kobieta czuję, że są, działają i stanowią potężną siłę. Intuicja podpowiada mi, że to właśnie nimi kierowałam się wybierając lub odrzucając mężczyzn w moim życiu. Choć zawsze miałam też jakieś racjonalne powody. Lubię myśleć, że biologia jest trochę taką dobrą Matką Naturą, w której głos trzeba się wsłuchać, aby życie potoczyło się w dobrym kierunku… Ale jako biolog wiem, że feromony to konkret. Żadna magia, żadne tajemnicze cząsteczki, dodające pikanterii odwiecznej damsko-męskiej grze. To, że postrzegamy je w ten sposób jest w dużym stopniu zasługą firm perfumeryjnych. Łatwiej sprzedać produkt otoczony aurą tajemniczości, niż wytłumaczyć dokładnie jak on działa. Zwłaszcza jeśli… trudno udowodnić że rzeczywiście działa. Dziś więc będę przede wszystkim biologiem, odłożę na chwilę na bok moje romantyczne teorie i zajmę się faktami. Ponieważ fakty o feromonach są naprawdę fascynujące! Nawet jeśli odrzemy je z tajemniczości, otrzymamy niezwykłą opowieść o tym, jak mądra jest biologia. Naprawdę fajnie jest wiedzieć niektóre rzeczy. I opłaca się. Zanim sięgniesz do kieszeni po pieniądze na specyfik, który ma Cię uczynić demonem seksu.  Contine reading

3 produkty na odchudzanie

file0001047201727

 

Prawda jest taka, że na każdego działa coś innego. Często entuzjastycznie rzucamy się nowe sposoby odchudzania, odżywiania czy pielęgnacji, ponieważ ktoś inny uzyskał w tym spektakularne rezultaty. Ile znacie osób, które stosowały dietę Dukana? A ile rzeczywiście schudło? Okazuje się, że metabolizm każdego z nas ma swój niepowtarzalny rytm. Poznając go i próbując nowych rzeczy, prędzej czy znajdujemy to, co naprawdę na nas działa. To jak strzał w dziesiątkę! Ale szczęściu trzeba trochę dopomóc. Contine reading

moje ciało NIE jest idealne

perfect body1

 

Być może już znacie tę reklamę i kontrowersje wokół niej. Znana marka Victoria’s Secret promuje swoją najnowszą linię biustonoszy hasłem „perfect body” – idealne ciało. To sprytna gra słów, gdyż „body” jest równocześnie nazwą własną stanika, który ma być idealny i wygodny niczym druga skóra. Patrząc na plakaty promujące bieliznę, można jednak odnieść wrażenie, że nie tylko o to chodzi. Dziesięć supermodelek o idealnych figurach w tle sugeruje wyraźnie, że firma chce nam sprzedać coś znacznie więcej niż wygodny biustonosz. Jesteśmy tu bombardowane kultem idealnych kształtów. 

To dobra okazja, żeby uświadomić sobie, jak łatwo nas, kobiety zawstydzić i pozbawić pewności siebie. Nasze ciało i sposób jego postrzegania to idealne narzędzie manipulacji. Jesteśmy wrażliwe na tym punkcie. Zaryzykuję jednak stwierdzenie, że to od nas i tylko od nas zależy jak wielki wpływ mają na nas tego typu reklamy. Contine reading

kobieta seksowna – czyli jaka?

Niektóre kobiety po prostu to mają. Seksapil, który emanuje z ich wyglądu, poruszania się, spojrzeń  i gestów. Oczywisty zarówno dla mężczyzn, jak i innych kobiet. Przedmiot zazdrości, ale również zachwytu, do którego po cichu musiałaby się przyznać każda z nas. Ponieważ głębokim pragnieniem nas wszystkich jest takie oddziaływanie na świat wokół, które robi wrażenie i rzuca na kolana. Skierowane przede wszystkim ku mężczyznom, ale nie wyłącznie. Kobieta seksowna  –  co ją definiuje? Czy seksapil dostał się w boskich genach tylko tym wybranym? Czy może każda z nas nosi go w sobie?

