twoja uwaga jest święta

Czasem marzy mi się urządzenie do pisania, które miałoby tylko biały ekran i klawiaturę. Bez możliwości otwarcia tysiąca okien. Bez niezliczonych ikonek, w które mogłabym kliknąć. I tak, bez internetu. Ciekawe, jak przełożyłoby się to na jakość tekstów, które piszę… Coś mi mówi, że znaczniej płynniej zamieniałabym myśli w rządki czarnych liter. Nie miałabym gdzie od nich uciec. Moje palce byłby posłuszne mojej głowie, zamiast błądzić bez celu po klawiaturze. 

Niezakłócony strumień uwagi to luksus, który trwonię i rozmieniam na drobne. Setkami kliknięć, tysiącami spojrzeń. I milionami myśli, które jak niesforne dzieci rozbiegają się we wszystkie strony. Zapominam w tym wszystkim, że moja uwaga jest święta. Nie należy się wszystkiemu, co do mnie woła. 

 

twoja uwaga jest święta

 

Będzie to najbardziej świąteczny tekst w tym przedświątecznym okresie. Nie napiszę jednak o tym, jak zrobić pierniczki, ani jak kupić prezent za 50 zł. To wszystko jest urocze, ale powielane dziesiątki razy nudzi i rozprasza. A ja wyjątkowo mocno odczuwam rozproszenia ostatnimi czasy. I wyjątkowo łatwo się im poddaję. Moją uwagę pochłaniają nie tylko ikonki i linki, prowadzące w niezbadane meandry sieci. To wszystko można przełożyć na codzienne życie. Świąteczna promocja na czekoladę z orzechami? Biorę, klik. Którą z tysięcy książek kupić mu w prezencie? Może tę, klik. Jak pięknie wygląda ta rozświetlona, świąteczna wystawa! Muszę tam wejść, klik. 

Nie, nie zawsze kupuję. Ale zawsze sprzedaję w ten sposób jakąś cząstkę mojej uwagi. Po marnej cenie. Za kolorowe światełka i obietnicę wesołych świąt.

 

Tak więc rozpraszam się szybko i nieopatrznie, zarówno w wirtualnym, jak i prawdziwym świecie. Milion bodźców walczy o moje zainteresowanie. Jestem dzieckiem ewolucji, które matka zostawiła w tyle…  Radź sobie! Zostawiła mnie i nas wszystkich w tyle, nieprzystosowanych do przetwarzania ogromnej ilości informacji. Coś poszło za szybko. Rozpędziliśmy ten świat, nie nadążając za tym, jak się zmienia. Produkujemy gigabajty kolorowych danych, nie mając czasu na ich konsumpcję. A co dopiero na kontemplację… Gdy w jakimś pierwotnym odruchu zatęsknimy za tym ostatnim, wracamy do tego, co pierwotne. Odrywamy oczy od ekranu. Patrzymy na księżyc. To ewolucyjnie poprawne zachowanie. Księżyc jest jeden, księżyc od wieków skupia wzrok, a nie rozprasza. Porusza wyobraźnię, nie dając gotowych algorytmów. 

 

Moja uwaga jest święta… bawię się tą myślą. No więc powiedzmy, że mam skarb, na który czyhają zgraje piratów na otaczających mnie morzach. Najsmutniejsze jest to, że nie muszą się specjalnie wysilać. Proszę bardzo, like ode mnie pod zdjęciem uroczego kota. Proszę, jeszcze jedna zakładka, dodana do miliona nieprzeczytanych. I błyskawiczna reakcja na dźwięk wiadomości, która właśnie przyszła. A potem błyskawicznie wracam wzrokiem do komentarza, który piszę. Ale zanim go dokończę…  scroll i like raz jeszcze, proszę. 

Więc gdzie jest ta świętość? Odbieram ją sobie milionem nieświętych decyzji. Poniewieram w sianie, jak to Dziecię, które ma się narodzić. Również święte.

 

Gdybym jednak chciała potraktować ją, jak najcenniejszy skarb… przede wszystkim zatrzymałabym wzrok. Na dłużej, na tym co ważne. Delektując się każdym słowem, które czytam. Pozwoliłabym, aby treści znalazły sobie miejsce w mojej głowie i zapadły w pamięć, jeśli takie jest ich przeznaczenie.  

Zatrzymałabym wzrok na twarzach tych, których kocham. Nie uciekając nim na boki, zdejmując filtry własnych projekcji i oczekiwań. Skierowałabym na nich strumień najczystszej uwagi, na którą zasługują. Bliscy ludzie są najlepszą inwestycją czasu i spojrzeń. 

