trzy zdziwienia #8

trzy zdziwienia #8

 

To był jeden z upalnych, rozgrzanych niezmąconym słońcem dni tego lata. Lepki upał zdawał się gęstnieć dookoła mnie z każdą godziną. Wyszłam z pracy bardzo niezadowolona. Postanowiłam złapać pierwszy klimatyzowany autobus, który zawiezie mnie w pobliże pierwszego klimatyzowanego sklepu. Chciałam schować się na chwilę przed nagrzanym powietrzem, choć i tak wiedziałam, że główną przyczyną mojej irytacji jestem ja sama. Ja i moje nieogarnięcie.

Contine reading

szkatułka z linkami #2

szkatułka

 

Szkatułka z linkami to cykl, w którym polecam Wam najciekawsze artykuły o kobiecości wyszukane w rozmaitych zakamarkach sieci. Cieszę się, że przypadł Wam do gustu 🙂 Z moich obserwacji wynika, że pierwsza Szkatułka była klikana i czytana przez cały miesiąc. Dla mnie najważniejsze jest to, że mogę pokazać Wam kobiecość z mojego punktu widzenia i podesłać wartościowe treści na ten temat. Fajnie, że zaczął się nowy miesiąc, bo moje zakładki znowu pękają w szwach! Nie mogłam się doczekać tej publikacji 🙂 A zatem, bez dalszych wstępów, przechodzę do rzeczy.  Contine reading

trzy zdziwienia #7

trzy zdziwienia

.

Zwykły dzień w pracy. Początek kwietnia, pierwsze prawdziwe słońce za oknem. Siedzę przy komputerze, coś robię, coś klikam, ale myślami jestem już w tej lepszej połowie dnia. G., która siedzi na przeciwko mnie też widocznie nie może skupić się na pracy.

– Słuchaj, kiedy Kinga ma urodziny? To jakoś niedługo, prawda?

– Początek kwietnia, jakoś tak – przyznaję, tropiąc w pamięci datę urodzenia koleżanki. – Ona kiedyś mówiła mi coś na ten temat… Pamiętam, że to ten sam dzień, w którym zatonął Titanic. Chyba.

– No to teraz pytanie, kiedy zatonął? – ożywia się G. raźno stukając w klawiaturę.- Piętnasty kwietnia. E, chyba nie, to jakoś późno…

– Rzeczywiście, wydawało mi się, że bliżej dwunastego.

– Wiem jak to sprawdzić! – w mojej koleżance budzi się nagle żyłka detektywistyczna, chwyta klucze i wybiega z pokoju.  Contine reading

trzy zdziwienia #6

trzy zdziwienia

 

W tym roku praktycznie nie było zimy. Wiosny niestety też… Tak sobie rozmyślam, wsiadając zziębnięta do autobusu i zajmując pierwsze wolne miejsce. Czas leci, kalendarzowa wiosna przyszła już kilka tygodni temu, a pogoda jakoś nie umie za nią  nadążyć. Zdejmuję rękawiczki i wkładam je do kieszeni wciąż jeszcze zimowej kurtki. Dopiero bez nich mogę przesunąć palcem po zimnym wyświetlaczu dotykowego telefonu i sprawdzić godzinę. Jednocześnie czuję na sobie dyskretne spojrzenie starszej pani, która siedzi po mojej lewej stronie. Po sekundzie słyszę jej niepewny głos.

– Przepraszam, może pani mogłaby mi pomóc…? Cz potrafiłaby pani przestawić mi godzinę w telefonie? Contine reading

trzy zdziwienia #5

smile pic

 

To nie jest dobry dzień. A przynajmniej nie zaczął się dobrze i nie zanosi się na to, że coś poprawi mi humor. Nie chodzi nawet o to, że wydarzyło się coś konkretnego. Chodzi o szare chmury na niebie i przenikliwą wilgotną, mżawkę, która przenika mnie chłodem do szpiku kości. Chodzi o to, że w pracy nie udało mi się zrobić nawet połowy tego, co sobie zaplanowałam. Trochę z powodu braku koncentracji, a trochę złośliwości przedmiotów martwych i splotu niesprzyjających okoliczności. Chodzi też o to, że dziś większość ludzi po prostu mnie wkurza, a może umówili się, aby zadawać mi głupie pytania, na które nie mam ochoty odpowiadać? Nie wiem. Dziś po prostu nie jest dobry dzień i tyle. Contine reading

trzy zdziwienia #4

trzy zdziwienia #4

 