 

Contine reading

jedyna taka

Nigdy w życiu nie byłam poważnie chora, nie przydarzył mi się też żaden wypadek. Nic, co ograniczyłoby moją sprawność i zmusiło do zmiany trybu życia. Zawsze mogłam liczyć na moje własne ciało. To dla mnie naturalne i bardzo rzadko przychodzi mi do głowy podziękować Panu Bogu za to, że mam dwie zdrowe nogi. A jednak zdarzają się chwile, kiedy człowiek dostrzega ogrom swojego szczęścia, patrząc na ludzi, którym nie dane jest cieszyć się pełną sprawnością. Na ludzi, którzy mimo to żyją pełnią życia i robią niesamowite rzeczy.
 
Lubię swoje nogi, to jeden z mocnych punktów mojej urody 🙂 Lubię nosić krótkie sukienki i dopasowane spodnie. Uwielbiam od czasu do czasu założyć wysokie obcasy, poczuć się seksownie kołysząc biodrami. Lubię tańczyć! Kocham spacerować i biegać, i bardzo cenię sobie pewność, że moje ciało nadąża za moimi chęciami.

Contine reading

oddaję krew i się tym jaram

honorowy krwiodawca
Zazwyczaj jestem jedną z niewielu dziewczyn, którym udaje się dotrzeć do mety i triumfalnie zasiąść na wygodnym fotelu z ramieniem podłączonym do plastikowego woreczka. Bo w oddawaniu krwi mężczyźni mają jednak fory. Są więksi, mają większą objętość krwi, no i nie tracą jej co miesiąc. Tym bardziej jestem dumna zawsze, kiedy mi się udaje. Z tego, że wybrałam odpowiedni dzień, chciało mi się, hemoglobina w normie, a ciśnienie też nie najgorsze – czyli ogólnie jestem w formie 🙂 Jak również z tego, że robię coś dobrego i moja krew może przydać się komuś w wielkiej potrzebie.

Contine reading

moje romantyczne wyzwania

Tak jest, mam romantyczne podejście do wyzwań. Myślę, że powinny wypływać z potrzeby serca. Wierzę, że co jakiś czas ciało i umysł wysyłają nam jasny komunikat: podnieś sobie poprzeczkę. Zaniedbujesz się, a stać cię przecież na więcej.
Bo rzeczywiście, trudno jest nieustannie pilnować siebie samego we wszystkich obszarach życia. Biegniemy za czymś, wkładamy w to całe serce, a tu nagle okazuje się że tak wiele innych rzeczy wymyka nam się z rąk. Nasze dłonie nie są bowiem na tyle pojemne, żeby utrzymywać ciężar wszystkich istotnych spraw. Zdarza nam się zapomnieć o zdrowiu, zaniedbać relacje albo oślepnąć na piękne, inspirujące wydarzenia wokół nas.

Nie ma w tym nic złego, pod warunkiem, że co jakiś czas przystajemy w biegu, wsłuchujemy się uważnie w siebie i rozglądamy dookoła. Wtedy nasze zaniedbane potrzeby wypływają na powierzchnię świadomości i dają znać o swoim istnieniu. To dobry moment na podjęcie wyzwania. Zgodnie z moją romantyczną wizją 🙂 Contine reading

short note: dotykam ludzi

dotyk

Dotykam ludzi, bo lubię. Tak zwyczajnie.
Nie wierzę, że można być całkowicie samowystarczalnym. Nie wierzę, że można nie mieć takich potrzeb.
Nie godzę się na to, żeby dotyk był podejrzany o ukryte intencje. Podszyty lękiem przed niezrozumieniem.
Dla mnie jest czymś świętym i jednocześnie najzwyczajniejszym na świecie.

A ludzie tak często się dziwią. Kiedy spontanicznie przytulam albo chwytam za rękę, muszę skruszyć cienki lód konsternacji. Wytrzymać sekundę wahania i niezrozumienia. Potem z reguły dostaję uśmiech zwrotny.
Chciałbym odczarować dotyk. Wypuścić w świat, jak najpiękniejszą wiadomość. Oczekiwać z otwartymi ramionami.