Odwróciłabym wzrok od monitora. I wyświetlacza telefonu, który zawsze mam przy sobie. Tym grzeszę najbardziej. To, co na wyciągnięcie ręki, rozprasza najskuteczniej. Dobrze, że nie mam telewizora, a i radio włączam niezbyt często…

No więc odwróciłabym wzrok od pisanej wiadomości, wybierając zamiast tego zieloną słuchawkę. Aby usłyszeć głos tego, który w moim telefonie jest tylko numerem i nazwiskiem. I zasłuchałabym się w tej rozmowie, zamykając oczy. Łowiąc słuchem drżenie głosu i niezręczne milczenie. I uśmiech prawdziwszy niż wszystkie emotikonki. 

Robiłabym jedną rzecz na raz. Porządnie i do końca.

Spisałabym listę zadań: rządek haseł, wąski jak ścieżka do celu.

Przedświąteczne porządki zrobiłabym w głowie. Wyrzucając zaległe żale i zużyte nerwy, wycierając półki z zakurzonych niedopowiedzeń.

Zakończyłabym to, co wymaga końca. Zawiązałabym elegancką kokardę i zostawiła za sobą. Niech mój zmęczony wzrok już się o to nie potyka. Niech go pochłania to, co ważne, na co naprawdę warto patrzeć. 

 

Być może kiedyś, pod wpływem jakiejś zbawiennej mutacji, uaktywni się w nas gen absolutnego skupienia. Albo przynajmniej skutecznej selekcji danych. Być może będzie to ewolucyjna odpowiedź na ogrom bodźców, którym poddaje nas świat. Ale póki co, mój Czytelniku, musimy radzić sobie sami. Musimy uczyć się skupienia, budować je wytrwale i chronić przed wszystkim, co chciałoby je zburzyć. 

Dlatego zachęcam Cię, abyś traktował swoją uwagę tak, jakby była bezcenna. Może podarujesz ją komuś jako najpiękniejszy gwiazdkowy prezent. A może nie warto czekać tak długo? Może trzeba zrobić to już teraz? 

 

Ja również zabiegam o Twoją uwagę. Jeśli udało mi się zatrzymać Cię aż do tego momentu, wierzę, że naprawdę chcesz tu być. Wzrokiem i myślami. Mam świadomość tego, że poświęcasz mi cenne minuty i zatrzymujesz swoje spojrzenie na słowach, które piszę. Szanuję to. Staram się, aby dały Ci one jak najwięcej.

 I dziękuję! Twoja uwaga to dla mnie najcenniejszy prezent 🙂

 

PS Czy wiesz, że ludzka uwaga jest obecnie najwyżej wycenianym towarem na świecie? O tym, jak działają mechanizmy „ekonomii uwagi” i jaki mają wpływ na współczesnego człowieka, przeczytasz tutaj

 

gosia

 

zdjęcie

  • Oj ja często daję się rozproszyć. Jeśli tylko wyraźnie nie powiem sobie: dobrze Ania teraz wszystko wyłączasz i bierzesz się do roboty, to nie ma szans, żeby coś nie zwróciło mojej uwagi. W sumie to nie skupiałam się aż tak na tym zjawisku i nie zastanawiałam nad tym za bardzo, ale to co tu napisałaś to święta prawda! Uwielbiam jak ubierasz takie oczywistości w słowa i nadajesz im nowe, większe znaczenie. Postaram się bardziej cenić własną uwagę.:)

    • Więc wiesz o czym mówię 🙂 Dopiero nie dawno zdałam sobie sprawę, jak bardzo te rozproszenia wpływają na to, co robię. Na jakość życia w sumie.
      I coś czuję, że to będzie temat do popracowania w przyszłym roku – uważność.
      Dzięki Aniu 🙂

  • Ostatnio u mnie różnie z rozpraszaniem się, wszystko zależy od tego co robię i przede wszystkim jaki mam dzień. Potrafię wyłączyć telewizor i zostawić telefon z boku, ale te okienka dodatkowe niepotrzebne mnie czasem odciągają od pracy, nawet często.

    • A to prawda, są dni kiedy rozkojarzenie daje się szczególnie we znaki. No ale jeśli umiesz pewne rzeczy powyłączać, to już jest naprawdę coś.

