Jak znaleźć złoty środek w relacjach z mężczyznami?

jak być kobietą dla nieswojego mężczyzny

 

Gdy byłam małą dziewczynką i chodziłam do szkoły podstawowej, byłam całkiem niezła z matematyki. Ogólnie nauka szła mi dobrze i ze wszystkich przedmiotów zbierałam niezłe stopnie, no ale być dobrą z matematyki – to dopiero jest coś. To wyższy stopień wtajemniczenia. To umiejętność, którą posiadają nieliczni i którą należy się dzielić, aby pomóc tym słabszym, uzdolnionym w innym kierunku lub nie uzdolnionym wcale. Żeby cała klasa trzymała jakiś tam poziom. Taką filozofię wyznawała nasza wychowawczyni. I kierując się (zapewne) jak najlepszymi intencjami, chętnie sadzała w jednej ławce osoby zdolne z tymi słabszymi, zwłaszcza na przedmiotach ścisłych. W taki oto sposób bardzo często i przez długie lata siedziałam w jednej ławce z jakimś chłopakiem, który nie tylko kiepsko rozumiał matmę, ale ogólnie „źle się uczył”, sprawiał problemy i trzeba go było pilnować. Cóż, z perspektywy czasu widzę, że najbardziej chodziło właśnie o to pilnowanie. Nasza pani wierzyła w zbawienny wpływ grzecznych dziewczynek na problematycznych chłopców.

W każdym razie – nienawidziłam tegoContine reading

Zabawnie nieprzystosowany wieczór panieński

druhny

 

Kiedy pierwszy raz rozmawiałyśmy o wieczorze panieńskim, powiedziałam mojej siostrze: po prostu przyjedź. Przyjedź do mnie kilka tygodni przed ślubem, pójdziemy sobie na miasto. Może uda się zgarnąć parę dziewczyn, posiedzieć w fajnym miejscu i pogadać. Może wypić kilka kolorowych drinków. Gdy myślałam o ślubie i wszystkich związanych z nim sprawach, wieczór panieński jawił mi się jako niewiele znaczący szczegół. Coś do odhaczenia po drodze, ale w sumie nic koniecznego. I gdyby go nie było, też specjalnie bym się tym nie przejęła.

Stało się jednak zupełnie inaczej. Kilka tygodni przed ślubem siedziałam w przytulnym pubie, a kufel parującego grzańca z czekoladą i cynamonem ogrzewał mi dłonie. Wewnątrz grzały mnie równie słodkie emocje. Kończył się wieczór pełen przygotowanych specjalnie dla mnie atrakcji. Pełen śmiechu i żartów, kobiecej życzliwości, wielu serdecznych słów, wspomnień i opowieści. Wieczór, podczas którego po raz pierwszy grałam w kręgle, brałam udział w karaoke i rozwiązywałam łamigłówki w escape roomie. Wieczór zabawnie nieprzystosowany do mojego życia i osobowości, ale jakże przez to uroczy. Mój osobisty panieński wieczór.  Contine reading

Mężczyzna to nie jabłko – nie przekroisz

będzie ci z nim dobrze

 

Na początku mojego związku, gdy ze szczęścia wprost bujałam w obłokach, zapragnęłam zadzwonić do babci i opowiedzieć jej o moim nowym chłopaku. Gdy tak sobie beztrosko gawędziłyśmy, moja twardo stąpająca po ziemi babcia spoważniała i zadała pytanie:

– Czy on aby na pewno będzie dla ciebie dobry?

– Babciu, ależ oczywiście! Najlepszy na świecie – odparłam bez najmniejszego wahania, trochę zdziwiona tym obcesowym pytaniem. Bo przecież dobry to może być niedzielny obiad albo skład szamponu, ale czy można tak powiedzieć o chłopaku, poza którym świata nie widzę?

– Bo widzisz – babcia kontynuowała swoją myśl – mężczyzna to nie jabłko. Nie przekroisz.

