Moja wielka podróż poślubna!

podróż poślubna 1

 

Na Facebooku pytacie mnie dokąd pojechaliśmy w podróż poślubną, a ja trochę celowo zwlekam z odpowiedzią. Bo powiedzieć, że pojechaliśmy do Grecji, to jakby nic nie powiedzieć. Taka podróż powinna przecież kojarzyć się z przesiąkniętą historią Grecją kontynentalną, wycieczką do Aten i zwiedzaniem obowiązkowych ruin. A tymczasem my wybraliśmy zupełnie inne oblicze tego pięknego kraju. Mało tego – postanowiliśmy przekroczyć jeszcze więcej granic i doświadczyć jeszcze większej egzotyki. Nie pamiętam, w którym dokładnie momencie zdecydowaliśmy się ostatecznie na Korfu ani co nas do tego skłoniło, ale dość szybko zaczęliśmy szukać hotelu wyłącznie w obrębie tej pięknej, zielonej i kwitnącej wyspy. Słyszeliście kiedyś o Korfu? Ja, przyznam szczerze, po raz pierwszy spotkałam się z tą nazwą dopiero na stronie internetowej biura podróży. Być może dlatego dziś uważam ją za własne, odkryte przeze mnie osobiście i związane z najszczęśliwszymi wspomnieniami miejsce. Mam nadzieję, że obudziłam Waszą ciekawość, ponieważ Korfu będzie czymś znacznie więcej niż tylko tłem opowieści o mojej podróży poślubnej, będzie jej kolejną bohaterką! Contine reading

Zabawnie nieprzystosowany wieczór panieński

druhny

 

Kiedy pierwszy raz rozmawiałyśmy o wieczorze panieńskim, powiedziałam mojej siostrze: po prostu przyjedź. Przyjedź do mnie kilka tygodni przed ślubem, pójdziemy sobie na miasto. Może uda się zgarnąć parę dziewczyn, posiedzieć w fajnym miejscu i pogadać. Może wypić kilka kolorowych drinków. Gdy myślałam o ślubie i wszystkich związanych z nim sprawach, wieczór panieński jawił mi się jako niewiele znaczący szczegół. Coś do odhaczenia po drodze, ale w sumie nic koniecznego. I gdyby go nie było, też specjalnie bym się tym nie przejęła.

Stało się jednak zupełnie inaczej. Kilka tygodni przed ślubem siedziałam w przytulnym pubie, a kufel parującego grzańca z czekoladą i cynamonem ogrzewał mi dłonie. Wewnątrz grzały mnie równie słodkie emocje. Kończył się wieczór pełen przygotowanych specjalnie dla mnie atrakcji. Pełen śmiechu i żartów, kobiecej życzliwości, wielu serdecznych słów, wspomnień i opowieści. Wieczór, podczas którego po raz pierwszy grałam w kręgle, brałam udział w karaoke i rozwiązywałam łamigłówki w escape roomie. Wieczór zabawnie nieprzystosowany do mojego życia i osobowości, ale jakże przez to uroczy. Mój osobisty panieński wieczór.  Contine reading

związek bez żadnych wątpliwości

bez żadnych wątpliwości

 

Jeśli rolą blogera jest pisać o tym, co najbardziej porusza jego serce, co jest treścią jego życia i szczęściem, którym chciałby dzielić się z innymi  – to ja jestem właśnie w tym miejscu. Chciałam pisać o kobiecości i chciałam, żeby były to myśli zebrane z samego centrum kobiecego przeżywania rzeczywistości, poruszające wspólne nam wszystkim struny. I tak właśnie jest – widzę, że to co siedzi we mnie, porusza także i was. Że się przydaje, aby tę nieujarzmioną kobiecość lepiej sobie wytłumaczyć i przeżywać jeszcze piękniej. I jeszcze pełniej.

Ale chciałam też pisać o miłości. O dobrych związkach. Chciałam dzielić się z Wami wiarą w mądrą i dobrą miłość. Nie taką pełną dramatów, szarpaniny i wątpliwości, nie tą zbudowaną na romantycznych porywach serca, które jak silny wiatr, najpierw zapierają człowiekowi dech, a potem zostawiają go na ziemi ze stłuczonym kolanem. Chciałam dzielić się wiarą, a także i wiedzą o tym, jak budować miłość piękną, silną i spokojną. Taką na zawsze i na co dzień, bez żadnych wątpliwości.