  • Ja ostatnio mam okres, kiedy nie mam czasu żeby się porządnie zabrać za cokolwiek. Książka rozpisana, rozpisany plan powtórek (egzaminy umrzyjcie), trzeba przygotować święta, ze wszystkimi się w wolne spotkać… A jeszcze chętnie bym się wyspała i przeczytała książkę, albo dwie. Masakra! 😀

    • Teoretycznie plany i listy zadań mają działać motywująco. I pomagać się ogarnąć. No, ale to teoria… 😉

  • pannaM

    Piękny tekst, Gosiu 😉 miejmy nadzieję, że niedługo wykształcimy sobie taki gen, bo coraz więcej bodźców nas rozprasza. Sama mam z tym duży kłopot, bo to naprawdę sprawia, że nie potrafię skupić się na tym co ważne, zajmuję się pierdołami i nic z tego nie wychodzi. A drugi człowiek… tak, myślę, że przede wszystkim na ludzi musimy zwracać uwagę, bo jak to powiedział ten psycholog, u którego byłam, to właśnie przez relacje z ludźmi zmieniamy się i doskonalimy. Trudno się nie zgodzić z tymi słowami.

    • I dlatego w te relacja warto inwestować. Tak, mądrze powiedział.
      Wiesz, jak jeszcze studiowałam, to dopiero umiałam się rozpraszać! Wręcz szukałam tego, co mnie odciąga od nauki. No więc teraz mogę się mądrzyć 😉
      Życzę skupienia, bo wiem jakie to trudne. I ściskam, jak zawsze :*

      • pannaM

        Ja mam teraz tak samo – potrafię skupić się na stu innych rzeczach, tylko nie na nauce. Nawet sprzątanie, czy zmywanie naczyń robi się nagle takie atrakcyjne 😉
        Dziękuje, może kiedyś również się go nauczę 😉

  • Często daję się rozproszyć, pewnie że tak… ale tylko, gdy robię coś nieistotnego. Te ważne dla mnie rzeczy – robię całą sobą. „Cokolwiek robisz, jeśli w ogóle masz to robić, rób to totalnie. Jesli w ogóle nie chcesz tego robić, nie rób – i nie rób totalnie.” Kiedyś gdzieś znalazłam to zdanie, zapisałam sobie i trzymam się tego z całych sił 🙂 słyszałam nawet uwagi, że ciężko się ze mną pracuje, bo gdy się na czymś mocno skupię to można do mnie gadać jak do ściany i biada temu, kto wybije mnie z toku myślenia… ale to się tyczy nie tylko pracy, pisania czy jakichś obowiązków. Tak już moja natura (ach, introwertyzm! :)), że uwielbiam obserwować, analizować, przeżywać… i dlatego biorę ze wszystkich przeżyć 101%, a gdy już jestem dla kogoś – też cała. Wrażliwość idzie w parze z uwagą i tak dobrze jest codziennie odkrywać, że „[…] rzeczywistością nie jest tylko to, co widzi oko, słyszy ucho i czego można dotknąć ręką, ale także to, co pozostaje ukryte przed okiem i dotykiem, a ujawnia się czasami, tylko na chwilę, temu, kto umie uważnie słuchać uszami ducha i dotykać palcami myśli.” Świetny tekst 🙂

    • Uwielbiam Cię za te cytaty 😉
      I podziwiam, za skupienie. Nie pomyślałabym, że to się może wiązać z introwertyzmem. Kurcze, w takim razie nie powinnam mieć problemów z uważnością, a jednak mam. Coraz bardziej przekonuję się, że to jest coś nad czymś muszę solidnie popracować 🙂

  • Sissi Paris

    jestem, zatrzymałaś mnie! zawsze zatrzymujesz choć nie zawsze ja zostawiam ślad 🙂

  • Warto mieć osobny komputer pozbawiony wszystkiego, niech posiada wyłącznie zainstalowany program do pisania. Ja bardzo sobie chwalę to rozwiązanie, od dłuższego czasu stosuję, a czasem niezastąpiony jest po prostu zwykły zeszyt i długopis albo… pięknie oprawiony zeszyt i dobry, aksamitnie piszący długopis, bądź pióro wieczne. Tam, gdzie zastosujemy rytuał, włożymy pracę w przygotowanie atmosfery, skupienie przychodzi w sposób naturalny.

    • Rytuał – tego mi ostatnio bardzo brakuje! Nie wiem czy chcę wracać do ręcznego pisania, zobaczymy. Ale zdecydowanie pomyślę o rytuałach.
      Dzięki!