Szczerze mnie wtedy rozbawiła swoim filozoficznym poczuciem humoru i do dziś z rozczuleniem wspominam tę rozmowę. Dopiero po pewnym czasie zrozumiałam, że w pytaniu mojej babci była duża mądrość. Mądrość kobiety, która patrzy na miłość i życie we dwoje z zupełnie innej perspektywy niż ja – młoda, zakochana dziewczyna. W jej trosce pobrzmiewało wiele lat małżeńskich doświadczeń i obserwacji związków swoich pięciu sióstr, dwóch córek oraz niezliczonej liczby przyjaciółek i znajomych. Moja babcia wyrosła w rzeczywistości, w której szczęście kobiety w dużym stopniu zależało od tego, czy jej mężczyzna jest „dobry”. Jak Wam się wydaje, czy ten świat bezpowrotnie przeminął i nie dotyczy już nas – niezależnych i nowoczesnych kobiet?

Otóż nie, to ciągle nasza aktualna rzeczywistość. Contine reading

Jak wygląda Twoja aureola?

jak wygląda twoja aureola

 

Nadszedł dla nas czas wręczania ślubnych zaproszeń. Poddając się tradycji i szanując więzi rodzinne, wiele z nich rozwozimy osobiście. I choć nie będzie to duże wesele, okazuje się, że pielgrzymka po wujkach i ciociach zajmuje nam po kilka popołudni w tygodniu. To ciekawe doświadczenie. Na pewno macie takich członków rodziny, niby spokrewnionych, ale nie jakoś szczególnie bliskich, których obraz odświeżacie sobie przy okazji nielicznych spotkań. Raz na jakiś czas. To jakby mieć w głowie nieco wyblakłe wspomnienie wujka i cioci sprzed lat, w którym zapach jego papierosów miesza się ze smakiem jej niedzielnego ciasta. Niby życie idzie naprzód i coś tam się u nich zmienia, ale i tak on pozostaje dla ciebie surowym ojcem rodziny pod wąsem, a ona ciepłą panią domu. A teraz, przy gościnnych stołach i filiżankach herbaty, okazuje się że ja również jestem dla niektórych dziewczynką z wyblakłej fotografii. „Trafiła ci się dobra żona” – zachwala mnie wujek, a mój mężczyzna puszcza do mnie porozumiewawczo swoje niebieskie oko. „Taka grzeczna, taka spokojna, a co najważniejsze – ma takie dobre serce!” – peroruje dalej. „I jak ślicznie robi na szydełku!” – podejmuje ochoczo ciocia – „do tej pory mam serwetkę, którą podarowała mi twoja mama.” A ja siedzę na kanapie wygładzając sukienkę, żeby choć trochę zasłużyć na aureolę, którą malują mi nad głową. Staram się nie widzieć coraz bardziej rozbawionego wyrazu twarzy mojego narzeczonego i przy okazji kłopotliwie nie parsknąć śmiechem. Wiem przecież, że on zna mnie z zupełnie innej strony. Ponieważ miał szansę poznać aktualną i dorosłą mnie. Z siłą wypracowaną przez lata, z przebłyskami szaleństwa, a czasem i gromami w oczach, z wredotą pod kolor rudych włosów. Wewnętrzny spokój co prawda się zgadza i lubię myśleć, że dobre serce też. Ale cała reszta? To aureola, którą chcąc nie chcąc noszę wśród ludzi, którzy nie znają mnie zbyt dobrze.
A jak wygląda Twoja? Contine reading

odwrotna strona szczęścia

odwrotna strona szczęścia

 

Rozpędziłam swoje plany w kierunku kolejnych tekstów, kobiecych, takich jakie lubicie i na jakie czekacie najbardziej. Zainspirowana odpowiedziami na ankietę, zaczęłam układać w myślach całe fragmenty postów i cieszyć się na samą myśl o ich publikacji. Dostałam skrzydeł, jeszcze większych niż zazwyczaj. Ale życie powiedziało „stop” i sprowadziło mnie na ziemię. Spróbujcie wybaczyć mi to, że jeszcze ten jeden tekst nie będzie o kobiecości. Nie będzie więc o tym, po co najchętniej tu zaglądacie. Pojawi się w nim miłość, będzie o pięknym związku i o szczęściu we dwoje, ale zupełnie inaczej niż pisałam do tej pory. Wydarzyło się bowiem coś, co bardzo mocno pokazało mi, że takie szczęście ma drugą stronę, wprost proporcjonalną do swojej wielkości. Pozwólcie mi o tym opowiedzieć. Również dlatego, że sama potrzebuję tej opowieści i chyba już po prostu nie potrafię nie pisać o tym, co szarpie moje serce. Contine reading

Kto odbiera Ci prawo do życiowej stabilizacji?