I ponownie – jestem dokładnie w tym miejscu. Piszę do Was z samego środka bardzo dobrego związku, który napełnia mnie niesamowitym szczęściem i chęcią mówienia o nim. Więc jeśli literki w blogowych postach mają być odbiciem poruszeń serca – w tym tekście podaję Wam moje na dłoni. Contine reading

o sobie samej, czyli Liebster Award razy pięć

Liebster Award 1

 

Kiedy zaczęłam obserwować pojawiającą się falę postów typu „pytania i odpowiedzi”, pomyślałam sobie – oho, znowu nadchodzi. Nieśmiertelna Liebster Award 🙂 Serio, nie mogę się nadziwić, że ta zabawa powraca w zamieszkaną przeze mnie część blogosfery z regularnością sezonowej grypy. No dobrze, nie jest może najbardziej eleganckie porównanie, ale wiecie o co mi chodzi. Jeżeli tylko pojawi się w Twoim otoczeniu, możesz być pewien, że na zasadzie wirusa dotrze i do Ciebie. Na szczęście jest to mega sympatyczny wirus – dostajesz go od kogoś, kto Cię czyta i lubi. Uważam się więc za szczęściarę – złapałam aż pięć 🙂 I dobrze się stało, że nie spieszyłam się z publikacją, bo teraz mogę odpowiedzieć hurtem na wszystkie pytania. Wiem, że lubicie posty, w których odsłaniam kawałek swojego osobistego życia. Tu będzie tego sporo! Korzystając z okazji powplatałam tu i ówdzie zdjęcia z ostatniej podróży do Rzymu. Głównie dlatego, że chyba w ciągu całego ostatniego roku nie dałam się tyle razy sfotografować, co na rzymskich wakacjach. Jest więc coś do poczytania i do pooglądania 🙂

Contine reading

zgubiliśmy się w Rzymie

zgubiliśmy się w Rzymie - Palatyn

 

Wymyśliliśmy sobie ten Rzym w samym środku zimy. Były to początki naszego „bycia razem” ale przeczucie mówiło mi już wtedy, że z tym facetem można mieć plany. – Pojedźmy gdzieś w te wakacje – powiedziałam pewnego wieczoru, robiąc herbatę w mojej jasnej kuchni, podczas gdy za oknami dawno zapadł już wczesny, zimowy zmierzch. – W jakieś ciepłe, słoneczne miejsce. – Na przykład gdzie? – zapytał mój Mężczyzna. – Pojedźmy do Włoch – odpowiedziałam bez większego wahania, bo od pewnego czasu Italia znajdowała się na pierwszym miejscu moich podróżniczych marzeń. Okazało się, że żadne z nas nigdy tam nie było i że jeśli Włochy, to koniecznie Rzym. I na tym stanęło. A we wrześniu to, co postanowione, ciałem się stało i obydwoje szczęśliwie postawiliśmy stopy na płycie podrzymskiego lotniska. A potem rozpoczęła się bajka, o której dziś chcę Wam w paru słowach i zdjęciach opowiedzieć. Nie będzie to typowo turystyczny wpis, nie w głowie mi oprowadzać Was po rzymskich ulicach i zabytkach. Będzie to osobista historia zachwytów i zdziwień, anegdotek, ciekawostek i tego, co wydaje mi się fajne albo inne w życiu mieszkańców Wiecznego Miasta. Zaparzcie sobie kawę i usiądźcie wygodnie, bo takiego tekstu jeszcze u mnie nie było 🙂 Contine reading

Skąd pochodzi Twój spokój?

skąd czerpiesz spokój

 

Zawsze uważałam, że jedną z najbardziej atrakcyjnych ludzkich cech jest spokój. Również w kontekście damsko-męskim. Spokój u mężczyzny w sposób naturalny wiąże się ze stabilnością i siłą, a więc jest jedną z tych rzeczy, które pociągają nas najbardziej. Pomyśl: męskość. Z całą pewnością wyobraźnia podsunie Ci obraz pewnego siebie faceta, którego trudno wyprowadzić z równowagi. Jeśli jednak pomyślisz o kobiecości, spokój nie będzie już tak oczywistym skojarzeniem. Za cechy typowo kobiece często uważa się urocze roztrzepanie i słodką nieporadność. Nie widzę w tym z resztą nic złego, jeśli kobieta potrafi normalnie funkcjonować z tymi zabawnymi przypadłościami i nie zamęcza nimi otoczenia. Jak pewnie zauważyłyście, wielu mężczyzn wręcz pociąga rola ostoi spokoju u boku roztargnionej partnerki. Jednak gwarantuję Wam, że żaden facet nie szuka kobiety nerwowej.

