trzy piękne filmy na letnie wieczory

w kinie

Często największe wrażenie robią na mnie filmy nieoczywiste. Takie, które nie krzyczą do mnie z kinowych plakatów i nie sprzedają się w kampaniach reklamowych. Filmy, o których dowiaduję się przypadkiem, przechodząc obok małego studyjnego kina, albo te, o których ktoś mi opowie, poleci, wynajdzie dla mnie spod ziemi.
Patrzę na listę obejrzanych przeze mnie filmów i te nieoczywiste najpierw rzucają mi się w oczy. Zostawiły po sobie dobre wrażenie, niektóre chwyciły za serce, a inne zmusiły do myślenia. Takie właśnie filmy lubię, kocham dobrze opowiedziane historie!

I myślę sobie, że warto się nimi dzielić. Przygotowałam dziś dla Was listę trzech filmów, które mocno wryły mi się w pamięć. Co ciekawe, zupełnie nie umiem powiedzieć jakim sposobem do mnie trafiły, niewykluczone, że przeczytałam o nich na którymś blogu 🙂 Puszczam więc dalej w świat i mam nadzieję, że znajdziecie wśród nich coś dla siebie.
Nie zamieszczam recenzji, tych kilka zdań to moje subiektywne wrażenia, sposób w jaki te filmy zapamiętałam. Pod tytułami znajdziecie linki do opisów na Filmwebie. Bardzo sobie cenię ten serwis i często sugeruję się skalą ich oceny (nie oglądam poniżej siódemki :).

Niezapomnianych filmowych wrażeń 🙂

Broken (2012) reż. Rufus Norris

broken

To film o wrażliwej nastolatce, wchodzącej w skomplikowany świat dorosłych. Gdybym miała podsumować go jednym hasłem, brzmiałoby ono „śmierć niewinności”. Ponieważ w historii tej proste, dziecięce pojmowanie rzeczywistości zderza się z brutalną prawdą o niej. Dobro nie jest wynagradzane, przemoc dotyka niewinnych, a miłość i więzy rodzinne mienią się tyloma odcieniami, że trudno poruszać się wśród nich tak, aby się nie poranić. Zachwyciłam się pięknie sportretowaną relacją między córką i ojcem (w tych rolach znany aktor Tim Roth i młodziutka, bardzo naturalna Eloise Laurence).

Film niełatwy, ale dający materiał do wielu przemyśleń.

A Moment to Remember (2004) reż. John H. Lee

moment to remember
Jeden z niewielu filmów, który wzruszył mnie do łez! Pomimo, że kinematografia zalewa nas historiami o miłości, trudno znaleźć wśród nich taką perełkę. Być może to specyfika koreańskiego kina albo  azjatyckiej mentalności, nie wiem, znam tylko ten jeden koreański film. Jest przepiękny. Postacie dwojga młodych bohaterów są tak żywe i wiarygodne, że miłość, która rodzi się między nimi pulsuje naturalnością i życiem. Nie jest łatwa, ale w głębi serca wiemy, że są sobie przeznaczeni, podążamy więc z zapartym tchem za ich historią. I płaczemy szczerymi łzami, gdy okrutna choroba staje na ich drodze.
Nie bójcie się tego, że to film koreański. Fakt, jesteśmy zdani na napisy, ale ogląda się naprawdę dobrze.

Disconnect (2012) reż. Henry Alex Rubin

disconnect
Coś z zupełnie innej beczki, czyli film o charakterze typowej amerykańskiej superprodukcji. Jeżeli lubicie, gdy wiele pozornie odległych wątków, łączy się w finale w zupełnie nieoczekiwany sposób – ten film na pewno Wam się spodoba. Ale to też mądra i przejmująca historia o  tym, jak głęboko internet i media wpływają na nasze życie. Jak niebezpieczne potrafią być dla relacji rodzinnych i w jaki sposób niszczą naszą prywatność. Sporo wnikliwej psychologii, świetnie sportretowane postacie i wartka akcja z zaskakującym zakończeniem.
Dobry film i świetnie zagrany, pomimo że w obsadzie nie dopatrzyłam się ani jednej wielkiej gwiazdy.
Wiecie już jakiego rodzaju filmy lubię. Jeśli chcecie polecić mi coś ciekawego, dajcie znać w komentarzach! Z przyjemnością zagłębię się w nowe porywające historie 🙂
  • O żadnym filmie nie slyszałam. Do kina chodzę rzadko bo szkoda mi pieniędzy, 50 zł na jednorazowe wyjście po czym film okazuję się przeciętnym. Ja bardzo lubię pachnidło i dziewczyne z tatuażem.

  • dzięki za te propozycję, na pewno obejrzę 🙂