Bardzo lubię dworzec Warszawa Wschodnia.
Zazwyczaj jest moim dworcem przesiadkowym, ale tym razem muszę go odnaleźć na warszawskiej Pradze, bo właśnie tam moja podróż się zaczyna. Nie ma z tym problemu, pierwsza napotkana osoba wskazuje mi drogę i rzeczywiście okazuje się, że to za następnym rogiem. Dworzec jest tak samo fajny, jak zapamiętałam, duży, nowoczesny, w miarę czysty i logicznie oznaczony. A jednak coś się zmieniło, aby kupić bilet, muszę pobrać numerek do kasy, dokładnie tak, jak to działa na poczcie. Biorę więc świstek papieru i idę do poczekalni, ustawić się w kolejce. Trzy kasy czynne, będzie dobrze.

Contine reading

trzy zdziwienia #3

men

 

Niedzielne przedpołudnie, wracam do domu. Ponieważ do autobusu daleko, a słońce pięknie świeci, postanawiam zrobić sobie spacer. Spacer przez las. Wchodzę między drzewa, z których dawno już opadły ostatnie liście. Blade promienie słońca prześwitują poprzez koronkowe gałęzie. Jest cicho i spokojnie, wokół mnie ani żywej duszy, tylko las. Wchodzę na mój ulubiony odcinek ścieżki, który wiedzie przez bukowy zagajnik. Miejsca, w których rosną buki są najpiękniejsze w całym lesie, myślę sobie. Ich gładkie, szare pnie rosną w równych odległościach, jakby ktoś specjalnie nadał im taki porządek. A pod moimi stopami szeleszczą bukowe liście. Ich ciepły kolor zbliżony jest do karmelu. I do sukienki, którą mam na sobie… 

Nagle z tych romantycznych rozmyślań wyrywa mnie krzyk. Dobiega ze strony, w którą idę. 

Contine reading

pielęgnując dobre wspomnienia

 

Stanowczo zbyt rzadko do nich wracam. W imię bycia „tu i teraz” postanowiłam nie rozpamiętywać zbyt wiele. Oberwało się więc wszystkim wspomnieniom, zarówno dobrym, jak i złym. Może chodzi też o to, że przed tymi złymi chciałam uciec i z rozbiegu zostawiłam wszystko w tyle. A przecież warto pielęgnować dobre wspomnienia. Warto wydobywać je z archiwum pamięci, troskliwie ścierać kurz i obracać w dłoniach, jak bezcenne pamiątki. One mają blask naszych własnych oczu, które lśniły szczęściem, gdy serce wypełniała radość. I ciągle mają w sobie ciepło, którym można ogrzać dłonie. A właśnie teraz, gdy mroźny grudzień bezlitośnie nęka nas ciemnymi i krótkimi dniami, dobrze jest grzać dłonie o ciepłe wspomnienia. I dobrze jest czuć wdzięczność za to, co było. Nawet, jeśli minęło bezpowrotnie, to przecież jest na zawsze nasze. Jak bezcenne prezenty od życia. 

Contine reading

trzy zdziwienia #2

surprise

 

Mijamy się w szklanych drzwiach. Ja i mój szef.

– Dzień dobry – mówię, bo widzę go po raz pierwszy tego dnia.

– Dzień dobry. Czy jest pani G. ? – pyta, kierując się w stronę naszego pokoju.

– Nie ma… – mówię zaskoczona. Już chyba za późno, żeby ratować skórę koleżanki, która zmyła się pół godziny temu. – Musiała wyjść wcześniej. Contine reading

takie miasto

takie miasto

 

 

Patrzę na to miasto. Można ogarnąć je wzrokiem i można się w nim zgubić. Z miejsca w którym stoję, widać, że jest duże i małe jednocześnie. „Przytulne”, powiedział mi ktoś kiedyś. Zielono-niebieskie i szare. W tej chwili najbardziej szare, skulone pod ołowianymi chmurami, które postanowiły zejść na ziemię, łaskotane przez wieże najwyższych kościołów.

Bo to takie miasto, w którym świątynie biurowców wciąż jeszcze chylą głowy przed świątyniami wiary.  Contine reading