      • Rytuały to bardzo dobry pomysł. Mnie najbardziej pomaga modlitwa, ale nie tylko. Warto wypracować sobie więcej rytuałów i stosować zamiennie.

  • Frida

    Sama teraz znacznie odpoczywam od internetu, bo od poniedziałku aż do wczoraj wieczorem nie miałam do niego dostępu i nie brakuje mi go. Ale gdy tylko wracam, od razu zauważam, jak rozprasza. Bo tu coś sprawdzić na szybko, tu gdzieś zerknąć…to właśnie pewna bolączka naszych czasów. Nawet psychologowie zastanawiają się, nie wiem czy słyszałaś, wprowadzić coś takiego jak pojęcie braku uważności spowodowanej właśnie mediami. Bo taki np. młody człowiek, który zawsze do internetu i natłoku informacji miał dostęp, nie umie się nawet skupić na fabule filmu który trwa dłużej niż 2 godziny. Dlatego ponoć twórcy filmów coraz bardziej je skracają.
    Na szczęście właśnie są na to metody. Odciąć się, czasem…pobratać z naturą. Powyć wręcz do tego księżyca. Pomedytować. Świat biegnie niesamowicie szybko obecnie, ale to nie znaczy, że na siłę musimy go gonić:) Nasze życie nie ucieka tak naprawdę:) A nasza uwaga właśnie, taka prawdziwa, nierozproszona pędem może być najcenniejszym darem, tu całkowicie się z Tobą znowu zgodzę:)

    • Nie słyszałam, ale to dobry pomysł. Chyba mam pierwsze objawy 😉
      A tak serio, to pewnie, czasem chwile całkowitego oderwania się od wszystkiego są super. Taki detoks. Ale ja też chciałabym na co dzień żyć uważniej. Jednocześnie nie tracąc za wiele z tych fajnych rzeczy, które dzieją się wokół mnie i w sieci. Na przykład notek na Twoim blogu 😉
      I zawsze się cieszę, jak się odzywasz w te piątki :*

      • Frida

        Wszyscy powoli mamy. W ogóle, słyszałaś o tym, jak komunikowanie się za pomocą facebboka, komunikatorów, czatów etc. zabija umiejętność rozpoznawania emocji? Zrobili taki eksperyment, wzięli dzieciaki na parę tygodni detoxu, chyba tak można nazwać, na obóz w góry, gdzie smartfony etc. były zakazane. Ich obniżona wcześniej o nawet 60% w skrajnym przypadku umiejętność rozpoznawania emocji ( mimika i takie tam) podskoczyła nawet o 20-30%. Wystarczy nam nieraz odpoczynek, jak się okazuje, by wrócić do normy. Chociaż, powstaje pytanie, co w naszym świecie jest obecnie normą, prawda? Ale to takie skojarzenie.
        W ogóle, to buddyści świetnie podchodzą do uważności, zresztą, choćby ich medytacja na tym polega, rodzaj medytacji, o. Nie wiem czy o tym czytałaś.

        I cóż, dzięki za miłe słowa :* Mimo wszystko też cieszę się, że i do tego świata wracam i też do twojego miejsca:)

        • Jak zwykle nie słyszałam i jak zwykle uwielbiam to, że mi cytujesz takie rzeczy 🙂 Skąd Ty to bierzesz?
          Ale rzeczywiście, te dzisiejsze dzieciaki są przesiąknięte wirtualnym światem i oderwane od tego prawdziwego. To przerażające, co się z nimi dzieje.
          Medytacja jest cudowną i dość uniwersalną praktyką. W chrześcijaństwie również istnieje, choć uważam że jest niedoceniana. A ja życzyłabym sobie jej więcej w moim życiu. I będę do tego dążyła.
          Też się cieszę i ściskam :*

          • Frida

            Cytując mojego męża „czytam dużo gówien i potem mam pełno dziwnych informacji we łbie”:D
            Dokładnie. W naszym odczuciu jakby się wręcz…dehumanizują. Ale za 20 lat cóż, może właśnie takie podejście będzie normą? W sumie, miałam taką myśl, jak powiedzmy brak rozpoznawania emocji wpłynąłby na …naszą ewolucję. Bo jednak wszystko na nią wpływa, zresztą, widać to jak porównamy człowieka z XIV wieku i obecnego…czy np. nastapiłby choćby regres mięśni mimicznych? Ale to takie głupie gdybanie już:)
            Wiem wiem, że występuje wszędzie, w każdej religii a nawet i bez niej:) Bo tak naprawdę to ścieżka dotarcia do siebie a może i…do czegoś więcej. Też i w nas, pewnej niezrozumiałej na co dzień energii. Może Boga, każdy nazywa to inaczej:) To dobrze:)
            Mam nadzieję, że dzisiejsze spotkanie udane ^^

  • Nasza kultura premiuje wielozadaniowość i wielofunkcyjność, nie umiejętność koncentracji na jednej rzeczy… dlatego jeśli nawet taką umiejętność wyłączania się i oddawania w całości wykonywanej czynności posiadaliśmy jako dzieci, to zostało nam to odebrane. Na szczęście można wytrenować z powrotem, pracuję nad tym!