życiowa stabilizacja

 

Siedziałyśmy we dwie w małej kafejce niedaleko pracy, spędzając przerwę przy kawie i ciastku. Tu dało się przynajmniej spokojnie porozmawiać. Żadnego pukania co pięć minut do drzwi, żadnego uważania na to, co się mówi i kto ze znajomych słucha. Tak przynajmniej myślałam, rozrywając saszetkę z cukrem trzcinowym i słuchając Aśki, która z wypiekami na policzkach opowiadała mi o zbliżającym się wyjeździe w góry. W pewnym momencie jej wzrok powędrował jednak wysoko nad moją głową, a dłoń trzymająca łyżeczkę zamachała do kogoś energicznie. Odwróciłam się i zarejestrowałam już tylko plecy wychodzącego z kawiarni Leszka, naszego znajomego z pracy. Właściwie bardziej jej niż mojego.
– Wygląda na to, że nie chciał się do nas przyłączyć – stwierdziłam, nie bez ukrytego zadowolenia. Nie przepadałam za Leszkiem, kilka lat starszym od nas przysadzistym blondynem o mentalności cwaniaczka, który większość swoich wypowiedzi kończył porozumiewawczym mrugnięciem. Wiedziałam jednak, że Aśce to nie przeszkadza i że się kumplują.
– Zapomnij – powiedziała. – Leszek ostatnio zupełnie bez humoru. Krążą słuchy, że już nie mieszka z Wiolką – dodała ciszej, nachylając się nad stolikiem w moim kierunku.

Contine reading

MNIEJ minimalizmu, proszę

mniej minimalizmu

 

Do napisania tego tekstu zainspirował mnie artykuł u Joulenki, o dobrych trendach, którym chętnie ulega. Co prawda tekst powstał parę ładnych miesięcy temu, ale zapamiętałam go doskonale, bo czytając miałam ochotę wykrzykiwać „no przecież!” i „racja, ja też tak myślę”. Mądry jest ten joulenkowy przegląd trendów i bardzo zaimponowało mi to, że nie zamieściła w nim ani popularnego slow life, ani minimalizmu. Potem zresztą porozmawiałyśmy sobie o tym chwilę w komentarzach. Przyznam, że od dłuższego czasu przyglądam się wszystkiemu, co pojawia się w internecie pod hasłem minimalizmu oraz slow life i staram się wyrobić sobie zdanie na ten temat. Przede wszystkim wydaje mi się, że oba zjawiska są ze sobą powiązane, że są modne, wzbudzają pozytywne uczucia i bardzo chętnie się o nich mówi. Chętnie i łatwo. Czy z równą lekkością wprzęgamy je w życie, a przede wszystkim czy robimy to świadomie – tu miałabym pewne wątpliwości. Porozmawiajmy dziś o tych wątpliwościach. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że niektóre spośród moich czytelniczek sympatyzują ze stylem slow i czują się minimalistkami. Liczę na Wasz głos w komentarzach i na ciekawą rozmowę 🙂

 

Contine reading

Jak przygotować się do związku: 5 nieoczywistych rad

jak przygotowac sie do zwiazku

 