 

Contine reading

50 odcieni kobiecości – oczami mojego mężczyny

50 odcieni kobiecości

 

Wiem, że spodziewacie się drugiej części tekstu o feromonach. Jestem na etapie reaserchu i pisania, więc wkrótce na pewno się pojawi. Jednak w międzyczasie chciałabym podzielić się w Wami czymś na bieżąco 🙂 Pisałam już o tym na Facebooku, napiszę i tutaj – mieliśmy ostatnio z M. naszą małą rocznicę (dobra, miesięcznicę). Celebrowanie takich chwil jest czymś wspaniałym i myślę sobie, że można to porównać do obchodzenia Walentynek wiele razy w roku. Naprawdę każda okazja jest dobra, żeby uczcić obecność tej jedynej, ukochanej osoby w naszym życiu. My cieszyliśmy się sobą i pysznym ciastem czekoladowym w kameralnej kafejce na olsztyńskiej Starówce. Ot, taka nieco bardziej uroczysta randka w piękny, ciepły wieczór. Nie umawialiśmy się na prezenty, prawdę mówiąc nawet nie przyszło mi do głowy, aby coś przygotować i czegoś się spodziewać. A jednak to właśnie tego dnia dostałam najpiękniejszy prezent w całym moim życiu. Najlepszy, jaki tylko zakochana kobieta -blogerka! – może dostać od swojego mężczyzny 🙂

Contine reading

50 faktów o mnie

50 faktów o mnie

 

Kiedyś świadomie popchnęłam tematykę tego bloga na rejony dalekie od lifestyle’u. Pomyślałam wtedy, że to, co myślę jest ciekawsze od tego, co jadam na śniadanie. To była dobra decyzja. Nic się nie zmieniło, nadal tak uważam. Ale uznałam, że będzie Wam miło, jeśli dowiecie się o mnie czegoś więcej. Tak żebyście wiedzieli, co to za jedna, która do Was pisze 😉 I może niekoniecznie dowiecie się dziś, co jadam na śniadanie i jakich kosmetyków używam. Ale zdradzę Wam parę faktów o mnie, o tym, co mnie cieszy i smuci, poznacie garść ciekawostek z mojego życia i moich małych dziwactw.  Trudno mi uwierzyć, że nazbierałam aż 50 faktów, które bez większej żenady nadają się do publikacji 😉 A jednak. I była to niezła zabawa!

.
Contine reading

szczęścia też trzeba się uczyć

szczęścia też trzeba się uczyć

 

Ktoś kiedyś napisał mi w komentarzu, że mój blog to takie „kojące miejsce w sieci”. Bardzo spodobało mi się to określanie i myślę sobie, że tego właśnie bym chciała. Chciałabym, żeby ludzie, bo przecież nie tylko kobiety, odnajdywali tu trochę spokoju i może jeszcze uczyli się nieco bardziej rozumieć samych siebie. To trochę bezczelne, wiem 🙂 Ale mam wrażenie, że wiele osób właśnie po to do mnie przychodzi, również w realnym świecie. Po spokój. Po poczucie bycia rozumianym i akceptowanym. Nawet kobiecość, o której tak dużo piszę, w gruncie rzeczy sprowadza się do głębokiej zgody na samą siebie. Czyli do wewnętrznego spokoju. Tak więc to, że często dostaję sygnały bycia „kojącą osobą” budzi we mnie wielką radość… i jednocześnie rodzi ogromne poczucie odpowiedzialności. Zmusza mnie do stawiania sobie pytań: skąd ja to właściwie mam i czy mam naprawdę? Bo czasem jest we mnie wiele lęków, głupich i irracjonalnych, takich których zupełnie tu na blogu nie widać. I w prawdziwym życiu też pewnie nie. Contine reading

powiedz mi coś nowego, życie

powiedz mi coś nowego, życie

 

Teraz, kiedy całe świąteczno-noworoczne zamieszanie ma się ku końcowi, mogę się Wam przyznać, że nie lubię tych Świąt. Przez cały grudzień z utęsknieniem czekam na pierwsze dni stycznia. Dopiero teraz zaczyna się mój ulubiony czas. Jeśli w ogóle za coś lubię zimę, to za taki jej obraz jak na zdjęciu powyżej. U mnie co prawda prawie nie ma już śniegu, ale pierwsze dni Nowego Roku wyglądały właśnie w ten sposób. I z tym mi się niezmiennie kojarzą, z mroźnym świtem, przefiltrowanym przez krystaliczne powietrze. Ze świeżym, nietkniętym jeszcze ludzką stopą śniegiem. Może to dlatego, że bardzo lubię początki. A początek Nowego Roku jest jak biała niezapisana kartka, podobna do tego śniegu właśnie. I jest spokojem który przychodzi po świątecznym i sylwestrowym okresie, pełnym jednak pełen pewnego zamętu. Powiedz mi więc coś nowego, życie, słucham cię w tej noworocznej ciszy. Przynieś mi coś, czego jeszcze nie znam i namieszaj mi w głowie! Contine reading