    A takie urządzenie z kartką papieru i klawiaturą to chyba maszyna do pisania. Może niegłupie byłoby mieć takową 🙂

    • Też pomyślałam o maszynie 🙂 Ale nie wiem czy umiałabym się przestawić z urządzeń elektronicznych na zwykły tusz i papier.
      No więc właśnie, a moja uwaga jest mało podzielna, dlatego czasem się w tym wszystkim gubię.

  • Kiedy chodzę, latam, biegam, mam za sobą „gwałtowny dzień”, tysiące rzeczy w głowie co jeszcze muszę, podpitego klienta który mi ubliżał, kiedy mam wrażenie, że zaraz eksploduję niczym zbyt mocno napompowany balon wchodzę tu… i czytam. I już wiem, że to wszystko, co mnie wytrącało z równowagi nie zasługuje na moją większą uwagę. Na skupienie się na tym. Po prostu. Zwyczajnie. Dziękuję, za ten tekst. Mnie zatrzymałaś tu już dawno. Tak dawno, że nie pamiętam. Ostatnio nawet próbowałam to sobie przypomnieć, ale jak widać pamięć czasem zawodzi. 😉

    Małgosiu.
    Jeśli będziesz kiedyś w Kaliszu/okolicach, serdecznie zapraszam Cię na herbatkę 😉
    Z niebywałą przyjemnością poznała bym Cię osobiście, więc czuj się zaproszona.

    Ściskam!
    Magdalena

    • Dlaczego najfajniejsi ludzie mieszkają tak daleko? Ale jeśli tylko zdarzy mi się być choćby w okolicy, wypiję z Tobą całe hektolitry herbaty 🙂
      I dziękuję, za te słowa i wszystkie, które tu zostawiasz. Dodają mi skrzydeł!

  • Dlatego kupiłam sobie sama pod choinkę książkę, pt. „Uważność” 🙂

    • Mam ją na liście „do przeczytania” 🙂

  • Nad skupieniem pracuje juz drugi miesiąc. Tez rozmieniałam swoją uwagę na drobne- chyba przez moją pracę- telefon dzwoni, przychodzi mail oznaczony „URGENT”, gorączkowo przełączam okna i odpowiadam na 10 pytań równocześnie. Przez to mój mózg potrzebuj wielu bodźców w tej samej chwili, nawet w momencie kiedy jesteśmy sami, już prywatnie. Stąd brak skupienia nad książką, posty czytane pobieżnie i niedokończone listy. Staram się teraz czytać jedną książkę, nie trzy. Kończyć zaczęte artykuły i skupiać się, skupiać. 🙂

    • Ja niestety właśnie teraz czytam trzy książki na raz… Ale obiecałam sobie że je skończę zanim w ogóle spojrzę na następną:-)

  • Pau

    Wspaniale było po wielu godzinach klikania w Internecie, w kręgu blogów o szyciu, trafić tu i stwierdzić: „o, to ludzie jeszcze szanują słowo?”. Szacunek do słowa tchnie tu z każdej wystukanej przez Ciebie linijki. Zatrzymałam się, ja, która nie mam telewizora ale mnóstwo czasu trwonię w Internecie, nie wiedząc jak to się tak naprawdę dzieje, zatrzymałam się, zadumałam, zachwyciłam, zasmuciłam, pokręciłam nad sobą głową i powzięłam postanowienie, że przeczytam całego Twojego bloga, po kawałeczku na raz. W porcjach jednej filiżanki herbaty dziennie, tak w ramach delektowania się, oderwania od tego co mnie rozprasza.

    • Tak, kocham słowa, więc jeśli Ty również się nimi zachwycasz, trafiłaś w dobre miejsce 🙂
      Bardzo dziękuję za Twoje dobre słowa. Rozgość się i czuj jak u siebie 🙂

  • Piękny tekst, poruszył mnie 🙂