Lubię myśleć, że „miłość trzeba sobie zrobić”. I choć powiedzenie to zostało zaczerpnięte od popularnego polskiego coacha, to doskonale oddaje moje własne przekonania. Do licha z coachingiem, to nie moja bajka. Ale tam, gdzie rozwój może służyć budowaniu lepszych związków, jestem w stanie przyklasnąć i jeszcze bardziej podrążyć temat na własną rękę. Lubię więc myśleć, że miłość i związki są takimi obszarami naszego życia, które możemy całkiem skutecznie kształtować. Nawet, jeśli znajdujemy się gdzieś pomiędzy jedną przygodą a drugą, albo wręcz od dłuższego czasu nikt ciekawy nie pojawił się na horyzoncie – to w niczym nie przeszkadza. Wciąż jesteśmy w drodze. Z każdym krokiem coś za sobą zostawiamy i zbieramy nowe doświadczenia. A to oznacza, że każdy dzień jest szansą na zmianę, która będzie miała wpływ na to, jak będziemy kochać w przyszłości. Contine reading

kiepskie Święta i dobre sposoby na ich przetrwanie

kiepskie swieta

 

Pamiętam, że kiedyś bardzo lubiłam czytać opowieści wigilijne, drukowane w przedświątecznym dodatku do naszej lokalnej gazety. Były to prawdziwe historie czytelników, którym w czasie Świąt przydarzyło się coś niezwykłego. Wiele z nich rozgrywało się w czasach wojny, głębokiego PRL-u, kiedy to niczego nie można było dostać albo podczas stanu wojennego. Te przysłane przez byłych zesłańców, opowiadały o wigiliach przeżywanych na mroźniej, dalekiej Syberii. Większości z nich towarzyszyła atmosfera niedostatku albo zagrożenia. Były na swój sposób dramatyczne. Ale równocześnie jednoczyły ludzi, bo niejednokrotnie to właśnie dzięki silnej rodzinie lub sprawnie działającej wspólnocie, udawało się takie Święta zorganizować.

W dzisiejszych czasach naprawdę trudno o tragiczne Święta. Nie dotyczą nas bezpośrednio żadne wojny (choć tu pewnie nie każdy się ze mną zgodzi), nie dręczy nas głód, omijają większe klęski żywiołowe. Zasypiamy bezpiecznie w ciepłych domach, a przecierając rano oczy, dziwmy się, że czas do Gwiazdki tak szybko topnieje i od razu biegniemy myślami do świątecznych przygotowań. Może z pewnym pośpiechem, ale i spokojem. Bo strach przed tym, że w czasie Świąt głód zajrzy nam w oczy albo śmiertelny wróg wtargnie do naszych domów,  praktycznie nas nie dotyczy. A to bardzo dużo.

Większość z nas nigdy nie przeżyje naprawdę dramatycznych Świąt. Natomiast to, że będą one kiepskie, jest już dużo bardziej prawdopodobne. Contine reading

zaręczyny pod presją

zaręczyny pod presją

 

Gdy jesteś w stabilnym związku, w którym wspólne śniadania, święta i wakacyjne wyjazdy stały się oczywistością, prędzej czy później ktoś zada Ci pytanie: to kiedy ślub? Jeśli w dodatku jest to związek z kilkuletnim stażem, a Ty liceum i studia masz dawno za sobą i jesteś na dobrej drodze do pierwszej życiowej stabilizacji, szansa na oberwanie takim pytaniem między oczy jest… jakiś miliard razy większa. Więc o ile ten temat nie chodzi Ci po głowie już od pierwszej randki (co jest najzupełniej zgodne z kobiecą dynamiką), to prędzej czy później i tak zaczniesz o tym myśleć.

Decyzja o ślubie należy do najdziwniejszych na świecie: niby podejmuje się ją wspólnie, ale nie tak, jak wszystkie inne decyzje, siadając razem i rozważając wszystkie za i przeciw. W zasadzie podejmuje się ją bardzo osobno. Wśród wielu niedomówień, podchodów i rytuałów, które narosły wokół zaręczyn. Z jednej strony ta otoczka na pewno ma swój urok. Ale z drugiej… presja tak ważnej decyzji sprawia, że zarówno w kobiecie, jak i w mężczyźnie dochodzą do głosu ukryte pragnienia i obawy.

Niech Was nie zmyli to zabawne zdjęcie, dalej będzie już poważnie i psychologicznie. Contine reading